Świat Dysku

Dyskowa kuchnia...

O płaskim świecie dyskusje

Re: Dyskowa kuchnia...

Postprzez Cudo_Tyłeczek » 22 kwi 2013, o 22:10

Z rodzinnej książki kucharskiej Cudo Tyłeczka - "Grzanka"

Po ciemnych korytarzach kopalnianych, gdzie wilgoć, mrok, zaduch dają w kość - pobyt na świeżym powietrzu upaja nieprzyzwyczajone krasnoludy do nieprzytomności wręcz (w sensie, że często dochodzi do walki wręcz, choć preferowane są bardziej topory oburącz i młoty bojowe).
Dlatego też krasnoludy spotykają się od czasu do czasu przy ogniskach, by w kociołku uwarzyć grzankę, która ma moc przywracania zdrowego podejścia do rzeczywistości a kolorem, aromatem i gęstością przypomina atmosferę swojskich kazamatów.
Do kociołka o słusznej pojemności należy wrzucić miarkę cukru, dodać ćwiartkę miarki kakao, do tego jak ktoś jest w posiadaniu wyrobu czekoladopodobnego, to i owszem, należy też wrzucić, do tego sporą ilość tłuszczu kopalnianego (tak z pół miarki nawet) - całość siup nad ogieniek i niech wesoło pyrkocze, aż zacznie wydzielać przyjemny dymek i opary. Po tym jak zacznie gejzerkować poznajemy, że pora nadeszła wiekopomna na dodanie najważniejszego - to jest destylatu z domu przywiezionego, z serca góry - 95% koniecznie.
Czynność tę należy wykonać uważnie i najlepiej w hełmie z opuszczoną przyłbicą, bo mikstura owa lubi pryskać:) Szybko zamieszać, zestawić z ognia i pochłaniać, snując ckliwe opowieści z ojczyźnianych stron...
Mogget napisał(a):Sonderkommando cudo juz zrobila, co swoje?
Avatar użytkownika
Cudo_Tyłeczek żeńska
Matka Ojca
 
Posty: 10005
Lokalizacja: Joli Bord
Reputacja: 6439

Reklama

Re: Dyskowa kuchnia...

Postprzez sky » 23 maja 2013, o 22:04

„Chwiejny i ciemny las Überwaldu”

Przepis jest oryginalnym pomysłem Niani, a poniższe notatki został spisane przez jedną z synowych Niani Ogg, której imię jakoś wyleciało z pamięci za równo historykom, jak i samej Niani.

Niania lubiła zjeść pod wieczór coś słodkiego, czasami cukierki nie wystarczały i wtedy szła zwykle coś upiec. Jest to za dużo powiedziane, że ona piekła, zwykle któraś z jej synowych. Jak to mawiała często do Królowej Magrat: „Przed snem dobrze zjeść coś słodkiego, a zwłaszcza coś czekoladowego, po tym zawsze miewa się ciekawe sny- wiesz jakie, co słonko?”. Zazwyczaj zjadała jakiś mały kawałek placka, taką zwykłą małą blaszkę- nic wielkiego. Niania lubiła pichcić nocną porą, to znaczy ona patrzyła jak ktoś inny to robił, jej udział przy wypiekach, oprócz jedzenie ich, sprowadzał się do sprawdzania czy alkohol, który doda się do ciasta jest na pewno dobry. Tort ten został specjalnie dostosowany do tego zadania. Dlatego tak bardzo lubiła „robić” ten placek.

Przepis z notatek Niani Ogg:

Ciasto:
150 g masła
150 g cukru
7 jaj
1 tabliczka gorzkiej czekolady (100 g)( można więcej przygotować, będzie można zjeść, podczas, gdy synowe będą zajęte pieczeniem)
200g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia( jeden z wynalazków przywiezionych z Ankh-Morpork przez Nianie)

Przełożenie:
450 g wiśnie(mogą być mrożonych),
450 g owoców leśnych(mogą być mrożonych),
4 łyżki cukru.

Bita śmietana:
1l śmietany kremówki,
4 łyżki cukru pudru,
2 łyżki mąki ziemniaczanej.

Oraz:
0,7 l wiśniówki( opcjonalnie 100 ml, wtedy pominąć krok 1).

Sprzęt potrzebny do zrobienie ciasta:
-forma tortowa o średnicy 24 cm, spód tortownicy wysmarowany tłuszczem i oprószony mąką,
-Ubijaczka/ w czasach współczesnych mikser,
-makutra i pałka/w czasach współczesnych miska i mikser,
-kilka misek,
-2 garnczki/rondle i 2 sitka,
-kilka łyżek,
-kieliszek i jedna szklanka,
-Jedna, góra dwie synowe. W przypadku ich braku, trzeba niestety samemu zrobić ciasto, nie można się wtedy ograniczyć jedynie do kroku 1.

Przed rozpoczęciem odlać 100 ml wiśniówki do szklanki, przykryć, odstawić.

Krok 1. Wypić kieliszek wiśniówki.
Krok 2. Masło utrzeć z cukrem. Dodaję kolejno żółtka, miksując po każdym dodanym żółtku.
Krok 3. Powtórzyć krok 1 i do masy jajeczno-maślanej dodać roztopioną i ostudzoną 1 tabliczką czekolady oraz przesianą mąką pszenną zmieszaną z proszkiem do pieczenia.
Krok 4. Powtórzyć krok 1 i delikatnie połączyć całą masę z ubitą na sztywno pianą z białek.
Krok 5. Przełożyć do formy o średnicy 24 cm i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piec przez około 45 minut.
Krok 6. Powtórzyć krok 1 i całkowicie ostudzone ciasto przekroić na 3 krążki.
Krok 7. Przygotować dwa małe garnki/rondle. Do każdego nalać po pół szklanki wody i wsypać po 2 łyżki cukru. Wrzucić do jednego wiśnie, a do drugiego owoce leśne. Gotować przez 8 zwrotek piosenki o jeżu( kilka minut).
Krok 8. Podczas śpiewania powtórzyć krok 1.
Krok 9. Zagotowane owoce odcedzić, każde osobno. Zlać razem powstałe syropy. Odlać około 100 ml z nich i rozcieńczyć wodą- dać synowej, niech się napije. Resztę ostudzić i wymieszać z odstawioną wiśniówką.
Krok 10. Powtórzyć krok 1 i naponczować blaty przygotowanym w kroku 9 napojem( nie tym dla synowej!). Jeśli zostanie- wypić.
Krok 11. Odlać trochę śmietany, zmiksować ją z mąką i połową cukru.
Krok 12. Ubić śmietanę na sztywno, dodać pozostały cukier. Do ubitej śmietany dodać tą z Kroku 11. Ubić całość.
Krok 13. Powtórzyć krok 1 i przygotować pierwszy blat. Położyć na nim owoce leśne i wyłożyć na niego 1/3 ubitej śmietany.
Krok 14. Na pierwszy blat z śmietaną dać drugi, wyłożyć na niego wiśnie(odłożyć kilka do dekoracji) i 1/3 śmietany.
Krok 15. Powtórzyć krok 1 i nałożyć ostatni blat. Udekorować tort pozostałą śmietaną i wiśniami.
Krok 16. Powtórzyć krok 1 i odłożyć tort na chwilę w chłodnę miejsce.
Krok 17. Powtórzyć krok 1 i zacząć jeść ciasto.
Krok 18. Powtórzyć krok 1 i cieszyć się smakiem ciasta.
W przypadku, gdyby coś jeszcze zostało w butelce powtarzać krok 1 do skutku. Gdyby ktoś wam pomagał przy robieniu ciasta- zwiększyć ilość wiśniówki z przepisu. Jak się nie ma synowej, napój dla niej z kroku 9 można wypić samumu lub dać żonie/mężowi/kochankowi/dziecku.
Smacznego!
"Przeprowadzili bardzo dokładne badania, z których wynika jednoznacznie, że ludzkość stała się całkowicie bezużyteczna."
Dan Simmons "Hyperion"
„Wszechświat zbudowany jest z opowieści, nie z atomów.” Muriel Ruckeyser
Avatar użytkownika
sky męska
Skytrollik
 
Posty: 1472
Lokalizacja: Kraków
Reputacja: 3608

Re: Dyskowa kuchnia...

Postprzez Młokos » 23 cze 2013, o 14:05

Kolejna próba, tym razem Resztkowa Sałatka... mam dziwne wrażenie, że niespecjalnie wyszło

William de Worde obudził się w swym własnym koszmarze - była 12 w nocy a on nadal nie skończył tego piekielnego artykułu do jutrzejszego wydania - jeśli ci, którzy mówią że po śmierci czeka na ludzi męka przez którą mają odpokutować swe winy, to tak będzie wyglądała jego kara. Aż dziw, że to jeszcze nie ma nazwy. Wiliam pomyślał przez chwilę... Mortus tempore - czyli po Qurimsku śmiertelny termin, nazwa świetnie oddawała męki jakie redaktor przechodził w wypadku problemów z artykułami pod koniec terminu. Dodatkowo jeszcze całe jego informacje sprowadzały się do jednego ikonografu i kilku strzępków wypowiedzi - jak na podstawie tego napisać jakikolwiek artykuł?
Jednak zaczęła do niego docierać inna rzecz - był głodny, mało powiedziane, że był głodny. Zjadłby konia z kopytami. Dzisiaj... Tu spojrzał na księżyc. Wczoraj, poprawił się w myślach zrobili sobie niewielką wyżerkę aby uczcić rekordową sprzedaż poprzedniego numeru. Zaprosili nawet żebraczą ekipę, a on sam nawet z tego nie skorzystał... Zaczynał tego żałować. Spojrzał na resztki na stole - nie było tego wiele. Trochę warzyw, które ozdabiały naczynia, czyli sałata, pomidory, ogórki i cebula, nieco majonezu i bazowego sosu pomidorowego zwanego popularnie ketchupem, a prócz tego niedojedzona pierś kurczaka po klatchańsku. Miał tylko jedno wyjście - jak jego dawna gospodyni wykorzystać resztki do zrobienia dania. Pokroił więc szybko kurczaka na kawałeczki, porozdzierał sałatę - miał już w tym wprawę, gdyż rozrywanie nieudanych artykułów było dobrym treningiem, pokroił pomidory w kostkę jak i ogórki, po czym wymieszał ketchup z majonezem.
Zjadł to i... uznał, że nawet mu to wyszło. Skoro spichcił sałatkę z niczego, to już zrobienie artykułu ze strzępków informacji nie będzie takie trudne.
"I ty możesz obalić komunę"
Avatar użytkownika
Młokos męska
Mag II stopnia
 
Posty: 215
Reputacja: 171

Re: Dyskowa kuchnia...

Postprzez yaga » 25 wrz 2013, o 13:52

Przyszła jesień. Zgubne skutki chłodu i deszczu przebiły się jakoś przez grube mury Niewidocznego Uniwersytetu i przez grubsze nawet warstwy rezydualnej magii - i wzięły sobie na cel najzdrowszego zazwyczaj członka grona profesorskiego. Ten przyjmował to z filozoficznym spokojem, przyjmował tak bowiem wszystko... prawie. Ale dopóki nikt nie użył niewłaściwego słowa ani nie dopuścił się aktu wandalizmu wobec książki, Bibliotekarz był wcieleniem łagodności i optymizmu. Pracował więc w bibliotece jak gdyby nigdy nic i może nikt nie zauważyłby jego choroby, gdyby nie czapka. Cóż. Czapka, dzieło pani Whitlow, nie dawała się nie zauważyć. A zaraz po czapce zaczęli się pojawiać w pobliżu drzwi do biblioteki profesorowie, po dwóch, po trzech, naradzający się cicho i z niepokojem, używając mnóstwa skomplikowanych słów, jak to zwykle magowie. "Potencjalna niestabilność morficzna" było jeszcze względnie zrozumiałe. "Oby tylko nie pogorszyło mu się tak, jak poprzednio" było zupełnie zrozumiałe i przechodząca w pobliżu Glenda zaczęłaby się martwić o Bibliotekarza, gdyby nie to, że martwiła się o niego już od jakiegoś czasu (wcześniej zauważyła czapkę). Jej serce było wielkie i pojemne, a Bibliotekarz miał w nim miejsce ze specjalną rezerwacją. Postanowiła mu pomóc po swojemu. Solidny, ciepły posiłek, to jest to, czego choremu trzeba.

Tylko co przyrządzić? - zastanawiała się, wędrując do swojej kuchni przez labirynt Pod Schodami. "Banan" i "zapiekanka" pojawiły się w jej głowie jednocześnie, to pierwsze jako jedyna możliwa do pomyślenia opcja kulinarna dla wiadomej ...osoby, tak chyba należy mówić o człekokształtnych?... to drugie zaś - zawodowy odruch Glendy na myśl o gotowaniu. To może nawet zadziałać, pomyślała zdejmując z owocu żółtą skórkę i krojąc go na plasterki. Ale żeby powstała godna swej nazwy zapiekanka potrzeba czegoś więcej, niż tylko coś podgrzać. Z drugiej strony Bibliotekarz jeśli chodzi o kuchnię był minimalistą w wielkim stylu. Przepis na jego ulubione danie znalazł się nawet w książce kucharskiej Czarownicy z Lancre - książka ta stała sobie spokojnie na półce między "1001 potraw z ziemniaka" a "Krasnoludzimi wypiekami i jak nimi miotać" na dziale oznaczonym "Kulinaria", który Glenda przeglądała niegdyś w ramach doskonalenia zawodowego. Zapamiętała dokładnie ten moment - ledwie była w stanie przeczytać jeden przepis, pod koniec mało co widząc spoza rumieńca, który, jak się zdawało, żył własnym życiem, wyrwał na wolność, oddzielił od skóry dziewczyny i unosił wokół jej głowy niczym nieprzyzwoicie różowa chmurka nie pozwalająca niczego już widzieć normalnie - przerzucała dalej z niedowierzaniem kartki czytając tylko tytuły, a wszystkie były w tym samym tonie - aż natrafiła na ów przepis Bibliotekarza. Taka prostota! Tylko trzy litery*. Glenda odniosła nieodparte wrażenie, iż specyficzny umysł Czarownicy z Lancre długo starał się przetworzyć ów przepis na swoją modłę, ale ostatecznie się poddał. Prostota jest istotnie bliska geniuszowi. Podziw wobec Bibliotekarza i jego filozofii już Glendy nie opuścił (ale książkę doczytała, po jednym przepisie na raz i upewniając się, że nikt nie patrzy, a za każdym razem odkładając książkę dziwiła się, że ta nie dymi).

Prostota, myślała wracając do teraźniejszości i patrząc na pokrojonego banana. Proste metody na chorobę. Zjeść coś ciepłego i pod pierzynkę - wzięła jajko, oddzieliła białko i ubiła je na sztywno z łyżką cukru. Banan trafił do żaroodpornej miseczki, został posypany małą garstką płatków migdałowych i przykryty białkową pianką, po czym wylądował w rozgrzanym piecu. Po paru minutach "pierzynka" przyrumieniła się i Glenda wyjęła miseczkę z pieca. Pozostało tylko owo eksperymentalne danie dostarczyć. Udała się więc do biblioteki, martwiąc się na przemian o to, czy jeden owoc, pół jajka i odrobina dodatków naprawdę liczą się jako posiłek, o to, czy ten posiłek będzie wiadomej osobie smakował i o to, czy w ogóle do wiadomej osoby dotrze, to jest czy kręcący się w pobliżu magowie go nie przechwycą. Ostatnia wątpliwość wyjaśniła się szybko - na szczęście akurat pod drzwiami biblioteki nikogo nie było. Glenda weszła nieśmiało. Bibliotekarz układał książki kilkanaście regałów dalej, czyli bliziutko, biorąc pod uwagę rozmiary biblioteki. Glenda postawiła miskę na biurku, licząc na to, że zostanie znaleziona zanim zawartość ostygnie. Zastanawiała się przez chwilę, czy zostawić też łyżeczkę - ponieważ Bibliotekarza przy jedzeniu nie dało się wyobrazić inaczej jak zwisającego z czegoś z bananem w jednej z pozostałych dłoni - ale z drugiej strony na biurku leżały przecież karty katalogowe, które na pewno nie wypełniały się same, co stojący obok otwarty kałamarz z piórem w środku zdawał się potwierdzać. Poza tym zapiekanka była w misce, a jeśli "pierzynka" udała się według planu, to powinna być chrupiąca tylko z wierzchu, a w środku nadal miękka. Łyżeczka więc wylądowała na biurku obok miski, a kucharka wróciła do swojej kuchni i codziennych zadań, to jest zapiekanek dla pozostałych magów, tych zapiekanek z tuzina składników każda, a do tego jeszcze przypraw bez liku.

Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Pierwszym, co Glenda zobaczyła, była miska - pusta, to jest tylko z łyżeczką w środku. Dalej było niezwykle długie ramię pokryte pomarańczowym futrem, a jeszcze dalej - niezwykle szeroki uśmiech.
- Uhm... dokładkę?
Kiwnięcie, ciche "uuk" i jeszcze szerszy uśmiech.
- Dobrze, to zajmie tylko kilka minut...


* "Uuk."**
** tłumaczenie: "Weź jednego banana."

-------
zdjęcie by było, tylko że już zeżarłam.
GPI: Sew universe back together.

No one has to know you are a book reading freak.
Avatar użytkownika
yaga żeńska
Profesor NU
 
Posty: 1047
Lokalizacja: West Xylophone
Reputacja: 3968

Re: Dyskowa kuchnia...

Postprzez Biała » 18 lut 2014, o 10:43

oj nie wierze ze nikt nie ma zadnego ciekawego przepisu do opisania od wrzesnia..:)
Idź w ciemność osnuta,
opita szkarłatem,
wojnę, szloch i pożogę
poroztaczać nad światem.
Avatar użytkownika
Biała żeńska
Księżniczka Chaosu
 
Posty: 1638
Lokalizacja: Świat Kuli
Reputacja: 1807

Re: Dyskowa kuchnia...

Postprzez Marek_Sobczak » 2 maja 2014, o 15:22

A jednak.
No ale natchniony jutrzejszym wyjazdem do Wincanton, wczorajszą kolacją i zmianą wyznania przez Białą, napisałem żem był:

Sałatka makaronowa Komendanta Vimesa

Vimes został sam. Sam jeśli nie brać pod uwagę bawiącego się właśnie w ogrodzie syna, na którego Komendant Straży Miejskiej Ankh-Morpork, zerkał od czasu do czasu. Najwyraźniej maluch zdecydował się na uzupełnienie zbiorów, w najnowszej ekspozycji, w jego Muzeum Kupek, gdyż od dobrych kilku minut, z miną wytrawnego kolekcjonera, przeglądał pozostawione przez królika… okazy. Jego ukochana żona znów składała jakąś zupełnie niezrozumiała dla Vimesa towarzyską wizytę. Jak to, że wypije ona herbatkę z jakąś podstarzałą damą, w której domu nie ma już kotów, ale wciąż pachnie tam tak jakby były, może wpływać na układ sił pomiędzy miastami?
Wszystko byłoby idealnie i Vimes mógłby spokojnie sączyć sobie sok z buraków (wmawiając sobie, że bardzo mu smakuje), gdyby nie przerastające prostego komendanta zadanie, postawione przez Sybil:
- No i jak znajdziesz chwilkę, to zrób coś na kolację proszę. Tylko, żeby nie był to bekon! Wiesz jak bardzo nie lubią go twoje żyły kochanie. Jakąś sałatkę zrób najlepiej.
„Ale mój żołądek i kubki smakowe mają zupełnie inne zdanie, więc nie mów in co jest dla nich dobre! Kochanie!” – chciał odpowiedzieć Vimes, jednak wyuczone podczas wielu przesłuchań i zmagań z cwaniaczkami, zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy, pozwoliły mu tylko powiedzieć:
- Oczywiście kochanie. Postaram się dodać całe mnóstwo witamin.
Panika powoli ogarniała Vimesa. Jednak postanowił dać sobie mentalne uderzenie w twarz i uspokoić nerwy. W końcu jest komendantem do jasnej cholery!
Co najpierw? Po pierwsze poszlaki. Na każdym miejscu zbrodni znajdują się jakieś ślady. Komendant rozejrzał się po kuchni:
Makaron, pomidory, piersi z kurczaka, bazylia, majonez, papryka w proszku, suszone oregano, pieprz, sól, olej, czosnek i przyprawa curry.
Ślady zawsze prowadzą do rozwiązania. Najlepszą metodą na rozgryzienie złoczyńcy jest wejście w jego skórę. Co na moim miejscu zrobiłby zawodowy kucharz? Jak by postępował? Myśl staruszku!
Vimes łykną z kubka z sokiem burakowym, skrzywił się okrutnie i zabrał się do analizy zachowań kucharskich.
Wrzucił na gotującą się wodę makaron (którego kształt przypominał mu świder, jaki wyciągali ostatnio z oczodołu jednego z klientów Załatanego Bębna), ugotował go, odcedził i zostawił do ostygnięcia. Potem zajął się kurczakiem. Zasypał go przyprawami (oregano, solą, pieprzem, posiekanym drobniutko czosnkiem, papryką i przyprawą curry) i wtarł je dokładnie w kurczakowe piersi. Nie wiedzieć czemu przypominało mu to ich ostatni, wspólny wyjazd do letniej posiadłości Lady Sybil, jednak szybko otrząsnął się z tej myśli, pokroił je w dość drobne kostki i wrzucił na rozgrzany olej.
Kiedy zrumienił je ze wszystkich możliwych stron, odstawił do ostygnięcia. W międzyczasie pokroił pomidorki również w kostkę, z obawy, że mogą zacząć mu przypominać o ich miesiącu miodowym i porwał listki bazylii na małe kawałeczki.
Wszystkie składniki, zaraz po tym jak skończył palić cygaro i podziwiać okaz króliczego eksponatu w muzeum Sama Juniora, wymieszał razem, zalał kilkoma łyżkami majonezu i doprawił do smaku. W sam raz na powrót Sybil.
Widząc bazylię i pomidory, a także kurczaka zamiast bekonu Sybil mrugnęła do niego z zadowoleniem, dając mu wyraźnie znać, że kolejną sprawę może uznać za pozytywnie rozwiązaną i wyczekiwać zasłużonej nagrody.
Zaraz po tym jak tylko położą spać Sama Juniora.

Zdjęcia nie zdążyłem zrobić, bo sałatka się szybko skończyła.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: Dyskowa kuchnia...

Postprzez Raven » 10 cze 2014, o 15:08

Czekoggladowa inspiracja

• 1 tabliczka gorzkiej czekolady
• 100-200 ml kremówki (30%)
• Rum/nalewka wiśniowa wg uznania i dostępności
• ½ łyżeczki chili
• ¼ łyżeczki gałki muszkatołowej
• ¼ łyżeczki kardamonu
• Miseczka truskawek

Metalową miskę stawiamy na garnku z gorącą wodą. Czekoladę kruszymy do miski i cały czas mieszając dolewamy kremówki (ilość zależy od konsystencji jaka chcemy uzyskać). Gdy cała czekolada się rozpuści wlewamy alkohol i merdając łyżką dosypujemy powoli przyprawy uważając żeby nie zrobiły się grudki. Po połączeniu wszystkich składników można próbować.
Kolejnym krokiem jest znalezienie się z czekoladą i truskawkami w pobliżu upatrzonego mężczyzny i sugestywne maczanie owoców w czekoladzie połączone z konsumpcją (nie wnikamy czego konsumpcja dotyczyć będzie).

WAŻNE: Przepis może w całości zastosować TYLKO płeć piękna. Jeśli jakiś pan zacząłby machać kobiecie czekoladą przed nosem i ostentacyjnie ją (czekoladę) wyjadać, szybko by odkrył, że leży ogłuszony na ziemi, patrząc bezradnie jak jego niedoszła ofiara oddala się triumfalnie z naczyniem.
Słuchaj uważnie co ci radzą a potem i tak rób jak chcesz
Avatar użytkownika
Raven żeńska
Mag IV stopnia
 
Posty: 605
Lokalizacja: okolice Bolesławca/Wrocław
Reputacja: 1265

Poprzednia strona

Powrót do Świat Dysku

I dlatego rodzimy się w wodzie, nie zabijamy delfinów i spoglądamy w stronę gwiazd.

Nacja, dodał(a) Marek_Sobczak

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron