przez Stanisław Ssakmorski » 13 sty 2014, o 20:26
'Ależ ja się nie marnuję', z uśmiechem, jakby czytając jej w myślach, zagadnął Ekolek. 'Sam się przykułem, a klucz przezornie połknąłem', wyjaśnił. 'To jedyna szansa na uratowanie olchy. Bobry planują tu spiętrzenie wód i hydroelektrownię', dodał w uzupełnieniu. 'Wszystko przez modę na odnawialne źródła energii. Bobry bardzo się przejęły', kontynuował. Nie bardzo wiedząc, co o tym wszystkim sądzić, Magrat zaproponowała mu kanapkę. 'A z czym masz?', zainteresował się. 'Z kiełbasą i szczypiorkiem', odrzekła z nadzieją w głosie. 'To nie mogę', zasmucił się. 'Umówiłem się z dziewczyną. Zawsze się całujemy na przywitanie, potem przez cały czas trwania schadzki i na koniec na pożegnanie.' Magrat momentalnie nabrała przemożnej ochoty zrobienia bukietu z nadrzecznych kwiatów symbolicznych, a jej dekolt pokrył się czerwonymi plamami. 'A gdzie się umówiłeś?', zapytała bezbarwnie, bezskutecznie próbując wtłoczyć jakikolwiek odcień emocjonalny w to pytanie. 'Pod ulubioną olchą', odparł informacyjnie, mając przed oczami czerwone jak owoce kaliny usta Erbii. Albo wóz albo przewóz, pomyślała ostatkami przytomności umysłu Magrat. Nie ma się co cackać, trzeba działać. Natychmiast. 'Aaa!', wrzasnął głośno choć krótko Eko-Olek, gdy Magrat jedną ręką przyparła jego głowę do pnia, jednocześnie swoim długim kciukiem i jeszcze dłuższym palcem wskazującym zaciskając mu nos, a drugą ręką wtłaczając w szeroko otwartą jamę całą kanapkę typu sandwich naraz. Czy to dla jak najszybszego złapania oddechu czy po prostu z głodu, wszystko sprawnie przeżuł i połknął. 'W sumie całkiem dobre ..', powiedział z uznaniem, szeroko nadal otwartymi oczyma patrząc na smukłą zielarkę. Zawsze pragnął kobiety silnej, zdecydowanej. 'Chuchnij!', rzuciła głosem nie znoszącym sprzeciwu. W sumie niepotrzebnie, bo właśnie mu się soczyście odbiło. Gdy po chwili odzyskała przytomność, uśmiechnęła się do młodzieńca, a w duchu pomyślała 'popracujemy nad tobą, jeszcze nie wszystkie zachody stracone, ha!'. 'Cholera. Teraz srać mi się chce, klucz był z antymonu ..' odparł z grymasem i wypiekami na twarzy.
A potem lodowiec wycofał się, zostawiając po sobie moreny, jeziora i kamienie...
E. Niziurski