Teraz wydaje mi się to nierealne, ale jak pierwszy raz zetknęłam się z Vetinarim(w moim przypadku było to w "Na glinianych nogach"), wydał mi się głupim, złośliwym typem, który nie wiadomo co chce osiągnąć. Czekałam, żeby go w końcu otruli ostatecznie. Wystarczyło mi jednak przyczytać więcej części, by go zrozumieć, zacząć podziwiać. Obecnie to dla mnie ideał faceta.
Jakoś nie mogę się przekonać do Rincewinda. To nie jest niechęć, to raczej obojętność. Jeśli występuje-niech będzie, ale jeśli go nie ma jeszcze lepiej.
