Usagi - oczywiście, masz rację! Ale też nie masz racji

- a to ze względu na naturę dysput traktujących o nieprzystawalnych systemach i to dodatkowo bez zdefiniowania terminów kluczowych
[który to "komunikat" chciałam przemycić w mej podłej - i niegrzecznej wobec młodego pokolenia - prowokacji]
Już wyjaśniam:
W buddyzmie wszystko co istnieje jest manifestacją jednego bytu. Dla człowieka zachodu można byt zdefiniować jako duszę. Manifestacją (w wizji "nieczystej") jest tyż i kamień (jako i zresztą wszystko inne). Ergo - Kamień ma duszę

QED (oczywiście pokrętnie i prowokacyjnie, bezsensownie i na skróty - jako wszelkie próby przybliżenia zachodowi wschodnich koncepcji, a takoż w kontekście opisu metafizycznych kwestii jako takich - w dowolnej kulturze)
ad a) a atman to materia czy niemateria? i jakąż on się mierzy trwałością ?
ad b) prawo przyczynowo-skutkowe obala dzog czen, które do pnia buddyjskiego przystaje... jako chrześcijaństwo do judaizmu a metodyści do chrześcijaństwa (te przybliżenia tyleż durne co i dyskusje bez dania wprzódy definicji przedmiotu dysputy)
Ponadto -
Usagi napisał(a):człowiek się odradza w innym wcieleniu (albo łączy z absolutem po wyczerpaniu karmana i doznaniu przebudzenia
- też by można rzec, iż to nieprawda, bowiem to nie "człowiek" się odradza a "atman" , któremu "najbliżej" do zachodniego pojęcia duszy, przy czym "najbliżej" oznacza oczywiście "nijak zupełnie".

bo indywidualiści osobowi zachodni nie pojmują ani "atmana" ani "reinkarnacji".
Doprecyzowując (ach jakie śliczne słowo mi wyszło

)
Oczywiście, że nie ma w buddyzmie czegoś takiego jak "dusza", podobnie jak nie ma u nich czegoś takiego jak "miłosierdzie" i podobnie jak człowiek zachodu nigdy nie zrozumie czym jest ichnia "iluzja" (bo dlań - c.z. - iluzja to coś czego nie ma, a to nie tak do końca w buddyzmie wygląda... ) itepede...
Znaczy - kciałam jeno wbić kijek w szprychy ... "w kwestii formalnej".
P.S.
Chętnie się "pokłócę".. tj. oczywiście nie pokłócę... bo tego na forum nie robimy... więc może jeszcze raz:
P.S. prim.
Chętnie rozwinę spiralę hermeneutyczną w odrębnym topicu metakulturowym - o ile znajdą się chętni - na temat a) rozumienia duszy w różnych kulturach, b) w kontekście ich obecności w dziełach Mistrza (żeby się podlizać Władzom)

P.S WIELKI
A przede wszystkim PRZEPRASZAM jestera za zabagnienie mu dysputy, która była o czym innym.
Sed ad. rem [do jester]
Ani - ani. Lub też "i to - i to". A przynajmniej w kulturze zachodnioeuropejskiej (aktualnie i po strasznych bojach) w świetle dokonań Soboru Watykańskiego - ciało i dusza są dopełniające jak jin i jang, mąż i żona.. (i ..chciałoby się dodać "dobro i zło" - ale to już ostra jazda na pograniczach dozwolonego)

Są tak nierozerwalne, że aż do "wskrzeszenia razem w Dniu Ostatecznym"

Co ślicznie podejmuje Mistrz nasz pisząc wielokrotnie (vide np. Pożyczanie czy problemy Antropomorficznych Personifikacji)

Ciało określa duszę jak i odwrotnie ...
