W kwestii książkowej mam trochę do pomarudzenia - co prawda na tego tytu wywody i zrzucanie z wątroby nadmiaru żółci jest inne miejsce na forum, jednak koniec końców przejdę do tego co to teraz czytuję (a także tego co właśnie czytać skończyłem) więc nie widzę sensu w rozwalaniu posta na 2 kawałki. Jeszcze potem ktoś mi zarzuci chęć nabicia ich odpowiedniej liczby, by móc się uważać za samca alfa w towarzystwie i chwalić się swoim niebagatelnym osiągnięciem.
Przejdźmy do sedna - gdy czytam książkę to sprawą niezmiernie irytującą dla mnie jest brak choćby jednej kartki. Nawet jeżeli zawiera tonę opisów przyrody albo kompletnie nieistotnych czynności. Ale mimo, że zapewne ziewnąłbym nad tym nie raz i nie dwa to i tak nie lubię jak ktoś mnie tej możliwości pozbawia. Tak też było ostatnio jak przedzierałem się przed "Taliesina" Stepphena Lawhead'a. Nie ukrywam, że lektura sprawiała mi masę problemów - nie potrafiłem się odpowiednio nad nią skupić, nie przyciągała mnie a co najgorsze zdarzało się że uważałem niektóre fragmenty za wręcz infantylne. Ale w końcu zacząłem się wkręcać i dobrze to wróżyło całemu cyklowi (5 dosyć grubych tomów - o tym cyklu wspominał Sapkowski w "Świecie króla Artura', gdyż jest właśnie kolejną interpretacją legend, więc kiedy tylko zobaczyłem że leży na półce w bibliotece to się nie wahałem). I chwilę potem trach! Dobrych 5 kartek okazało się mieć innego właściciela - aż ciekawi mnie co takiego zawierały, że ktoś nie chciał się z nimi rozstać (kto wie, może chodzi o inną zawartość, na przykład uporczywa plama z sosu pomidorowego). Tak czy siak cały szkielet klimatu, który dopiero zaczynał się tworzyć wyparował i czym prędzej pognałem do biblioteki, żeby móc się zająć czymś innym. A cykl pendragoński zostawiam na lepsze czasy.
A co zdobyłem? Uznałem, że czas na coś lekkiego i przystępnego, więc oczywiście sięgnąłem po książki sir Terry'ego. Ostatni kontynent (już po raz drugi) i Ciekawe czasy w tempie niemalże ekspresowym zostawiłem za sobą wraz z falą gromkiego śmiechu i bólem brzucha. Teraz czas na Ruchome Obrazki i liczę na podobną reakcję z mojej strony. A potem planuję sięgnąć po mojego kolejnego mistrza - Tolkiena.
Ale w sumie może lepiej nie planować z taką perspektywą bo znając życie nici z tego wyjdą
