Ostatnio wyklepałam wstęp do postaci z Neuroshimy- postapokaliptycznej wizji Ameryki opanowanej przez zbuntowane maszyny, mutanty, zniszczony klimat i niemal kompletny brak ekosystemu- poza Neodżunglą, gdzie roślinki chcą zjeść Ciebie. Jestem ciekawa wszelkich opinii przed oddaniem opisu mojemu MG
NINA KARPUSI- GRECZYNKA, PÓŁ-MUTANT, ŁOWCA MUTANTÓW < Hell yeah... >
Człowieku, o co Ci chodzi? Żądasz ode mnie historii, niesamowitych opowieści, z podekscytowaniem wciskasz mi kolejny kufel piwa z nadzieją, że urozmaicę Ci jakoś ten ponury wieczór, ale w rzeczywistości nie ma o czym opowiadać. Dzięki za trunek, nawiasem. Jestem po prostu kolejnym marnym człowiekiem, szarym istnieniem, które na chwilę wyrwało się z piekła…
A zresztą, co mi tam.
Słyszałeś kiedyś o Europie? Wielkim zbitkiem mniejszych państw za morzem? Jasne że nie… jesteś pieprzonym amerykańcem, ignorantem nie widzącym dalej niż końcówka własnego nosa. Zawsze tylko patrzyliście jak nas dojebać i wykorzystać. Wiesz, kiedyś moi rodacy nie byli tacy, jaka ja jestem teraz. Nawet ja nie byłam. To ten cholerny świat i wojna. Jestem z Grecji. Dobra, nie musisz udawać, że wiesz, co powiedziałam czy może nawet rozumiesz*. Potakuj dalej, zignoruję to. Widziałam kiedyś stare pocztówki sprzed wojny mojego kraju. Znałam pewnego starego popaprańca, który zdechł z głodu, tylko dlatego, że nie chciał ich sprzedać. Nie potrafił sobie sam poradzić, ale do samego końca trzymał je ukryte, jak największy pieprzony skarb. Dużo klnę? Nie zwracaj uwagi. I wiesz, mam jedną. Oczywiście, że jej nie dostałam! Było ciężko jak cholera ją znaleźć, ale było warto. Każdą ukrył w innym miejscu.
< tu wstawione zdjęcie z klasycznym widoczkiem Grecji >
Pięknie, prawda? Białe domy o nieregularnych kształtach, błękitne niebo, lazurowe morze… wiesz, jak teraz wygląda Grecja? Same ruiny. Wszystko zniszczone, wszystko spalone, brak słońca, brak deszczu, wokoło bezdenna rozpacz i dezolacja. Nie ma ludzi, nie ma ptaków, nie ma roślin. Wszystko się wyniosło, jak po mnie widać. Nie ma nic, tylko gruzy. Kiedyś to była ostoja zabytków, teraz sama się nim stała. Ten teren opanował moloch- tak jak i resztę pobliskich krajów. Hiszpania jeszcze walczy, ale nie ma już dla nich nadziei. Co, mówisz, że wy tu też macie molocha? Hahahahaha, człowieku, ty tak naprawdę nie widziałeś prawdziwego buntu maszyn. To, co stało się z Europą nie jest możliwe do opisania, daj mi już spokój…
Uparci jesteśmy, co? Jak się tu znalazłam? Wiesz, sam pomysł nie był trudny. To realizacja przysporzyła problemów. Nad czym się tu rozwodzić, niedobitki moich krewniaków zebrali się, razem ze mną z resztą. Mieliśmy ambitny plan. Wystarczyło tylko skombinować łódź i utrwalić jak tylko się da. A gdy udało się nam ją znaleźć, już nas nie było. Każde z nas wiedziało, że nie ma po co zostawać w Europie. Ameryka to była nasza ostatnia nadzieja, jedyna. Nie wiem, jak udało mi się to przeżyć… sztormy, jeden za drugim, brak pożywienia, brak wody pitnej. Z grupy dwudziestu chłopa przeżyło nas trzech. Reszta pomarła z głodu, zmęczenia, potopili się. Ale próbowali, więc miej szacunek wobec nich. Już nigdy nie spotkam nikogo, kto dorówna ich odwadze i poświęceniu.
Gdy dotarliśmy cudem na ląd… nie chce mi się tego opisywać. Głód, smród, strach, pot, pragnienie. Nasza wymarzona Ameryka, nasze światełko, promyczek- oto jak nas przywitała. Ale byliśmy we trójkę, więc jakoś dawaliśmy radę. Każdy dzień był niczym szkoła przetrwania. Cóż, jest tak nadal, ale teraz mniej się boję zasnąć, nawet jeśli zostałam sama. Moi wierni towarzysze okazali się mniej wytrzymali niż jakaś chuda kobietka. Szybko złapali jakieś paskudne choróbska. Po jakimś czasie coraz trudniej było nam się poruszać dalej w poszukiwaniu jakiegokolwiek miasta czy osady. Och, nie jestem ignorantką, przecież widziałam co się i tu stało. Macie własnego molocha, huh… wojna zniszczyła także i ten ląd. Ale wierz mi, nawet jeśli nie masz wyboru, w porównaniu z Europą to wy tu sobie drinki z palemką powinniście pić. Tam moloch jest wszędzie. Wszędzie. Ekosystem, natura- to nie istnieje. Nie mamy mutków- i co z tego? Tam już nic nie oddycha poza niedobitkami ludzi. Czasem psami włóczącymi się za nimi. Zwykle kończą jako obiad, kolacja i śniadanie dnia następnego. O ile zostanie ktoś, by go zobaczyć. W każdym razie, pewnego dnia wędrówki wszystko się sypnęło jednocześnie. Chyba nadużyliśmy naszego szczęścia. Przez długi czas żałowałam, że nie znalazłam siły, by wygryźć sobie żył. Że nie miałam odwagi poderżnąć sobie gardła. Widziałam martwe ciała po moich jedynych, ostatnich kompanach. Puste skorupy, szkliste oczy, gnijąca skóra na jednym, paskudne plamy na drugim. Już od dawna przypominali chodzące trupy, ale jakaś cząstka mnie ciągle starała się odgonić tę myśl, że ich czas się kończy. Uparta, okrutna, bezduszna nadzieja nie chciała odejść. A gdy przyszła konfrontacja z rzeczywistością, pocałowała mnie w skroń lodowatymi usty i odeszła. Zostawiła mnie samą. Nie wiem, jak długo zwijałam się obok pozostałościach po nich, wstrząsana szlochem bez łez.
Wiesz co, teraz najbardziej przygnębia mnie, że byliśmy tak blisko. Widzisz, dwa dni później, przymierająca głodem i pragnieniem, dotarłam na obrzeża tego miejsca. Tu znalazła mnie para pierwszych ludzi. Wtedy tego nie wiedziałam, ale byli szczurami. Pojawili się z nikąd, wyszli jakby z krajobrazu i odeszli ze mną… też do nikąd. Nie wiem, czemu się mną zaopiekowali. Dostałam nawet własny karton. Szmaty do wyścielenia go znalazłam sama. Wszystkiego właściwie nauczyłam się sama, oni tylko dali mi konserwę. Starą, dawno przeterminowaną, ale wierz mi, nic tak dobrze nie smakowało jak ona wtedy. To był smak życia.
A więc… oto jestem. Już od trzech lat, dasz wiarę? Całkiem nieźle opanowałam wasz język. Znałam podstawy zanim tu przybyłam, a teraz potrafię nadawać jak karabin. Skąd znałam te podstawy? Z ulotek. Starych podręczników, książek, piosenek. Miałam ambicję wyrwać się z tamtego miejsca. Nie zamierzałam zostać szczurem do końca życia, wiedziałam, że stać mnie na więcej. I cóż, jak widać, udało się. Trochę kradłam, często walczyłam, nie dawałam za wygraną, maskowałam się i żyłam w cieniu. Dużo starań, samozaparcia, kilka kropli strachu i kubek ryzyka. Cały przepis.
Mam opowiedzieć, jak stałam się tym, kim jestem teraz? Nie Twój zasrany interes**. Postaw mi konkretną butelkę whiskey, a może coś zdradzę… Te szczyny jak na razie możesz wylać do ścieku.
-----
Małe wyjaśnienie:
* Jestem z Grecji... nie musisz udawać, że wiesz. - to efekt jednej z dostępnych cech pochodzenia europejskiego z podręczników do Neuroshimy. Nosi tytuł: " Ten kraj naprawdę istnieje! " ^^
** " Nie Twój zasrany interes " - Nazwa jednego z pochodzeń amerykańskich.
Mam nadzieję, że nie zanudziłam i czytało się miło

Mój MG zrobił nam ponad pół roku temu fantastyczną sesję wprowadzająca i zarzucił pomysł, zostawiając wielki apetyt po sobie.
