Dżonie- Co do pozmywania - ok, mój błąd, przyznaję. Ale absolutnie nie zgadzam się z "wrażeniem, że miałyby Bilba zaraz zacząć wyzywać". Więc to tylko wrażenie.
Ja tam doszłam do wniosku, że scena z brakiem imion pozostałych Istari była takim zmrużeniem oka w kierunku tych, którzy wiedzą - jak oni mieli na imię i dlaczego nie można ich użyć w filmie. Ale pewnie to tylko moje zboczenie, każące doszukiwać się podtekstów w podtekstach.
Co do Dolg Guldur - o ile pamiętam to Istari podejrzewali, że chroni się tam jeden z Nazguli, Gandal przeczuwał, że może to być sam Sauron i poszedł to sprawdzić, a dopiero po tym zyskał pewność.
Pompo - moim zdaniem "chałtura" to za mocne określenie, bo film jest świetnie zrobiony pod względem rzemieślniczym (muzyka, kostiumy, charakteryzacja, efekty specjalne, plenery...), ale każdy ma swoje zdanie.
Hobbit filmowy nie jest wierną ekranizacją Hobbita, ale nie miał nią być od początku, co sugeruje nawet zmiana podtytułu, która nie nastąpiła w przypadku LOTRa.
Jeśli ktoś po "Hobbicie - niespodziewanej podróży" i dalszych częściach spodziewał się "Hobbita tam i z powrotem" to cóż... poniekąd sam jest sobie winien.
Żeby nie było - po pierwszym obejrzeniu tez czułam się zdradzona, jak Wy, Pompo i Dżonie, ale później zdałam sobie sprawę, że niepotrzebnie odbieram sobie przyjemność z oglądania zręcznie wykonanego filmu.
