Zdobyte. Przeczytane jednym cięgiem.
Terry zabrał się za temat rasizmu na poważnie go traktując, choć motywy takie już w kliku innych książkach się przewijały.
Hmmmm, nie mogę powiedzieć, że czuję się zawiedziony, jednak coś mi się w fabule i rozwijaniu myśli przez Mistrza haczy. Jakiś brak płynności, która zawsze była cechącharakterystyczną dla większości fabuł. Jakieś zmęczenie materiału. Takie ujęcie tematu Straży już było - Piąty Elefant. Wszystcy wiedzą, że Sam to gość ze spiżu i powtórzenie tego po raz wtóry jest niecelowe. Terry w pewnym momencie zboczył z obranego kursu i tematu rasizmu, wpadając w pewną manierę skupienia się na postaci Vimesa...
Okej. Bierzem się za lekturkę drugi raz. Przeczytam, nie zaś pochłonę, może te kanty się wygładzą. Oby!




