Rozejrzałem się dookoła. W cholerę długi pas ubitej ziemi, długaśna belka pośrodku, kupa gawiedzi dookoła, którą jeśli nie można było zobaczyć w całości, to na pewno można było ja poczuć. Szczególnie, że akurat stali na zawietrznej. Po przeciwnej stronie belki zakuty w blaszane majciochy, a także w inne części odzienia (za mało wstydliwe, by się nad nimi rozwodzić) rycerz zapewne szczerzył się pod opuszczoną przyłbicą. W ręce trzymał kopię (niestety nie taką do której przyzwyczajają się studenci i pracownicy ksero). Siedział na czymś, co przed mutacją z opancerzonym czołgiem, mogło się nazywać koniem. Jakby na potwierdzenie Bestia zarżała tak, jakby nauczyciel pisał cyrklem po tablicy inkantacje przyzywającą demona z wnętrza popsutego jogurtu i nagle został rozgnieciony przez spadający fortepian. A potem zawył przeciągle jednocześnie naciskając zakrwawionym paznokciem C mol. Nie powiem żeby dodało mi to otuchy, ale za to dość szybko pozbyłem się problemu z nawodnieniem w dolnej części ciała.
Marek: Tak? Tak. Jestem pewien! Nie dam się zastraszyć. Mam w końcu czapkę z piórkiem i trzepaczkę do jajek. Co złego może mi się stać?
S: Widziałeś tego potwora? Piana z pyska, dzikie jęki, mięśnie jak żelazo plus żelazo.
M: No nie da się ukryć, że robi wrażenie, takie, że nawet z trzepaczką pewnie omlet by mi opadł.
S: No właśnie. A koń na którym jeździ jest jeszcze gorszy. A ty!? Ty nawet konia nie masz.
M: Jak to nie? A to!
S: To strój lajkonika. Niewiele ma wspólnego z prawdziwym wierzchowcem.
M: Czepiasz się szczegółów. Liczy się zapał do walki. I wielkie serce.
S: Oraz mała śledziona, żeby ciężej było trafić. Przecież on zrobi z ciebie mielonkę turystyczną albo jakąś inną mało popularną wędlinę.
M: Zjadłbym krakowską podsuszaną.
S: Daj spokój! W takiej chwili myślisz o jedze... Ta ze sklepu u pani Halinki?
M: Tak. Tą z masarni w Świlczy. Najlepsza Krakowska z Rzeszowa. Wiesz rozsmarowałbym na niej troszkę musztardy...
S: A propopo „rozsmarował”, i powiem ci, że nie sądzę żeby to była metafora, to ty się zastanów jeszcze raz. Po co i to? O jakąś zasmarkaną chusteczkę?! Dajże spokój!
M: Tu idzie o honor! I dobre imię!
S: Wiesz, że toje ubezpieczenie nie obejmuje punktu „Szaszłyk na kopii rycerskiej”
M: Myślisz, że kupią wytłumaczenie, że byłem w muzeum, Pani dała mi za ciasne kapcie, a kiedy zmieniałem na większe, tak niefortunnie upadłem na ekspozycję z czasów średniowiecza, że... szaszłyk?
S: W Ameryce kupują podobne historie z żarówkami i otworami w ciele, więc może i tak. Ale lepiej tego nie sprawdzaj.
M: Zamilcz już. Oglądałem Braveheart i wiem co robić.
S: Założyć kilt?
M: Nie skombinuję tak szybko kiltu. Ale bez majtek pod kostiumem jestem.
S: To się lajkonik nie ucieszy. No dobra. Widzę, że wiele się nie da zrobić. Działaj. Jak to się dawniej mawiało; „Niech z trzepaczki lecą skry”!
M: Amen.
Jako, że przyłbicy się też jeszcze w swej krótkiej karierze rycerskiej nie dorobiłem, naciągnąłem arafatkę i ruszyłem z imieniem honorowej damy mego rycerskiego serca, w obronie czci której stawałem, na ustach:
REEVEN!
Biegnąc naprzeciw czarnemu rycerzowi wymyślałem w sumieniu parę ciepłych słów dla Reeven na wypadek, gdybym nie miał już okazji więcej się odzywać.
Na szczęście nie doszło do tego. Mój przeciwnik widząc mnie hasającego z trzepaczka w jednej ręce, drugą próbując się pozbyć bokserek (wczuwając się w Braveheart zamiast zdjąć je kompletnie opuściłem, jedynie do kostek), w dodatku w stroju lajkonika, nie wytrzymał, zaszedł się śmiechem, a potem (jeśli wierzyć temu co opowiadał facetom od ubezpieczenia) Pani w muzeum dała mu za ciasne kapcie, a jak chciał je zmienić, to przewrócił się tak niefortunnie w ekspozycję rycerską, że... szkoda czasu na szczegóły.
Ważne, że czy obroniłem, czy nie, to Reeven dziś jest twoje święto. W tym wyjątkowym dniu chcę Ci życzyć pasji i sił do ich realizowania. Rozwijaj swoje talenty. Karm swoją wyobraźnię novymi książkami. Ciesz nas swoją obecnością na forum i przynależnością, do jakże zacnego rodu Oggów. Kochaj i bądź kochana. Racz przyjaciół uśmiechem, a wrogów... uśmiechem, takim żeby im w pięty poszło. Bądź sobą i ciesz się życiem.
I nadal się spełniaj w roli wzoru damy serca dla cnotliwych rycerzy




