Cóż... płakać to mi się zdarzyło tylko na "Królu Lwie", kiedy ojciec Simby wpadł pod kopyta antylop... No, ale miałem wtedy jakieś sześć lat. Bywa.
Ale była jedna książka, która mną wstrząsnęła. To było jeszcze w casach liceum, kiedy sięgnąłem po "1984" Orwella. Tragiczny romans Williama i Julii i ich krycie się przed światem z własną miłością... Tragiczne.
No, teraz to już za dużo cynizmu przepłynęło przez moje arterie, żeby mnie coś miało tak dotknąć. Chociaż niźle mnie kopnęło przy "Syrenach z Tytana" Kurta Vonegutta. Ale to już tylko blady poblask erupcji uczuć, jakich doznałem oglądając w kinie "Króla Lwa"
