Nie miałam pojęcia, że sporo osób odczuje coś takiego jak ja,ale dzięki Terry'emu nie boję się śmierci. Ani Śmierci.

Choć nie wierzę w zakapturzony szkielet z błękitymi oczodołami, teraz myślę, że koniec nie jest taki straszny. To coś... po prostu naturalnego. I w pełni zrozumiałam to po przeczytaniu
Kosiarza:
Śmierć stał samotny, obserwując taniec kłosów w lekkiej bryzie. Oczywiście, to tylko metafora. Ludzie są czymś więcej niż kłosami. Pędzą przez te swoje ciasne, zatłoczone żywoty, napędzani dosłownie mechanizmami zegarowymi, od brzegu do brzegu wypełniają swoje dni samym wysiłkiem życia. I każde życie trwa tyle samo. Nawet to bardzo długie i to bardzo krótkie. W każdym razie z punktu widzenia wieczności.Terry jest dla mnie swoistym lekarstwem na depresyje, humory i bóle wszelakie.
Poza tym kiedy czytam jego książki, odnoszę wrażenie, że odbijam się w lustrze. A cały świat razem ze mną. Dysk nie jest parodią naszego świata, on jest naszym światem. Mieszkańcy Dysku zachowują się tak samo jak ludzie, których codziennie spotykam. Można powiedzieć, że w pewnym stopniu zrozumiałam ludzi, ich decyzje i pobudki. W pewnym stopniu.
Poza tym cytaty Mistrza są dobre na każdą okazję.