przez Dicey Reilly » 29 lut 2012, o 01:42
Łojezu, późno już, powinnam dawno spać. W każdym razie tych którcy czekali przepraszam, jednocześnie dziękuję za wytrwałość i życzę miłej lektury.
(ostrzegam, w jednym momencie jest troszkę brutalnie i brrr, ale nie za bardzo moim zdaniem)
- Płać, domyślił się – Frugo wyciągnął rękę w stronę Daiki, zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą. Kobieta z kwaśną miną rzuciła mu srebrną monetę. – Trzynaście do dwunastu. Już dawno nie trzymałem wszystkich czterech, przyjemne uczucie…
Bury zapomniał o zadanym Daice pytaniu, przyglądając się jak Frugo wyjmuje z kieszeni mieszek i wysypuje z niej jeszcze trzy podobne monety. Na awersie wybitą miały ważkę, na drugiej zaś nieznane mu symbole.
- Rozdawaj, na co czekasz? – odezwała się Daika.
- Ciężkie. Sporo kruszcu… – mruknął Bury, gdy Frugo wręczył mu dwa srebrne krążki do przekazania dalej. – Jaką mają wartość w gesach?
- Nie mam pojęcia: nie są walutą. U nas każda rodzina posiada dwie sztuki, które przekazuje się najstarszemu dziecku. – kobieta mając już monety w dłoniach, zaczęła je delikatnie gładzić. Kleryk odniósł wrażenie że jej twarz nabrała wyrazu, którego jeszcze u niej nie widział. – Wracając do twojego pytania: nie mylisz się.
*
Umi zaklął pod nosem gdy kolejna stworzona przez niego bariera pękła a imponująca fala energii wydostała się na zewnątrz w towarzystwie oślepiających promieni. Dzięki zaklęciom udało mu się nie stracić ostrości wzroku i po raz kolejny patrzył jak Daika pada zmęczona na kolana. Szczerze jej współczuł – sam doskonale pamiętał jak wyczerpujące i bolesne jest uczucie po nieudanej próbie kontrolowania własnej energii. Tyle że on zjadł zaledwie połowę pomarańczy.
Podszedł do niej i pomagając wstać oznajmił że zaczną od następnego dnia. Daika kiwnęła głową i wstała powoli. Umi uśmiechnął się pod nosem znów widząc upór z jakim stara się ukryć swoją słabość. Uparte stworzenie…
Reith uniósł wzrok znad książki gdy usłyszał dźwięk otwieranych za ścianą drzwi. Przeszedł do kuchni, gdzie przy stole właśnie siadali Umi i Daika. Widząc jednak zmęczenie na jej markotnej twarzy nie musiał pytać o trening. Opanował westchnienie - nie wiedział czemu, ale wyjątkowo tego ranka miał wrażenie, że osiemnastoletniej dziewczynie tym razem uda się znaleźć sposób na użycie mocy pomarańczy. Wymienił spojrzenia z magiem. Ten tylko wzruszył ramionami po czym sięgnął po stojący tuż obok dzban by nalać sobie i Daice kompotu.
Gdy pięć miesięcy wcześniej rozmawiali o nowopoznanej dziewczynie byli niemal pewni, że przy tak wytrenowanym ciele, zdyscyplinowaniu oraz silnej woli Daika powinna opanowywać podstawy po najwyżej sześciu tygodniach. Widząc jednak brak jakiegokolwiek postępu po wyznaczonym czasie, uznali że nie docenili siły całego owoc i postanowili czekać. Czekanie okazało się niezwykle długie.
- Dobrze że wróciliście, niedługo zacznie padać.
To była Traja, żona Umiego. Siwa kobieta odłożyła kosz na odpadki, przetarła ręce i z uśmiechem podeszła do Daiki. Gdy zaczęła gładzić jej policzek, Reith patrzył jak czoło dziewczyny wygładza się.
- Ostatnio mocno urosłaś, muszę uszyć ci nowe ubrania. Zabieram cię jutro do Nowida i wybierzesz materiał. Wróci do szkolenia pojutrze. – ostatnie słowa skierowała do Umiego, który nawet nie miał zamiaru oponować.
- Nie będzie już więcej szkolenia.
Trójka skamieniała w odpowiedzi na słowa Daiki. Dziewczyna spojrzała na nauczyciela i siadającego obok niego Reitha.
- Minęło dużo czasu, nie ma żadnych postępów a nie czuję żeby miało się coś zmienić. Ja nad tym nie panuję, mistrzu. I nie opanuję. Poza tym, jestem już zmęczona.
- Jesteś tego pewna? – odezwał się Reith. Westchnął gdy dziewczyna odpowiedziała kiwnięciem. – Wielka szkoda, taki potencjał…
- Którego nie potrafię wykorzystać.
- To już jest wina Kreika, powinien od razu cię do mnie wysłać, nie do Wojowników. - na dotąd zdumionej twarzy Umiego pojawił się gorzki uśmiech. Spojrzał na uczennicę. - Jednak czegoś cię nauczyłem: umiesz się poddać. Nie martw się, rozumiem doskonale. - dodał szybko gdy Daika już miała coś powiedzieć. - Skoro to ostateczna decyzja: Trajko, jednak musisz poczekać z szyciem. – mówiąc to wygrzebał z pazuchy malutką fiolkę z korkiem zapieczętowanym zapisaną karteczką. Wszyscy spojrzeli na czerwony płyn. – Mam nadzieję że krew twojego stryja będzie wystarczająco silna na założenie blokady…
- Jak dużo zjadłaś?
Daika jęknęła.
- To jakieś przesłuchanie? Chyba wystarczy ci wiedza że zjadłam pomarańczę…
- Nie, nie wystarczy. W razie konieczności taka informacja może okazać się kluczowa. Muszę być przygotowany i…
- Cały.
- Co?
- Zjadłam cały owoc.
Gdyby w tej chwili Bury stał, na pewno wylądowałby zadkiem na ziemi. Patrzył z wybałuszonymi oczami na rudowłosą.
- To co: czujesz się już przygotowany? – odezwał się Frugo, patrząc z rozbawieniem na jego minę. Kleryk tylko pokręcił powoli głową. Po długim czasie milczenia, Daika wyciągnęła się na ziemi i spróbowała z powrotem zasnąć. Zanim zapadła w sen zdołała usłyszeć:
- Postawiłaś pieniądze przeciwko mnie?
*
SZUMMMM!
Bury obudził się gwałtownie. Gdyby nie było ranka nie zauważyłbby lądującej obok ogniska małej paczuszki. Wkrótce na zewnątrz zaczął szybko wydostawać się z niej gęsty dym. Zanim Bury zdążył cokolwiek powiedzieć ktoś mocno szarpnął go za rękę i podniósł. To był Frugo. Kleryk szybko wyciągnął z leżących nieopodal pakunków skrzyneczkę z mandarynką i zaczął wypowiadać inkantację, zamykając oczy ze skupieniem. Frugo uśmiechnął się lekko i spojrzał w bok, skąd wyskoczyły czarne sylwetki. To do roboty, pomyślał, wyjmując sztylety z kieszeni.
W tej chwili za jego plecami pojawiła się Daika, rzucając się na innego wyłaniającego się z dymu Wojownika Nie Nazywać Go Ninja. Frugo zdążył jedynie usłyszeć dźwięki wymiany uderzeń i cichy jęk zanim się odwrócił.
- Ładnie. – pochwalił kobietę po czym cisnął dwa ostrza w zarysy postaci za klerykiem. Ktoś padł na ziemię, ktoś ryknął z bólu. – Oj, chyba trafiłem w oko…
Stanął jeszcze bliżej kleryka, który przez cały czas recytował. Niedaleko siebie słyszał walkę Daiki. Przeklął użyty przez przeciwników dym – nie mógł zobaczyć jak sobie radzi. Gdyby tylko nie było tamtego zatrucia nie musiałbym się martwić...
Z trudem unikając szybkich ruchów jednego z Wojowników zauważył kątem oka że stworzone przez kleryka iluzoryczne kopie trójki pobiegły w różnych kierunkach. Udało mu się wbić sztylet w szyję napastnika.
- Wiejemy. – Daika złapała Burego za rękę i popędziła przed siebie.
Nie oglądali się nawet długo po tym jak wydostali się z chmury dymu. Daika z zadowoleniem odkryła że Bury jest świetnym biegaczem. Gdy przeskoczyła chyba dwudziesty konar, poczuła silne mdłości. Potrząsnęła głową gdy świat zaczął wirować. Cholera…
Kleryk momentalnie uchronił ją przed bolesnym wylądowaniem na ziemi łapiąc w pasie i pomógł usiąść pod pobliskim drzewem. Rozejrzał się. Był tylko on i Daika.
- Dajemy mu dziesięć minut. – odezwała się Daika przymykając oczy. – Masz siły żeby jeszcze rzucić kamuflaż?
Kleryk kiwnął głową po czym zabrał się do rysowania kręgu.
*
Niedobrze, pomyślał Bury, gdy godzinę później Daika zdecydowała się wrócić. Frugo nie dotarł do nich. Próbował ją przekonać że ktoś może nadal pilnować obozu.
- To przestanie.
Na miejscu nie było nikogo. Daika rozejrzała się dokładnie ale nie zauważyła żeby ktoś ich obserwował. Przygryzła wargę widząc że wszystkie ich rzeczy był na miejscu. Gdyby Frugo tu był z pewnością zostawiłby jakąś wiadomość… Była wściekła że również jego nie złapała przed opuszczeniem miejsca walki. Z drugiej strony nigdy nie było takiej potrzeby – zawsze to on pierwszy decydował kiedy odpuścić.
Usłyszała jęk Burego. W dłoniach trzymał kawałek pergaminu i dwie srebrne monety.
- „Jeśli chcesz by twój znajomy żył staw się w dolinie dwie mile na zachód, razem z klerykiem i drzewkiem. Masz czas do zachodu.” – kleryk przeczytał na głos treść wiadomości i spojrzał z nietęgą miną na Daikę. Kobieta podeszła powoli do niego i wzięła monety. Po chwili zacisnęła pięść i z całej siły uderzyła w pień pobliskiego drzewa.
Była zbyt wściekła żeby krzyczeć. To był najgorszy z możliwych scenariuszy. Gdyby zabrali kleryka nie musiałaby wybierać. Tutaj było inaczej: bezpieczeństwo kleryka albo Frugo.
Chrzanić obietnicę stryja…
- Będziesz musiał jechać do Cytryny beze mnie...
- Nie ma mowy, idę z tobą. Nie masz szans przeciw całej grupie sama.
- Mam. - spojrzała mu głęboko w oczy. – Potrzebuję tylko odrobiny twojej krwi.
Bury zbladł jeszcze bardziej.
- Nie mówisz poważnie…
*
W końcu wyjęli mu knebel. Odprowadził spojrzeniem oddalającego się Wojownika po czym znów zwrócił wzrok ku kobiecie o krótkich włosach. Gdyby nie wpatrywała się w niego tak niepokojąco, mógłby bez trudu uznać ją za czarującą.
- Chętnie napiłbym się wody. O, dziękuję.
- Jak dobrze znasz Daikę? – odezwała się gdy już odsunęła bukłak od jego ust.
- Na tyle dobrze by opowiedziała mi o tobie to i owo.
Kaga uśmiechnęła się lekko. Zauważył że jej lewa powieka lekko zadrgała. Tik?
- Jestem ciekawa co takiego mówiła… Chociaż, sama ją niedługo spytam.
Frugo prychnął.
- Naprawdę sądzisz że tu przyjdzie?
- Więcej: jestem pewna że będzie walczyć z moimi ludźmi.
Mężczyzna nie miał ochoty tego mówić na głos, ale w duchu skłaniał się ku przyznaniu jej racji. Bardzo chciał aby było inaczej i Daika uznała własne bezpieczeństwo za ważniejsze. Niestety pojawienie się jej tutaj było kwestią czasu.
- Z pewnością kilku zginie… - dosłyszał szept jasnowłosej. Musiała nie zdawać sobie sprawy że mówi do siebie. Zaintrygował go jej wyraz twarzy.
- Nie chciałbym być podwładnym kogoś kto cieszy się na myśl o mojej śmierci…
Kaga spojrzała na niego.
- Och, nie jest ważne to że zginą, lecz że to ona ich zabije. – usiadła naprzeciw niego. - Żaden z twoich ludzi z którymi dotąd walczyła nie zginął. Teraz, chcąc cię ocalić, nie będzie się cackać.
- Ta wizja tak bardzo cię cieszy?
- Oczywiście. – uśmiechnęła się jeszcze szerzej, wyglądała na rozmarzoną. – Wiele lat minęło od kiedy widziałyśmy się po raz ostatni. Hmm, tak pięknie wyglądała poplamiona krwią…
- Wybacz, nie rozumiem. – z jednej strony był ostrożny ze względu na jej zaskakującą szczerość, z drugiej nie mógł pokonać ciekawości. Kaga spojrzała na niego i po chwili roześmiała się. Tak, gdyby była zwyczajną kobietą byłaby czarująca.
- Jednak nie znasz jej na tyle by opowiedziała ci o tamtym dniu. Nie wiesz zatem czemu naprawdę opuściła Wojowników. Pozwól że opowiem.
Była zachwycona. Mimo że jej ciało leżało na wielkim klepisku skamieniałe z przerażenia, to jej umysł był przepełniony podziwem.
Jak to możliwe że jest tak szybka? Jak to możliwe że bez trudów właśnie zabija już piętnastego Wojownika o wysokiej randze?
Mężczyzna upadł bez życia a wokół niego powstała kałuża krwi wydostająca się z jego poderżniętego gardła. Niedaleko zobaczyć można było kilkanaście mniej lub bardziej podobnych obrazów. Nad nimi stała wysoka dziewczyna trzymająca dwa długie ostrza. Beznamiętnie spojrzała na trupy, po czym przeniosła wzrok na zbliżającą się grupę.
Kaga kilkanaście minut wcześniej nie sądziła, że pokazowa walka przyjmie taki obrót. Podczas sprawdzianów nadzorowanych przed kilkunastu nauczycieli nie można było zabić przeciwnika i dziewczyna nie żywiła obaw wobec własnego udziału. Na jej nieszczęście teraz na przeciwnika wylosowała najbardziej uzdolnionego ucznia, który nie wahał się wykorzystać pewnej luki z zasadach: poważne ranienie które nie prowadziło do okaleczenia i śmierci nie było zakazane. Podczas całej walki słyszała wspierające okrzyki rudowłosej przyjaciółki, potem zaś protesty i prośby by zaprzestano sprawdzianu gdy Dohetr złamał jej nogę i nadal atakował. Jęcząc z bólu straciła w końcu równowagę i wylądowała na ziemi. Niezdolna do dalszej walki spojrzała w chłodne oczy młodzieńca. Poczuła wszechogarniający strach.
- Nie, przestań! – krzyknęła zamykając oczy gdy ten podniósł pięść wycelowaną w jej złamaną kończynę.
Nie poczuła żadnego ciosu. Spojrzała do góry i zdumiona zobaczyła że za Dohetrem stoi rudowłosa dziewczyna. Jej ręka zaciskała się mocno wokół jego szyi. Ten starał się uwolnić, jednak bezskutecznie. Po chwili opadł na ziemię. Nie było wątpliwości że nie żyje.
- Daika, co… - odezwała się, jednak gdy jej wzrok wylądował na dziewczynie, zamilkła.
Nie wiedziała dlaczego, ale miała wrażenie że wokół Daiki krąży powietrze, przepełnione siłą i chęcią mordu. W jej oczach dostrzegła coś nieludzkiego. To nie było szaleństwo, jakie można zobaczyć u morderców, lecz coś ponad to.
Niesamowite, pomyślała później, widząc jak giną kolejni nauczyciele, którzy próbowali ją najpierw schwycić, potem powstrzymać. Nie zdała sobie sprawy kiedy na jej twarzy pojawił się uśmiech zachwytu. Przecież ona przerasta ich o kilka poziomów! Bawi się nimi! Jej ruchy są takie szybkie ale i precyzyjnie, jak lekkie… Tak, ona tańczy wokół nich! Jakże piękne ma spojrzenie...
W jednej chwil czar prysł. Daika zatrzymała się, zamrugała i rozejrzała się. Kaga zauważyła w jej oczach już nie tą wspaniałą beznamiętność, amok i pewność, lecz trzeźwość umysłu a wkrótce potem przerażenie.
- Czekaj! – krzyknęła, widząc jak Daika z niezwyklą prędkością ucieka z placu. Nikt nie stanął jej na drodze. Wszyscy długo patrzyli na jej ślady stóp, nad którymi zdawały się unosić kłęby nadprzyrodzonej mocy.
Frugo długo milczał po zakończeniu opowiadania. Nie zauważył jak kobieta oddaliła się, skupiony na własnych wspomnieniach. To dlatego…
Ziewnął przeciągle, idąc między niewielkimi drzewkami. Był po części zły że nie uzupełnił braku opału poprzedniego dnia, zanim zaczął świętować z przyjaciółmi dziewiętnaste urodziny. Teraz na dodatek musiał wstać znacznie wcześniej niż zazwyczaj…
Usłyszał trzask. Podniósł głowę i momentalnie znieruchomiał. Kila metrów przed nim zobaczył chudą postać, kiwającą się w miejscu. Ubrania przybysza były w opłakanym stanie: podziurawione i poplamione wszelkimi możliwymi barwami. Czyżby widział ślady krwi? Przez dłuższą chwilę był pewny że nadal jest pijany i widzi leśnego demona, jednak zmienił zdanie gdy spojrzał na częściowo ukrytą pod skołtunionymi włosami pobrudzoną twarz. Była to zbyt znajoma twarz by mogła należeć do demona.
- Daika?!
Spierzchnięte usta utworzyły lekki uśmiech po czym poruszyły się, jednak Frugo niczego nie usłyszał. Rozbudzony jak nigdy puścił siekierę i skoczył ku tracącej równowagę dziewczynie którą zwykł ciągnąć za włosy w dzieciństwie.

Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.