Yeeep, to brzmi na azjatycki sposób myślenia...
Znaczy, zdarzają się fajne, zawiłe intrygi, ale zdarza się też że ta intryga jest obudowana taką ilością pierduśnych dodatków jak szynszyla futrem i tak jak ja to w pewnych wypadkach lubię, tak rozumiem, czemu mogłoby to kogoś wkurzać
Ja przez taką flegmatyczność nie przebrnęłam przez Hobbita - nie wiem, może zły moment miałam w życiu, bo ja to chciałam w podstawówce przeczytać w wolnym czasie przy okazji pomagania w bibliotece. Wydawało mi się, że jestem odporna i zahartowana, bo i "Tego obcego" czytałam (oraz "inną", jego pseudo-sequel, a w tamtym czasie wydawało mi się, że samo przebrnięcie przez historię bez trupów i smoków było osiągnięciem), czytałam nawet "Niekończącą się historię" (dla samej ironii dokończenia czytania

), ale nie wiem, jakoś w Hobbicie miałam wrażenie że to się wlecze, i wlecze, i wlecze, i wlecze... Wysiadłam po bodaj 20? 30 stronach?
Myślę o ponownym podejściu - tak dla idei, żeby powiedzieć że tak, czytałam Tolkiena (i w razie gdybym go nadal nie lubiła to się tym faktem podpierać

) tylko nie wiem kiedy. Może kiedyś. Może w audiobooku?
Tak samo kontempluję czemu rozminęłam się z Robinsone Crusoe. Nawet trudno mi cokolwiek zarzucić tej książce per se. W tamtym czasie bardzo wielu lektur nie czytałam, więc chciałam raz być grzeczną uczennicą i przeczytać, "bo to jest całkiem spoko". No i fajnie, siadam, czytam.... Dobrnęłam do otwarcia trzeciego rozdziału, ale jak mi trzeci raz w tym krótkim czasie opadła głowa, bo usnęłam mimo że nie byłam jakoś super zmęczona, to uznałam że to walka z wiatrakami
"Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń zebranych do 18. roku życia" - A. Einstein
"Don't find fault, find a remedy; anybody can complain" - Henry Ford