przez Morte » 24 gru 2022, o 15:31
Brandon Sanderson zdążył mnie już przyzwyczaić do nietuzinkowych, rozbudowanych, ciekawych światów fantasy. Obecnie kończę "Z mgły zrodzony" (ang. Mistborn) i jako książka, którą Autor zadebiutował
na rynku wydawniczym sprawdza się dość dobrze. Jest to jeden z tych tytułów, które są wypełnione solidną dawką akcji, ale może po kolei.
"Z mgły zrodzony" jest osadzony w świecie, gdzie zamiast opadów deszczu lub śniegu najczęściej możemy się spodziewać opadów popiołu, flora zazwyczaj przybiera odcienie brązu, a nocą zawsze unosi się nieprzenikniona mgła. Szczególnie ujęły mnie fragmenty, gdzie bohaterowie zaczynają rozważać jak wyglądałby świat gdyby trawa się zazieleniła lub kwiaty miały wiele barw(co podobno wcześniej miało miejsce) albo opisy niewolników strząsających popiół z drzew by ten nie spadł na przechodniów. Wspomniany świat zamieszkuje przeważająca populacja Skaa czyli niewolników, Ostatni Imperator wraz z jego arystokracją oraz jak się przekonujemy w dalszej części książki Terrisanie czyli człekokształtni opiekunowie pełniący najczęściej funkcję lokajów.
Jednak to co najbardziej niezwykłe w tej książce to system magii.
Otóż magia w tym uniwersum nazywa się Alomancją. Alomancja polega na
tym iż jej użytkownicy mogą spalać wewnątrz swojego organizmu metale oraz stopy metali, których jest 10. Spalane metale powodują, że użytkownicy mogą biec z nadludzką prędkością, władać nadludzką siłą, odpychać się od ziemi na kilka metrów lub nawet wpływać na odczucia innych osób. Magia w tym świecie rządzi się konkretnymi prawami i często jest powiązana z fizyką. Sanderson w szczegółowy sposób opisuje działanie poszczególnych metali, ale też opisuje działanie eksperymentów z metalami nieznanego pochodzenia. System magii jest niezwykle przemyślany i dopracowany pod każdym możliwym względem co się ceni.
Historia opowiada o pewnej szajce wywodzącej się ze skaa, która planuje obalić Ostatniego Imperatora, który zasiada na tronie już tysiąc lat. Rozgrywającą się opowieść obserwujemy z oczu dwójki bohaterów czyli Vin oraz Kelsiera. Historia jest przemyślana i ma w sobie coś z takiego typowego Heist movie, gdzie pewna grupa opracowuje plan, jej członkowie próbują się "dotrzeć" i gdzieś po drodze występują przeciwności losu z którymi będą musieli się zmierzyć bohaterowie. Każda z postaci ma swoją motywację, poglądy oraz swoją historię. Zdecydowanie muszę przyznać, że zarys samych postaci, pogłębione relacje, różnorodna osobowość poszczególnych bohaterów sprawiły że lektura tej książki jest przyjemnością. Myślę, że wyróżniłbym tu Sazeda, który jest kimś w rodzaju lokaja/opiekuna, a który pogłębia swoją wiedzę na temat różnych religii i wierzeń, które znajdowały się na tym świecie zanim ostatni imperator je zniszczył. Rozmowy z Sazedem zawsze obfitują w różne ciekawostki, które przyjemnie się czyta. Kolejnym z bohaterów, który zapadł mi w pamięć jest Kelsier, który przewodzi całej szajce i ma swoją bolesną historię, którą czytelnik odkrywa wraz z postępem fabuły. Myślę, że postać Kelsiera jest charyzmatyczna, ale też skrywa swoje prawdziwe odczucia za maską dowcipu, lekkiego humoru, a czasem delikatnego szaleństwa. Jednakże książka ma też słabiej napisanych bohaterów. Czytając opinie o tej książce natrafiałem na informacje, że Vin jest irytująca. Moim zdaniem Vin nie jest irytująca, a właściwe jest źle napisana. Bohaterka dorastała na ulicy początkowo mając oparcie w bracie, który ją źle traktował i nauczył nieufności, a następnie dorastała wśród złodziei, którzy ugruntowali w niej ową nieufność, dystans i wycofanie. To co moim zdaniem nie zagrało to fakt że w pewnym momencie Vin na tyle zaufała obcej osobie, że mogło to postawić życie jej towarzyszy pod znakiem zapytania, podobnie zresztą jak też i całe przedsięwzięcie. Nie pasuje mi ta metamorfoza z wycofanej dziewczyny do takiej naiwnej, ufnej wręcz nastolatki.
Książka niesamowicie wciąga przez większość czasu i nie odczuwa się zbytnio jej grubości liczącej ponad 600 stron. Natomiast opowieść dość mocno spowalnia w momentach, gdy organizowane są bale przez arystokratów i w takich chwilach staje się monotonna. Największym rozczarowaniem chyba okazał się dla mnie sam wątek romantyczny zawarty w książce. Romans jak i ukazanie postaci żeńskich są piętą achillesową autora. Czytając o podchodach pewnej dwójki bohaterów odniosłem wrażenie, że książka jest skierowana do zdecydowanie młodszego odbiorcy. Dodatkowo pojawiają się też takie bardziej naiwne fragmenty jak o wspomnianej wyżej Vin, które trudniej jednak jest przełknąć. "Z Mgły Zrodzony" jest naprawdę solidną, dobrą książką gatunku fantasy, ale niestety nie jest w żaden sposób wybitna lub bardzo dobra. Myślę, że Autor musiał jeszcze przebyć długą drogę do "Drogi Królów" lub "Rozjemcy", ale wciąż jest to zaskakująco dobry debiut, który z czystym sercem mógłbym polecić.
Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.