przez Madlenita » 11 maja 2009, o 16:31
A ja w końcu dotarłąm przed internet....
Zacznijmy od początku: po krótkim biegu do autobusu (oczywiście to przewidziała, dobrze, że się nie wywaliłam) nastąpiła długa jazda, bo okazało się, że ta trasa wiedze przez wszystkie małw miejscowości po drodze....
Do Piotrkowa dotarłąm po godzinie, czyli na buasa spóźniłam się ponad 1/2 godziny.
A następny o 13:45, 20-25 minut jazdy i potem kolejne 15:20 rowerem. A o 14 miało się zacząć wspomniane święcenie...
Postanowiłąm, po wielkokrotnych zmianach planów, walczyć...
I udało się!!!!
Procesję minęłam parę kroków od domu, przyspieszyłąm tempo, rzuciłam wszystkie rzeczy pod schody i czerwona na twarzy ze zmęczenia dotarłąm na miejsce...
Jak ja lubię osiągać zamierzone cele. I przy okazji chyba zrobiłąm swój rekord trasy na 5 km, mimo wiatru w oczy....
Kinguś nie martw się, gdybym się "postawiła" wcześniej spałby się super wygodnie, zresztą to nie Ty mnie budziłaś co godzinę, bo raczej nie masz mokrego nosa....
Wspomnę jeszcze, że odniosłam z tego wyjazdu nadprogramową korzyść: w Iron horsie okazało się, że pracuje moja koleżanka z podstawóki, nie wiedziłyśmy się chyba 2 lata....
Też nie mogę się doczekać następnego zjazdu....