Jakoś tak jest, że jak ktoś dużo czyta to przychodzi taki moment, że czytelnikowi się wydaje, że sam mógłby coś napisać. No i powstają z tego różne rzeczy, które w większości nie powinny oglądać światła dziennego, a jeśli już, to z wyraźnym ostrzeżeniem o szkodliwości dla zdrowia. Na przykład rozpęknięcia ze śmiechu. Albo, co gorsza, ubytku całego zapasu politowania, którego miało starczyć na całe życie.
Na szczęście większość z nich ląduje w szufladzie, gdzie światło dzienne ma mało okazji do zaglądania. W większości przypadków jest to z pożytkiem dla świata.
Ja też mam swoją szufladę. To znaczy szufladą jest tylko z nazwy, bo w rzeczywistości jest to kartonowe pudło, wciśnięte pomiędzy inne kartonowe pudła zawalające czeluście strychu.
Ostatnio szukałem czegoś w tym pudle i zacząłem przeglądać zawartość. Z początku rozczuliłem się, ale dość szybko uczucie to ustąpiło innemu, dużo silniejszemu - zażenowaniu. Fakt, jest tam sporo rzeczy, które powinny tam zostać na wieki, a że do tej pory nie wylądowały w piecu... Cóż, to w końcu moje dzieci. Jakoś głupio by mi było wrzucić je do pieca.
Zawartość jest bardzo różna; od jakichś bazgrołów, przez teksty różnej maści po krzyżówki (to jedyne co kiedykolwiek ujrzało światło dzienne, bo kilka było wydrukowanych w Rozrywce).
Tych co doczytali do tego miejsca i myślą, że wiedzą co będzie dalej, chcę uspokoić. Nie, nie wywalę tu na Forum zawartości całej mojej szuflady. Nie jestem szaleńcem, który chciałby spowodować masowe otwieranie szuflad na całym świecie i w ten sposób sprowokować piątkowy koniec świata.
Ale raz na jakiś czas coś wygrzebię.
Jak choćby Niechcisie.
Niechcisie wymyśliłem jakieś dziesięć lat temu przy okazji urodzin koleżanki z pracy. Potem powstawały kolejne. A potem przestały powstawać. A w tym roku przypomniałem sobie o nich i niedawno ułożyłem jeden na urodziny żony, a teraz siedzę nad kolejnym - świątecznym.
Niechcisie to prosta rymowanka użytkowa. A dokładnie to są to po prostu życzenia, tyle, że w szczególnej formie. Klasyczny niechciś ma cztery zwrotki, pierwsza zaczyna się od słów "Niech Ci...", choć "Ci" nie jest absolutnie konieczne. W trzech zwrotkach życzymy różnych rzeczy, a w ostatniej piszemy o sobie. Zaczyna się to od słów "Życzy tego Ci...".
Dla przykładu protoplasta wszystkich niechcisiów napisany dla koleżanki z pracy. Dla pełnego zrozumienia muszę dodać, że owa koleżanka miała kompletnego fioła na punkcie filmu "Leon Zawodowiec".
Niech twój Leon Zawodowiec
Będzie czuły jak barometr,
Niech do końca życia wierzy,
Żeś jest najwspanialszą z kobiet.
Niech herosem będzie w łóżku,
Niech swój doskonali kunszt,
Niech Ci małą da Matyldę,
A najlepiej kilka sztuk.
Niech Ci w innych sprawach życie
Również nie przysparza trosk.
Niech kłopoty nikną łatwo
Jak się w świecy topi wosk.
Życzy tego Ci od serca
Taki jeden dziwny gość,
Który taką córkę chciałby,
Ale nie ma. Ech, psia kość!
No i od razu drugi, bardziej uniwersalny.
Niech Ci, gdy już miniesz setkę,
Nadal trosk oszczędza świat,
A prawnuki zgodnym chórem
Odśpiewają „dwieście lat”.
Niech Ci pamięć nie szwankuje,
W nocy w łóżko nie mocz się,
Chodź (choć z laską) samodzielnie,
No i nie zrzędź – o nie, nie!
Niech, gdy najdą Cię wspomnienia,
To tak pomyśl sobie: „Ech!
Ale fajne miałam życie …
I mam nadal !!!” (tutaj śmiech)
Życzy tego Ci ten, który
Nie doczeka już tych dni,
Ale nawet gdzieś z zaświatów
Szczęścia będzie życzył Ci.
Jeśli komuś taka forma życzeń się spodobała, to nie ma przeciwwskazań do używania do woli.
Oczywiście takich napisanych przez siebie.

