Ja przygodę z Pratchettem zacząłem od... Potwornego Regimentu! Stało się to tak, że mój kuzyn z Wa-wy powiedział kilka ciepłych słów o jakimś "genialnym, śmiesznym uniwersum" i jako jego przedstawiciela podał właśnie Regiment, mówiąc, że jest przezabawny, inteligentny i doprawdy godny polecenia. Jak sugerował - tak zrobiłem, zamówienie poszło, książka dostarczona... i zacząłem. Wprawdzie nie rozumiałem wielu rzeczy, np. Ankh-Morpork wydawało mi się wtedy pojęciem abstrakcyjnym (hahaha, jakże to zabawne z dzisiejszego punktu siedzenia

) i dalekim, nieznanym - bowiem takie właśnie podejście miała główna bohaterka. Nie wiedziałem też, o co chodzi z jakąś dziwną wilkołaczką Anguą czy kapitanem Vimesem, który nie okazał się niecywilizowanym barbarzyńcą znad Ankh, którego się spodziewałem

Ostatecznie jednak książka mi się spodobała bardzo i w ciągu następnych miesięcy pozamawiałem z 19 innych książek Pratchetta, z których czterech ciągle nie mam przeczytanych

Pozdrawiam!
Drzwi Załatanego Bębna wyrywano w bójkach tak często, że niedawno zamontowano je na specjalnie hartowanych zawiasach. Fakt, że następne straszliwe uderzenie wyrwało z muru całe drzwi razem z futryną dowodził tylko, że zmarnowano sporo pieniędzy.