^ No, to jednak nie Marek, ale ja z odcinkiem

> Oj, jak miło coś wrzucić xD No to dawaj!
- Ho ho ho! Mieszko, nie zmieniłeś się ani trochę! – odezwał się jowialnie MarJane odkładając domofon na miejsce.
- Hę?
Słowa jedynego mieszkańca Wielgachnej Wieży o Właściwościach Magiczno – Penitencjarnych wyrwały Marco z zamyślenia, wywołanego obserwacją akwarium. Kilka dni temu nie pomyślałby, że osoba tkwiąca od wielu lat na dziesiątym piętrze wieży może z sukcesem wyhodować żarybę plamistoogoniastą. Dziwne stworzonka o głowach i ogonach ryby zaś ciałkach żaby pokrytej plamami jak u salamandry pływały beztrosko wokół siebie, tworząc równy lej przypominający trąbę powietrzną.
Młodzieniec przypomniał sobie słowa MarJane. Jaki Mieszko do diaska? Przecież on był pra… praprapra… oj, pomyślę łatwiej: dziadkiem mojego dziadka! To ile ten stary cap ma lat?
Rozległo się nieskrzypienie* drzwi, w których pojawiła się Maureen, ubraną już w granatową spódnicę i czarną koszulkę. Mael jednak nie był tak spostrzegawczy co narrator i ta zmiana garderoby uszła jego uwadze. Za to z uśmiechem zauważył że dziewczyna ściska w dłoni długi biały obiekt.
- Oby to było warte zachodu. – Maureen ostrożnie położyła włos jednorożca na stole. Na tle władającego na blacie bałaganu włos zdawał się błyszczeć, lśnić i zawstydzać otaczający go bajzel.
Marco wyciągnął zza pazuchy dziennik dziadunia. Było to możliwe tylko dzięki temu że młodzieniec przed wyruszeniem na nieszczęsne polowanie na dybuka założył na siebie stary płaszcz dziadka, w którego pazusze okazała się znajdować kopia dziennika.
- I co dalej mamy z tym zro… Czemu masz taką minę?
Marco z rzeczywiście nietęgą mina patrzył na kartki dziennika. Skulił się pod jej świdrującym spojrzeniem.
- W oryginale na jednej stronie mowa była o łapaniu potwora a na drugiej o wymaganym włosie, tak?
- No…
- Hm… Okazuje się że kartki się skleiły i…
- Czyli moja akcja z jednorożcem była niepotrzebna?! – Maureen szybko przeskoczyła z poziomu irytacji na wściekłość. – W takim razie co było na sklejonych stronach?
- Jakby ci to powiedzieć… Receptura na mrumrumru.
- Słucham?
- Zupę ogórkową.
*Tylko prawdziwym mistrzom ślusarstwa lub starcom mieszkającym w wieżach udawało się doprowadzić zawiasy do takiego stanu by nieskrzypiały.
*
Stara…
<łubudu! Lewy sierpowy wymierzony narratorowi! >
Dojrzała kobieta przechadzała się lasem, co chwila ciężko wzdychając. Minęło już tyle lat od kiedy czuła że żyje. Że jest ważna. Patrząc na tysiące drzew, krzewów, kamyki, piasek na ścieżce miała nieodpartą chęć kopnąć kogoś w zadek z goryczy. Kiedyś była kimś! Kiedyś piła piwo z Wikingami! Ba – nawet zrobiła dla nich chmiel! Kiedyś miała moc Pamiętania Nazwy Każdego Elementu Przyrody!
Teraz, w czasach samochodów Lorda Żabera, w czasach gdy młodzi potomkowie Ostatnich Bardów bawili się w wiedźminów, w czasach szkół nikt nie wierzył w Matkę Naturę. Mieli przecież ogrodników! Ble! Ekologów! Jeszcze gorzej! Brak wiedzy wśród maluczkich o Prawdziwej Naturze spowodował zanik pamięci u Migrencji. Z jakże wielkim smutkiem wiele lat wcześniej odkryła, że nie mogła wypowiedzieć imienia bluszcz (będącego Bluszczem typu D numer 1409894), który w efekcie nie odpowiedział na jej komendę! Jakże gorzko przeżywała widok ogrodniczych programów w telewizji! Sam odbiornik długo nie był świadkiem jej rozgoryczenia, gdyż po pięciu minutach emisji „Zostań władcą w swym ogrodzie” wylądował roztrzaskany na śmietniku.
Kobieta westchnęła wspominając swój pierwszy dzień pracy jako nauczycielka biologii. Wtedy wydawało jej się że jeszcze nie jest tak źle – w końcu wykładała najpiękniejszą ze sztuk! Szybko okazało się jednak że mało który uczeń jest zainteresowany pięknem chloroplastów czy też istotą dwupłciowości ślimaków. Praca stała się kolejnym etapem upadku jej egzystencji. Już nikt nie pamiętał Matki Natury. No, może i była Zła Wiedźma, ale niestety – moc jej siostry nie była wiarą, była dopuszczeniem do świadomości że ktoś taki jest. Nie pomyłka: że ktoś taki BYŁ. Jeszcze gorzej. Na dodatek zabrała jej Mariannę. A ona tak dobrze pracowała w kuchni…
Ech, ile bym dała żeby poczuć czyjąś wiarę w moje umiejętności, moją istotę bycia, pomyślała, patrząc na przelatującego motyla. Ile bym dała żeby ktoś zawołał…
- Matko Naturo!
No właśnie, tyle bym… Zaraz!
Migrencja rozejrzała się z bijącym jak młot sercem. Nie mogła wiedzieć że dzień wcześniej w okolicach tych właśnie gąszczy doszło do spotkania Marco i Maureen. Nie mogła też wiedzieć że wisząc na jednej nodze dziewczyna przez chwilę widziała wyłaniającą się z krzaków postać, prawdopodobnie o pięknie zakręconych włosach. Ale narrator i czytelnicy wiedzą.
- Hej, tutaj!
Migrencja ruszyła w gąszcze, kierując się wołaniami. Szybko znalazła bujny okaz tui, w którego gałęziach znajdowała się głowa leżącego na ziemi mężczyzny. Przyjrzała się – jasne włosy mocno zaplątały się w igły i gałązki tui, uniemożliwiając biedakowi ruch, chyba żeby chciał zobaczyć własny skalp na drzewie. Po chwili obserwacji uświadomiła sobie pewną rzecz: takie loki mogła mieć tylko jedna osoba.
- To TY!? – już dawno nie była tak zdziwiona.
Loki spojrzał na nią. Był wielce zadowolony że wyczuł obecność Matki Natury i jego dusza krętacza już się uśmiechała i zacierała dłonie, jednak przybrał bolesną minę, której podstawy były jednocześnie kłamstwem i prawdą: tyle lat się męczył by w końcu odrosły mu włosy po epizodzie z irokezem!
- Pomożesz mi?
- Czekaj, gdzieś miałam nożyczki.
- Czyś ty oszalała?!
Migrencja zawahała się. Loki w tej rozgrywce byłby znacznie bardziej nieszkodliwy z głową wśród gałęci. Z drugiej strony… Poczuła jak po całym jej ciele rozlewa się ciepło. Znajome ciepło. On WIE, że mam moc. Patrząc na tuję jej umysł znów stał się klarowny, oczy zaczęły Widzieć.
- Tujo typu Teta, numer 1270934823, słuchaj mnie!
Może i w tle nie było słychać epickiej muzyki rodem z Władcy Pierścieni, nie zatrzęsła się ziemia ani ziemi nie trzepnął piorun, ale ten moment mógł spokojnie należeć do chwalebnych. W końcu Matka Natura znów stała się Matką Naturą!
Dlaczego Mael jest ważny?
Czy ‘wskrzeszanie, kogo nie trzeba’ ma jakiś związek z Złą Wiedźmą i tym, że nie chce dopuścić do spełnienia przepowiedni?
Dlaczego Mael jest ważny?
Jak wydarzenia sprzed 60 lat wiążą się z historią Maela i Marco?
Czy MarJanie będzie miał udane urodziny?
Czy Loki stworzy spółkę z Matką Naturą?
DEMONY WIEDZĄ! BOGOWIE PODEJRZEWAJĄ!
v Napisze posta.