Oczywiście nie sposób Ci nie przyznać pewnej racji... ale o ileż łatwiej ocenia się wydarzenia znając ich późniejszy przebieg i koniec...
Ja zakładam, że dowództwo nie było jednak złożone z tumanów i podłych drani, i było wszak w łączności z Londyńskimi czynnikami. Dopuszczam sobie myśl, że może nie zdawało sobie sprawy, iż wobec rozlicznych swarów i animozji, nasza pozycja i tak jest żadna, więc i dla Ruskich - wstyd będzie żaden... I konsekwencje mieżdunarodnyje - żadne. Mam też we łbie SILNE, przekonanie, że jednak byli honorowi, a że .. każdy sądzi podług siebie - więc niewyobrażalne było dla nich aż tak haniebne zachowanie tzw. sojusznika na forum międzynarodowym...
Potępiać jest zawsze łatwiej niż bronić...
Jest jeszcze parę drobiazgów... Czy te ocalone elity byłyby później Herbertami? (z całą dwuznacznością - mimo totalnej chwały - tegoż w ostatnich jego latach?/ Czy może, czując się zdradzone - zostałyby Ogniami? /Józefami Kurasiami/? A może po prostu emigrantami? A może zginęliby i tak - podobanie jak Ci w Katyniu? Lub też zdradzeni raz jeszcze, uwiedzeni obietnicami kremlowskimi, jak tylu AK-wców po wojnie? Bo jeśli mieliby przeżyć, to musieliby funkcjonować w zastanej po '45 geopolityce. Bierzesz to pod uwagę?! Może ocalały Baczyński, bojąc się o rodzącą ocalałą żonę... a nie umiejąc żyć zagranicą, musiałby się dziś poddawać lustracji?
Nie, nie jestem fanką romantycznych upadków. Rozumiem głębię Kisiela (i jego odwagę, bo wtedy mówić to co On - nią było, dziś już nie). Ale ilu Kurasiów by było trzeba, żeby spełnił się polski sen o III wojnie światowej? I kto by w tym kraju został - po takiej akcji? Żywy...
Myślę, że nie wystarczyłoby ich i tak. Cały świat miał już dość wojny. Spacyfikowałyby nas "przyszłe struktury ONZ". Klamka zapadła już dużo wcześniej! Nie na darmo dali nam linię Curzona (obelga!). A Ci niedoszli, wspaniali Powstańcy, musieliby przeżyć w rzeczywistości "lipcowego manifestu"... lub zginąć. A gdyby przeżyli.. iluż z wyznających pewne przekonania lałoby dziś na nich hektolitry g...wa, że nie byli aż tacy bohaterscy jak powinni w wygodnych oczkach tych, co nigdy aż takich wyborów dokonywać nie musieli?!
Dla mnie winę za klęskę Powstania ponosi polaczkowy charakter żarcia się, nawet, będąc na tych samych ideowych pozycjach ("gdzie dwóch Polaków, tam trzy zwalczające się obozy").
Dlatego przegraliśmy. I dlatego nikt się z nami nie liczył, i dlatego danina krwi jaką wojska Polaków poniosły (największą! I wliczam w to i Andersa i AL. To też Polacy) w II wojnie = była kompletnie nic nie warta. Mimo, że największa.
Bo Polak umie wygrywać bitwy, ale nie wojny.
A nawet jakbyśmy wygrali jakąś wojnę, to zaraz potem -tryumfalnie - pozabijalibyśmy się nawzajem. Niekoniecznie nożem.. Politycznie, przez pożarcie i brak zrozumienia, że racja moralna to nie to samo co racja polityczna. A życie, to nie tylko "ale przecież to on zaczął, a ja miałem rację!"
Bo "gdzie dwóch się bije.. - tam reszta korzysta". Tak przegrali Indianie. Tak my przegrywamy. Ciągle. Bo dobrzy jesteśmy tylko jako żołnierze i... "oskarżacze". G...o prawda, że "Polak mądry po szkodzie".

- I to też Kisiel: "i przed i po - równie głupi"...
I ostatnie: W związku z wszystkim co powyżej, podtrzymuję swoją poprzednią laudację Powstania. Bo.. "chociaż tyle" - IM się należy. Nie tylko podziw, ale właśnie wiara, przekonanie - że JEDNAK nie zginęli na darmo! Bo w Twojej wersji Corv - to, po prostu na darmo... Twoje podejście (możliwe, że po tamtej stronie raczej ich to nie tyczy, ale nie wiem, a jeśli jednak tyczy, chcę Im dać tę satysfakcję). Nie, nie da darmo. To wszystko nie było bez sensu!