Anima Vilis napisał(a):Na hasło Cejrowski włosy jeżą mi się na karku, szczerzę z obrzydzeniem kły a w kuchni otwiera się szuflada z nożami. Szczerze się przyznam- nie czytałam. Oglądałam i wiem, że nie strawie w żadnym wydaniu (mniej lub bardziej politycznym). To <najmocniej przepraszam> nadęty dupek który na obce kultury patrzy z wyższością typowego Białego Pana (...) Tych podróżników nikt nie wozi helikopterem do środka dżungli aby tam mogli na 5 min zdjąć skarpetki przed kamerą, pokazać jak Kali łowić ryba, poklepać Kalego po głowie i iść dalej robić kasę. Cejrowski osoby o których opowiada traktuje jak zwierzęta w cyrku (jest to moje wrażenie).
Z Cejrowskim to trochę nie tak. On przez połowę swojego życia jeździł sam w środek dżungli, wędrował kilometrami, gadał z Dzikimi i wracał cały i zdrowy z nieprawdopodobnych wypraw. Dziś wiadomo - ekipa telewizyjna, setka do kamery, poklepywanie tubylca itp, ale niesprawiedliwym jest zarzucanie mu, że nie jest prawdziwym podróżnikiem, bo on akurat jest (był). Fakt, że mu się z wiekiem klepki w głowie przestawiają coraz mocniej. I tak jeszcze kilka lat temu słuchało się go z przyjemnością dopóki opowiadał o podróżach, a dziś już wyskakuje z takimi akcjami jak podlinkowany program o Tybecie. Aż mi się nie chce wierzyć, że ten sam człowiek, który napisał "Rio Anaconda" (polecam!), który był totalnie zafascynowany duchowością amazońskich Indian, dziś wykazuje się takim brakiem tolerancji dla obcych kultur.
Anima Vilis napisał(a):Od 15 lat (co jest ponad połową mojego życia) mam przyjemność chodzić na Explorers Festival w Łodzi (
http://www.explorersfestival.pl/) i słuchać opowieści zaproszonych tam gości- podróżników, odkrywców, himalaistów.. (takich jak Reinhold Messner- jego prelekcję zapamiętam do końca życia zresztą polecam przejrzenie listy festiwalowych gości i ich publikacji) którzy pasję i odwagę łączą z ogromnym szacunkiem do natury, szacunkiem do ludzi których spotykają na swojej drodze, szacunkiem do ich kultury i tradycji.. Ci którzy naprawdę ryzykują swoim zdrowiem i życiem nie robią tego dla poklasku i medialnej szopki. Przesuwają granice ludzkiej wytrzymałości lub pokazują, że wszyscy jesteśmy ludźmi- niezależnie od kresek które ktoś pozaznaczał na mapie.
Himalaiści (zwłaszcza stricte wyczynowi, jak Messner), to dla mnie jednak trochę inna bajka niż podróżnicy typu Fiedler, Cejrowski, Halik. Ale jest to temat równie fascynujący - mnie ostatnio na kolana powaliła książka "Wszystko za Everest" - pisałam o niej gdzieś w wątku ogólno-czytelniczym

Mimo wszystko nie posuwałabym się aż tak daleko w ocenianiu intencji jednych czy drugich eksploratorów. Jeden podróżuje, by przeżyć przygodę, inny dla medialnej szopki, a inny chce ustanowić rekord wspinając się na 5 ośmiotysięczników zimą - i w sumie nie wiem, czy którakolwiek z tych motywacji jest bardziej szlachetna. W końcu wszędzie chodzi o zaspokojenie jakichś własnych potrzeb/ambicji/aspiracji.
Anima Vilis napisał(a):Podróże lepiej się odbywa niż o nich czyta, są jednak perełki.
Pełna zgoda! Choć ja mam jednak małego świra na tym punkcie i w przeciwieństwie do większości ludzi, uwielbiam słuchać cudzych opowieści o podróżach, nie nudzi mnie przeglądanie 500 zdjęć z wakacji przyjaciółki, a dobra literatura podróżnicza po prostu inspiruje mnie do własnych marzeń i wypraw

Niemniej jednak, w dzisiejszych czasach mnóstwo ludzi odbywa naprawdę niesamowite podróże i realizuje fascynujące projekty - jak nie autostopem przez świat, to rowerem przez Azję, albo na motocyklu po Stanach, albo pieszo na biegun itp itd. Ale rzadko kiedy ta pasja łączy się ze sprawnym piórem - mało kto jest jednocześnie dobrym pisarzem i znakomitym podróżnikiem. Wyjątkiem był Fiedler i naprawdę nie wiem, czy ktoś ze współczesnych dorasta mu do pięt

Anima Vilis napisał(a):Kinga Freespirit (Kinga Choszcz)- na liście moich ukochanych podróżników zawsze ma specjalne miejsce- nie trudno domyślić się dlaczego.
No i ta Pani była dla mnie akurat przykładem osoby, która robiła wspaniałe rzeczy, ale nie potrafiła tego sprawnie opisać... Ja przynajmniej jej książki przemęczyłam. Podobnie mam z Robbem Maciągiem (freek rowerowy) czy ekipą Busem Przez Świat.
//Edit 8 mar 2014, o 19:27
"Stary", młodzi i morze - opowieść o podróży pod żaglami wokół Ameryk, od Antarktydy do Alaski. Wiedziałam, że to będzie fajna historia, ale - co mnie pozytywnie zaskoczyło - jest też zupełnie nieźle napisana. Ach, żeglowałabym!

Aaa taki mam teraz obiekt pożądania:
http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/antologia-100-xx Chcę, chcę, chcę!
//Edit 30 maja 2014, o 08:48
Będę pisać sobie sama ze sobą w swoim temacie, a co!

Przeczytałam "Eli, Eli" Wojciecha Tochmana. Generalnie Tochmana wielbię i nienawidzę, za emocje, jakie mi funduje. Pisze o sprawach, o których nie chciałoby się myśleć ani nawet wiedzieć, a co dopiero czytać. Czytaniu zawsze towarzyszy uporczywy dreszcz niepokoju.
"Eli, Eli" jest kwintesencją tochmanowatości, reporterskie mini arcydzieło, uzupełnione niesamowitymi fotografiami G. Wełnickiego. Całość jest absolutnie piorunująca. Myślę, że w szczególności trafi do ludzi, którzy sami trochę podróżują po świecie i lubią się łudzić, że skoro jeżdżą na własną rękę, bez biura podróży, to są w stanie naprawdę doświadczyć egzotycznej codzienności i ją zrozumieć. Trafi do każdego, kto myśli że jest wrażliwy na biedę i cudzą krzywdę (może nawet stara się pomagać?). Tochman bezlitośnie sprowadza nas wszystkich na ziemię, czytelników i siebie samego, stawia trudne pytania i nie daje odpowiedzi. Jak zawsze pisze w prosty, ale przejmujący sposób - i to wystarczy by wywołać ciary. W tej książce i tak najmocniej wyszedł poza granice swego oszczędnego stylu, pozwolił dojść do głosu emocjom, co było zupełnie zrozumiałe, zważywszy na okoliczności.