Wieża sztuk

Neuroshima - Nina Karpusi

Twórczość własna naszych forumowiczów

Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Rosette » 31 sty 2012, o 23:37

Ponieważ jestem czynną członkinią Oświęcimskiego Klubu Fantasy, to odkąd poznałam PRG, lubuję się w różnych systemach. Co prawda nie mistrzuję, bo w życiu bym się nie odważyła, ale uwielbiam grać i często okraszam swoje postacie opisami czy historiami.

Ostatnio wyklepałam wstęp do postaci z Neuroshimy- postapokaliptycznej wizji Ameryki opanowanej przez zbuntowane maszyny, mutanty, zniszczony klimat i niemal kompletny brak ekosystemu- poza Neodżunglą, gdzie roślinki chcą zjeść Ciebie. Jestem ciekawa wszelkich opinii przed oddaniem opisu mojemu MG :) Całość starałam się utrzymać w takim klimacie, w jakim został napisany podręcznik.

NINA KARPUSI- GRECZYNKA, PÓŁ-MUTANT, ŁOWCA MUTANTÓW < Hell yeah... >

Człowieku, o co Ci chodzi? Żądasz ode mnie historii, niesamowitych opowieści, z podekscytowaniem wciskasz mi kolejny kufel piwa z nadzieją, że urozmaicę Ci jakoś ten ponury wieczór, ale w rzeczywistości nie ma o czym opowiadać. Dzięki za trunek, nawiasem. Jestem po prostu kolejnym marnym człowiekiem, szarym istnieniem, które na chwilę wyrwało się z piekła…
A zresztą, co mi tam.

Słyszałeś kiedyś o Europie? Wielkim zbitkiem mniejszych państw za morzem? Jasne że nie… jesteś pieprzonym amerykańcem, ignorantem nie widzącym dalej niż końcówka własnego nosa. Zawsze tylko patrzyliście jak nas dojebać i wykorzystać. Wiesz, kiedyś moi rodacy nie byli tacy, jaka ja jestem teraz. Nawet ja nie byłam. To ten cholerny świat i wojna. Jestem z Grecji. Dobra, nie musisz udawać, że wiesz, co powiedziałam czy może nawet rozumiesz*. Potakuj dalej, zignoruję to. Widziałam kiedyś stare pocztówki sprzed wojny mojego kraju. Znałam pewnego starego popaprańca, który zdechł z głodu, tylko dlatego, że nie chciał ich sprzedać. Nie potrafił sobie sam poradzić, ale do samego końca trzymał je ukryte, jak największy pieprzony skarb. Dużo klnę? Nie zwracaj uwagi. I wiesz, mam jedną. Oczywiście, że jej nie dostałam! Było ciężko jak cholera ją znaleźć, ale było warto. Każdą ukrył w innym miejscu.

< tu wstawione zdjęcie z klasycznym widoczkiem Grecji >

Pięknie, prawda? Białe domy o nieregularnych kształtach, błękitne niebo, lazurowe morze… wiesz, jak teraz wygląda Grecja? Same ruiny. Wszystko zniszczone, wszystko spalone, brak słońca, brak deszczu, wokoło bezdenna rozpacz i dezolacja. Nie ma ludzi, nie ma ptaków, nie ma roślin. Wszystko się wyniosło, jak po mnie widać. Nie ma nic, tylko gruzy. Kiedyś to była ostoja zabytków, teraz sama się nim stała. Ten teren opanował moloch- tak jak i resztę pobliskich krajów. Hiszpania jeszcze walczy, ale nie ma już dla nich nadziei. Co, mówisz, że wy tu też macie molocha? Hahahahaha, człowieku, ty tak naprawdę nie widziałeś prawdziwego buntu maszyn. To, co stało się z Europą nie jest możliwe do opisania, daj mi już spokój…

Uparci jesteśmy, co? Jak się tu znalazłam? Wiesz, sam pomysł nie był trudny. To realizacja przysporzyła problemów. Nad czym się tu rozwodzić, niedobitki moich krewniaków zebrali się, razem ze mną z resztą. Mieliśmy ambitny plan. Wystarczyło tylko skombinować łódź i utrwalić jak tylko się da. A gdy udało się nam ją znaleźć, już nas nie było. Każde z nas wiedziało, że nie ma po co zostawać w Europie. Ameryka to była nasza ostatnia nadzieja, jedyna. Nie wiem, jak udało mi się to przeżyć… sztormy, jeden za drugim, brak pożywienia, brak wody pitnej. Z grupy dwudziestu chłopa przeżyło nas trzech. Reszta pomarła z głodu, zmęczenia, potopili się. Ale próbowali, więc miej szacunek wobec nich. Już nigdy nie spotkam nikogo, kto dorówna ich odwadze i poświęceniu.

Gdy dotarliśmy cudem na ląd… nie chce mi się tego opisywać. Głód, smród, strach, pot, pragnienie. Nasza wymarzona Ameryka, nasze światełko, promyczek- oto jak nas przywitała. Ale byliśmy we trójkę, więc jakoś dawaliśmy radę. Każdy dzień był niczym szkoła przetrwania. Cóż, jest tak nadal, ale teraz mniej się boję zasnąć, nawet jeśli zostałam sama. Moi wierni towarzysze okazali się mniej wytrzymali niż jakaś chuda kobietka. Szybko złapali jakieś paskudne choróbska. Po jakimś czasie coraz trudniej było nam się poruszać dalej w poszukiwaniu jakiegokolwiek miasta czy osady. Och, nie jestem ignorantką, przecież widziałam co się i tu stało. Macie własnego molocha, huh… wojna zniszczyła także i ten ląd. Ale wierz mi, nawet jeśli nie masz wyboru, w porównaniu z Europą to wy tu sobie drinki z palemką powinniście pić. Tam moloch jest wszędzie. Wszędzie. Ekosystem, natura- to nie istnieje. Nie mamy mutków- i co z tego? Tam już nic nie oddycha poza niedobitkami ludzi. Czasem psami włóczącymi się za nimi. Zwykle kończą jako obiad, kolacja i śniadanie dnia następnego. O ile zostanie ktoś, by go zobaczyć. W każdym razie, pewnego dnia wędrówki wszystko się sypnęło jednocześnie. Chyba nadużyliśmy naszego szczęścia. Przez długi czas żałowałam, że nie znalazłam siły, by wygryźć sobie żył. Że nie miałam odwagi poderżnąć sobie gardła. Widziałam martwe ciała po moich jedynych, ostatnich kompanach. Puste skorupy, szkliste oczy, gnijąca skóra na jednym, paskudne plamy na drugim. Już od dawna przypominali chodzące trupy, ale jakaś cząstka mnie ciągle starała się odgonić tę myśl, że ich czas się kończy. Uparta, okrutna, bezduszna nadzieja nie chciała odejść. A gdy przyszła konfrontacja z rzeczywistością, pocałowała mnie w skroń lodowatymi usty i odeszła. Zostawiła mnie samą. Nie wiem, jak długo zwijałam się obok pozostałościach po nich, wstrząsana szlochem bez łez.

Wiesz co, teraz najbardziej przygnębia mnie, że byliśmy tak blisko. Widzisz, dwa dni później, przymierająca głodem i pragnieniem, dotarłam na obrzeża tego miejsca. Tu znalazła mnie para pierwszych ludzi. Wtedy tego nie wiedziałam, ale byli szczurami. Pojawili się z nikąd, wyszli jakby z krajobrazu i odeszli ze mną… też do nikąd. Nie wiem, czemu się mną zaopiekowali. Dostałam nawet własny karton. Szmaty do wyścielenia go znalazłam sama. Wszystkiego właściwie nauczyłam się sama, oni tylko dali mi konserwę. Starą, dawno przeterminowaną, ale wierz mi, nic tak dobrze nie smakowało jak ona wtedy. To był smak życia.

A więc… oto jestem. Już od trzech lat, dasz wiarę? Całkiem nieźle opanowałam wasz język. Znałam podstawy zanim tu przybyłam, a teraz potrafię nadawać jak karabin. Skąd znałam te podstawy? Z ulotek. Starych podręczników, książek, piosenek. Miałam ambicję wyrwać się z tamtego miejsca. Nie zamierzałam zostać szczurem do końca życia, wiedziałam, że stać mnie na więcej. I cóż, jak widać, udało się. Trochę kradłam, często walczyłam, nie dawałam za wygraną, maskowałam się i żyłam w cieniu. Dużo starań, samozaparcia, kilka kropli strachu i kubek ryzyka. Cały przepis.

Mam opowiedzieć, jak stałam się tym, kim jestem teraz? Nie Twój zasrany interes**. Postaw mi konkretną butelkę whiskey, a może coś zdradzę… Te szczyny jak na razie możesz wylać do ścieku.

-----

Małe wyjaśnienie:
* Jestem z Grecji... nie musisz udawać, że wiesz. - to efekt jednej z dostępnych cech pochodzenia europejskiego z podręczników do Neuroshimy. Nosi tytuł: " Ten kraj naprawdę istnieje! " ^^

** " Nie Twój zasrany interes " - Nazwa jednego z pochodzeń amerykańskich.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam i czytało się miło :)
Avatar użytkownika
Rosette żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 428
Reputacja: 592

Reklama

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Dżon » 1 lut 2012, o 09:34

Kiedy gramy? 8-)

A swoją drogą, poza kilkoma stylistycznymi wpadkami (to takie moje zboczenie straszne) to czyta się to strasznie fajnie :)
W taki dzień jak ten, Fryderyk Barbarossa utonął w rzece.
Jakie są Twoje plany na dziś?
Avatar użytkownika
Dżon męska
aka Nie znacie tego?
 
Posty: 4070
Lokalizacja: Pojawiam się, jak otworzysz flaszkę.
Reputacja: 3931

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Rosette » 1 lut 2012, o 09:59

Jeśli znalazłeś owe wpadki, koniecznie wymień! Chętnie się dowiem co naknociłam ;)

I ja do grania zawsze jestem chętna, Neuroshima to akurat jeden z moich ulubionych systemów. Nie gramy u siebie za często, bo cierpimy na chroniczny brak MG którzy są obeznani z tym systemem na tyle, by prowadzić. Właściwie jest ich całych dwóch, a biorąc pod uwagę, że z jednym widzimy się od święta a drugiemu nigdy się nie chce, to w sumie ich nie ma :P
Avatar użytkownika
Rosette żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 428
Reputacja: 592

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez pa5tor » 1 lut 2012, o 10:51

Neuroshima... :D Jeden z moich ulubionych RPGów!!! Grało się na studiach w weekendy. Niestety ja zawsze musiałem być MG bo tylko ja z całej naszej ekipy ogarniałem na tyle mechanikę i wiedziałem co, gdzie się znajduje w podręczniku.
Ale niedługo chyba wrócę do grania w tego zacnego RPGa ;)
Avatar użytkownika
pa5tor męska
Mag I stopnia
 
Posty: 106
Lokalizacja: Allenstein
Reputacja: 26

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Spangler » 1 lut 2012, o 12:02

Tekst suuuper jak dla mnie. Fajnie się czyta i chciałbym aby kiedyś jakiś mój gracz takie coś popełnił...
...Kurcze czemu ja nie mam takich graczy? Ja od kilku miesięcy muszę czekać aby mi gracze napisali historie swoich postaci... Zdobyli już niezły ekwipunek, dorobili się i dalej są totalnie bez przeszłości... Trochę zaczyna mnie to wkurzać.
-------------------
A ja właśnie zabieram się za czytanie podręcznika podstawowego... Musze ogarnąć zasady (które i tak lekko zmodyfikuje na potrzeby scenariusza który przygotuje)... Jak trochę lepiej poznam ten system chętnie bym zagrał aby jeszcze lepiej przyswoić sobie niektóre zasady itd. Trochę mi to zajmie zanim sam będę mógł prowadzić sesje na tym systemie :(.
"...Wolność! Własność! Sprawiedliwość!..."
"...To tak, jakby Wielki Zderzacz Hadronów wykorzystać do zrobienia kanapki z masłem orzechowym..." - Reeven
Avatar użytkownika
Spangler męska
Mag III stopnia
 
Posty: 354
Lokalizacja: Biurwolandia, Dolny Śląsk , Głogów
Reputacja: 334

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Rosette » 1 lut 2012, o 15:27

Widzę, że jest nas całkiem całkiem. Fajnie byłoby kiedyś razem zagrać :)

Spanglerze, nie przejmuj się, w moim towarzystwie też jestem jedyną osobą która bawi się w takie rzeczy. Nasz MG zawsze stara się wyciągnąć trochę wysiłku od graczy poprzez obietnicę dodatkowych PDków, ale jakoś nigdy nikt się nie kwapi ;) Moje postacie natomiast zawsze mają nie tylko historię ale jeszcze często cały pliczek szkiców wyglądu, rysunków a nieraz ilustracji z wydarzeń z sesji, bo mam nawyk rysowania podczas grania.

Co do Neuro, to serdecznie zachęcam Cię do wytrwałości w czytaniu, bo ten system jest wspaniały. A najlepsze w nim jest, że jest bardzo przystępnie napisany i prosty do ogarnięcia, a przy tym tak barwny, że można w nim zrobić właściwie wszystko. Osobiście, marzy mi się przygoda oparta na łowcach Tornado Obrazek Mój MG zrobił nam ponad pół roku temu fantastyczną sesję wprowadzająca i zarzucił pomysł, zostawiając wielki apetyt po sobie.
Avatar użytkownika
Rosette żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 428
Reputacja: 592

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Dżon » 1 lut 2012, o 16:13

Rosette napisał(a):Widziałam martwe ciała po moich jedynych, ostatnich kompanach

Rosette napisał(a):że nie znalazłam siły, by wygryźć sobie żył.

Tyle znalazłem, ale chyba coś jeszcze było. Ale podobasię :)

A co do grania, to jeszcze w krk jestem przez parę dni :)
W taki dzień jak ten, Fryderyk Barbarossa utonął w rzece.
Jakie są Twoje plany na dziś?
Avatar użytkownika
Dżon męska
aka Nie znacie tego?
 
Posty: 4070
Lokalizacja: Pojawiam się, jak otworzysz flaszkę.
Reputacja: 3931

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Rosette » 2 lut 2012, o 14:03

Rozumiem, że w pierwszym cytacie chodzi o to, że słowa " jedynych " oraz " ostatnich " mają własciwie to samo znaczenie i oba są niepotrzebne?

W drugim wiedziałam już podczas pisania, że " żył " coś mi nie pasuje, ale wpadłam w zbyt duży twórczy szał, by zapamiętać i poprawić później :P

Chyba, że chodzi o coś jeszcze innego :)
Avatar użytkownika
Rosette żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 428
Reputacja: 592

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Arvika » 2 lut 2012, o 14:13

Chyba chodzi o to, ciała nie są po kimś, tylko kogoś, a wygryza się nie żył, a żyły ;)
"Skoro się raz założy wodór z jego zadziwiającymi właściwościami i doda do tego prawa natury, dalszy przebieg wydaje się wręcz konieczny(...). Cud zawarty jest w warunkach wyjściowych."
Avatar użytkownika
Arvika żeńska
Królowa Ynci
Królowa Ynci
 
Posty: 1748
Reputacja: 1733

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Rosette » 2 lut 2012, o 14:19

No te żyły to rozumiem :D A jeśli twoja teoria co do pierwszego jest tą prawidłową, to tak czy siak przy okazji znalazłam w tym zdaniu drugi błąd do poprawienia ^^
Avatar użytkownika
Rosette żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 428
Reputacja: 592

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Dżon » 2 lut 2012, o 17:30

Rosette napisał(a):Rozumiem, że w pierwszym cytacie chodzi o to, że słowa " jedynych " oraz " ostatnich " mają własciwie to samo znaczenie i oba są niepotrzeb

O to, że "ciała po moich kompanach" brzmi tak, jakby to były ubrania, które ci zostawili :P
W taki dzień jak ten, Fryderyk Barbarossa utonął w rzece.
Jakie są Twoje plany na dziś?
Avatar użytkownika
Dżon męska
aka Nie znacie tego?
 
Posty: 4070
Lokalizacja: Pojawiam się, jak otworzysz flaszkę.
Reputacja: 3931

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Spangler » 3 lut 2012, o 00:40

Dżon - czepiasz się..

Rosette - nie przejmuje się choć czasem mnie to wnerwia to nie jest to az tak istotne. Jeden gracz ze strony MG oczekuje genialnych, klimatycznych, szczegółowych opisów i sam swoje poczynania opisuje szczegółowo inny zaś chce szybkich, dynamicznych sesji z jak najmniejsza ilością opisów otoczenia, jak największa ilością dobrze opisanych, dynamicznych walk a sam nie stara się odtwarzać dobrze swojej postaci...Bywa..

A tak poza tym chciałem się pochwalić :D Dostałem zestaw kostek :d Mam już dwa = mam dwie kostki k20.. Trzeba jeszcze skombinować trzecią :D Przynajmniej kostki do Neuro już będę miał...
"...Wolność! Własność! Sprawiedliwość!..."
"...To tak, jakby Wielki Zderzacz Hadronów wykorzystać do zrobienia kanapki z masłem orzechowym..." - Reeven
Avatar użytkownika
Spangler męska
Mag III stopnia
 
Posty: 354
Lokalizacja: Biurwolandia, Dolny Śląsk , Głogów
Reputacja: 334

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Rosette » 3 lut 2012, o 10:56

Czepianie się niespecjalnie mi przeszkadza. Dobra krytyka nie jest zła :) lubię wiedzieć co robię źle, by potem móc to poprawić i starać się unikać powtórki. Niestety, błędy stylistyczne to moja zaraza...

Co do kostek, to ja mam swój fikuśny, trzykostkowy komplecik już od dawna
Obrazek
Strasznie je lubię, są bardzo klimatyczne, a ciekawostką jest, że tylko mi wyrzucają dobre wyniki :D Ech, pamiętne 1,1,4...
Marzą mi się jeszcze steampunkowe do Iron Kingdoms. Ale ja generalnie jestem maniaczką kostek, a kopczyk na moim stoliku zaczyna się stopniowo robić niepokojący. Na szczęście tłumaczy mnie, że większość to k10 które są potrzebne całymi wiadrami do Legendy Pięciu Kręgów. Na moją niekorzyść przemawia fakt, że nie gram w bitewniaki, więc na kiego grzyba mi tyle k6...
Avatar użytkownika
Rosette żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 428
Reputacja: 592

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Dżon » 3 lut 2012, o 11:09

To zmutowane kostki! :P

A ja powiem z doświadczenia, że najfajniej mi się grało na obozie kiedyś, jak nie mieliśmy kostek i wszystko bazowało na story-tellingu i gestykulacji. :) Polecam taki eksperymęt :)
W taki dzień jak ten, Fryderyk Barbarossa utonął w rzece.
Jakie są Twoje plany na dziś?
Avatar użytkownika
Dżon męska
aka Nie znacie tego?
 
Posty: 4070
Lokalizacja: Pojawiam się, jak otworzysz flaszkę.
Reputacja: 3931

Re: Neuroshima - Nina Karpusi

Postprzez Rosette » 3 lut 2012, o 11:22

Jeśli mieliście takiego mistrza gry, który potrafił dobrze poprowadzić taką sesję- to w porządku, pozazdrościć. Ja mam pecha, ten MG który też lubi prowadzić Neuro bez kostek, niestety nie potrafi przyjąć do wiadomości, że jeśli Twoja postać ma jakąś mechanikę na 10, to ty niekoniecznie też się na tym znasz. Zdażało mu się poprowadzić bardzo niesprawiedliwe scenki, w których wymagał od gracza by mówił krok po kroku co robi z jakimś pojazdem przy ucieczce, gdy się psuje, i tym podobne. Kostkologia jest potrzebna, ale wiadomo, też bez popadania w skrajność, że musisz rzucać by zobaczyć gałąź w lesie.

Ale ten mistrz gry ogólnie jest specyficzny. Pozwala wymyślać własne sztuczki dla postaci, jeśli jesteś w stanie wykoncypować coś fajnego. Mój znajomy miał sztuczkę " Człowiek Kabura " która pozwalała schować dowolny przedmiot niemal dowolnej wielkości przy sobie nawet będąc całkiem nagim, i nikt nie mógł tego znaleźć :D Albo " Ten Czwarty "- jak w tandetnych amerykańskich horrorach. Zawsze, ZAWSZE jest murzyn w czerwonym t-shircie, który jest postacią kompletnie poboczną i służy temu, by szedł pierwszy i wpadał w pułapki, ale jakimś cudem przeżywał.
Avatar użytkownika
Rosette żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 428
Reputacja: 592

Następna strona

Powrót do Wieża sztuk

Wiadomo jednak, że ludzie zwykle nie słuchają. Czas, kiedy mówi ktoś inny, wykorzystują, by się zastanowić, co powiedzą
potem.

Piramidy, dodał(a) Corvvin

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron