1. Kilka lat temu w Kazimierzu Dolnym widziałem ducha. Było już ciemno , rodzice z siostrą siedzieli w jakiejś knajpie przy rynku (ja miałem wtedy koło 10 lat). Sam wyszedłem na rynek, żeby pobawić się pistoletem na kulki

. Rynek był pusty. Na środku stała stara studnia, właśnie z tej studni wypłynęło coś lekko białego (trudne do opisania). Uformowało się w kształt człowieka i zaczęło iść w przeciwną stronę. Byłem tak przestraszony, że nie mogłem się odezwać, ani ruszyć. Nagle ktoś z drugiego końca rynku krzykną i zobaczyłem błysk (chyba flesza z aparatu. Wtedy w miejscu gdzie stał duch zrobiła się czarna plama, która zasłoniła jakiś neon (a może mi w oczach pociemniało). Stałem jeszcze kilka sekund bez ruchu. Nagle przebiegł przede mną czarny kot, zatrzymał się pół metra ode mnie, spojrzał się na mnie (czerwonymi oczami, miaukną i uciekł.
2. Wigilia, miałem wtedy koło 12 lat. Już po kolacji namówiłem Tatę, żeby pozwolił mi się pobawić zapałkami (mam piromańskie zapędy

). Tata stał przy mnie i palił papierosa (na balkonie), a ja postanowiłem podpalić pudełko zapałek. Wypalił się dokładny (równy) pentagram. Żarzył się jeszcze przez chwilę i pudełko spaliło się doszczętnie. Ojciec też widział...
3. Maiłem chyba 8 lat. Jadłem coś i zakrztusiłem się. Szybko pobiegłem do kuchni. Nie mogłem nic powiedzieć, więc zacząłem wydawać różne dziwne dźwięki. Rodzice myśleli, że to jaki żart, i znów się odwrócili (chyba robili jakieś jedzenie). Kopnąłem tatę, wtedy zrozumiał, że coś rzeczywiście jest źle. Zacząłem pokazywać, że się duszę. Nie mogli mnie odratować przez trochę czasu (nie umiem określić). Zaczęło mi się robić szaro przed oczami, i wtedy wreszcie odkrztusiłem. Masakra.
Wiem, że trudno uwierzyć w 2 pierwsze historie, ale zapewniam, że są prawdziwe.
Ps. Jestem zdrowy psychicznie

Za kilka dni ORF. Wcześniej jadę jeszcze na żagle, więc jak się przed festivalem utopię to będę na prawdę zły!