przez qfas » 8 lis 2009, o 23:20
"Kota..." skończyłem czytać kilka dni temu (i nie ma znaczenia fakt, że i kilka dni temu zacząłem. Cena adekwatna do zawartości). Nie zawiodłem się na niej ani trochę - jako posiadacz dwóch kotów co chwilę parskałem śmiechem, uświadamiając sobie, że moje mruczki faktycznie się zachowują jak przedstawione przez Pratchetta Prawdziwe Koty.
Najbardziej rozbawił mnie fragment o Kocie Schodingera (BTW, spróbujcie wytłumaczyć ten eksperyment komuś nieobeznanemu z fizyką w taki sposób, żeby nie uznał Was za sadystycznego świra:), a także ten o wypędzaniu kota z ogródka. No i ten o konieczności ewolucji cywet - z książek Terry'ego człowiek zawsze dowie się czegoś interesującego:).
Jeżeli ktokolwiek jeszcze nie czytał, to szczerze i z całego serca polecam - bo to "Pratchett w stanie czystym", z charakterystycznym dla siebie humorem i światopoglądem. I może robić za "zachęczacza" - pożyczyłem ją koleżance, a ta, już po lekturze, pyta mnie o inne książki tego autora. I się kręci:).
Donnie: Dlaczego nosisz to głupie ubranko królika?
Frank: Dlaczego nosisz to głupie ubranko człowieka?