Ja wróciłam "dopieroco"

Było przemega, brak mi słów by opisać wrażenia, jako że to był nie tylko mój pierwszy Pyrkon ever, ale i właściwie pierwszy prawdziwy konwent. Przemyślenia podobne, jak po pierwszym Woodstocku, czyli np:
- Dlaczego tak krótko?
- Za rok biorę wolne już w piątek, by być na całości!
- Dlaczego ja nigdy wcześniej na to nie jeździłam??
Oczywiście nie dotarłam na (prawie) żaden wykład i zaliczyłam niewiele z oficjalnych atrakcji - właściwie ciężko stwierdzić, co robiłam konstruktywnego - chyba przez większość czasu grałam w gry

Mimo to weekend minął błyskawicznie, prawie nie spałam, bo szkoda było na to czasu i w ogóle było przemega.. Ale chyba się powtarzam

Wrzucam od razu
fotki - niestety kiepskiej jakości - nie chciało mi się brać lepszego aparatu, bo siebie samej i tak za bardzo nie chciałam uwieczniać (pół twarzy cały czas spuchnięte), a resztę wiedziałam że inni uwiecznią lepiej

Zresztą tak jak napisał Detrytus - było zbyt fajnie, by myśleć o fotografowaniu, ja raptem kilka razy przypomniałam sobie o aparacie i go wyciągnęłam.
Dziękuję wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób dotrzymywali mi towarzystwa, wszystkim z którymi rozmawiałam albo wymieniłam huga

W szczególności ściskam wirtualnie tych, z którymi nie zdołałam się pożegnać oraz Jashmin, której mimo obietnic nie zrobiłam fryzury

(Next time, I promise!). I po trzykroć dziękuję Detrytusowi za odwiezienie pod sam dom! Dziękuje, dobranoc, pozdrawiam
