Powoli, acz nieubłaganie, zbliża się druga część Hobbita. W sieci pojawił się już nawet
plakat przedstawiający Bilba w pobliżu groty Smauga. Nie napawa mnie optymizmem fakt, jak bardzo komputerowo to wygląda.
Przyznaję też bez bicia, że na pierwszej części bawiłam się przednie (zapewne dlatego, że koleżanką dostałyśmy głupawki w kinie i w zasadzie wszystko nas bawiło), ale nie chcę tego oglądać drugi raz, żeby nie popsuć sobie wrażenia. Wiem, że powtórka sprawi, że się zrażę, a mimo fatalnej gry Cate Blanchett i równie beznadziejnej sceny spotkania Gandalfa, Galadrielii, Sarumana i Elronda, jak i wielu, wielu innych okropnie zrobionych, komputerowych rzeczy, chcę zobaczyć część drugą.
Dawno już pogodziłam się z myślą, że film rozbito na trzy części po to, żeby nachapać się kasy. Z tą myślą żyje się lepiej XD
Jednak nie mogę wybaczyć Jacksonowi, że tak bardzo poszedł w komputer :< I to tak chamsko wyglądający komputer.
Tęskni mi się natomiast za Bilbem, bo aktor, który się w niego wciela jest genialny. Nadał tej postaci niezwykłego uroku, bo szczerze mówiąc nie lubiłam książkowego tytułowego Hobbita.