przez LoboBlanco » 16 maja 2021, o 06:02
„Pies” J. Gończyka (gdzie jest to raczej pseudonim). Książka z życia polskiego policjanta obecnych czasów. O tym jak wyglada praca policjanta od kuchni, a także trochę o działaniu samej instytucji. Oczekiwałam czegoś takiego, niemniej i tak ciut się zawiodłam. Rozdziały są krótkie, język dosadny, wulgaryzmy obecne. Autor stosuje niekiedy przydługie wstępy, uważając, że są one potrzebne do opisania historii. A niekoniecznie są w moim mniemaniu. Pisarsko - no to wiadomo, że nie pisarz to pisał; każdy czytający więcej niż przeciętny Polak w ciągu roku, jest w stanie zauważyć, że styl opisu przez autora niektórych rzeczy mógłby być bardziej rozbudowany/przystępny. Widać również gołym okiem, że ta książka to efekt frustracji spowodowanej tym, jak funkcjonuje wspomniana firma, ale też z jakimi ludźmi zwykle mają do czynienia. I tu pojawia się moje zawiedzenie. Wiedziałam, że moja profesja jest „po drugiej stronie systemu”, można powiedzieć, ale nie zmieniło to faktu, że tam, gdzie Gończyk pisze „patolskie ścierwo” ja widzę dorastające dzieciaki, które w domu były bite/był alkohol/niezaopiekowane/z niską samoocenę/nie otrzymujące miłości; kiedy on pisze „zjeb”, ja widzę chorego człowieka. Kiedy on pisze, że „klient się troszkę zepsuł”, ja zastanawiam się czy policjanci nie powinni być ponad hasłami „zje***e psy”... To nie jest tak, że uważam, że policja powinna dać sobie napluć na twarz. Absolutnie. Uważam, że używanie ŚPB jest jak najbardziej wskazane, kiedy ktoś jest agresywny (na przykład jak w historii z „zjebem”). Tu bardziej chodzi o to, że on kompletnie nie zastanawia się nad przyczynami tego, że tak jest. Naprawdę mało kto pije/bierze, bo „lubi”...*
Dużo żalów wylał z siebie pan policjant. Doceniam ich pracę i mundur szanuję, ale każdego dnia bardziej doceniam, że byłam za niska, nie ubrałam się przyzwoicie i nie zrozumiałam pytania na rozmowie kwalifikacyjnej do tejże służby kilka lat temu...
Połowa książki. Jak na razie słowem nie ma o tym, że jakieś działania policji są nieadekwatne (chyba, że ze strony przełożonych, którzy są tzw. Cywilami w mundurach - czyli po prostu nigdy nie służyli na ulicy, dostali stanowisko po rodzinie). Czytam dalej.
*Tym bardziej, że cenię sobie bardzo książkę „Na marginesach życia. Zapiski kuratora sądowego”, gdzie język również jest mocno dosadny, gdzie wprost autor nazywa: „patol”, „patolka”, ale w tym wszystkim jest babranie się razem z tymi ludźmi, choć niewielka nić wiedzy skąd tak to wygląda, choć również masa tam frustracji i rezygnacji. Ale nic nie jest białe albo czarne. Jest spektrum.
Przestrzeń fantazji jest niezrównanym azylem dla Outsiderów rzeczywistości...