Bardzo fajnie tak sobie pogdybać z perspektywy czasu. Tyle, że historia ma to do siebie, że zdarza się tylko raz (hm... nie pamiętam kto to powiedział). A o przebiegu historii decydują czasem rzeczy banalne i drobne zdarzenia, które trudno sobie "wygdybać". Hitler mógł zginąć w zamachu zaraz na początku wojny, kiedy przyjechał na defiladę w Warszawie. Nie zginął przez głupi przypadek. Historia pełna jest takich głupich przypadków.
Trudno jest ocenić zasadność Powstania Warszawskiego jak i wszystkich innych. Z punktu widzenia tych co brali w nich udział na pewno miały sens. Jednak zawsze ginęło w nich wielu ludzi i to tych najwartościowszych i najlepiej wykształconych. Powstania zazwyczaj kończyły się źle (tylko Powstanie Wielkopolskie odniosło sukces). Powstania Listopadowe i Styczniowe zawsze kończyły się eskalacją represji i intensywniejszą rusyfikacją. Ale trudno ocenić czy bez nich odzyskalibyśmy niepodległość w 1918r.
W Powstaniu Warszawskim też zginęło mnóstwo ludzi, zwłaszcza młodych. Ale może dzięki Powstaniu Sowieci nie dokręcili nam śruby tak jak w innych demoludach? Może dlatego nie zdecydowali się na kolektywizację rolnictwa? Bo wiedzieli, że jeśli za bardzo dokręcą śrubę to będą zamieszki? Może wydarzenia w Poznaniu w 56, czy w Gdańsku w 70 były jakimś przedłużeniem tamtej walki?
Chciałbym w to wierzyć, bo trudno byłoby pogodzić się z myślą, że tyle istnień ludzkich zgasło na darmo.

