Oczywiście- wygrałby Bezdennie Głupi Johnson! Nie zapominajmy, że choć Leonard ma wiecznie otwarty mózg, a na dodatek przystosowany do odbierania wszystkich bodźców, Bezdennie Głupi Johnson stał się już dawno katalizatorem wszystkich bodźców i przeistacza je w sposób tylko sobie znany. Jego pomysły, myśli-ba! cały mózg są czymś więcej niż ,,arcypiekielnie trudnym, prawie niemożliwym do odcyfrowania szyfrem”. To labirynt zamknięty ze wszystkich stron. To tylko ten placyk w środku labiryntu, otoczony pozamykanymi ścieżkami. Jak wyglądałby pojedynek? Proste. Bezdennie Głupi Johnson po prostu by stał, zupełnie beztrosko dzieląc bez trudu przez zero, natomiast Leonard starałby się go zrozumieć. W jego oczach pojawiłoby się szaleństwo. Powoli…maszyna do robienia kawy zostałaby połączoną z maszyną do latania, mając stworzyć coś, co pozwoli zrozumieć Bezdennie Głupiego Johnsona. Coraz nowe pomysły, coraz nowe arkusze papieru-zapisane, zgniecione, przerobione na samolociki i wymyślne orgiami. W oczach zapaliłby się ogień, pragnienie wiedzy, ZROZUMIENIA tej istoty, jaką jest Johnson. Ułożenie algorytmu na jego decyzje. Kodu na rozpracowanie jego myśli. Leonard nie straciłby nic ze swej dobroduszności- ale czy istnieje coś bardziej przerażającego niż staruszek z pasją i pełen determinacji do jej spełnienia? A Johnson? Postałby chwilę, podzielił przez zero wszystko co miał pod ręka, wliczając w to latawiec i gumę do żucia, a potem zostawiłby Leonarda, który by nawet tego nie zauważył, przez kolejne kilkadziesiąt lat zajętego rozsupływaniem mózgu Johnsona, który bez żadnego problemu zająłby się tworzeniem samo zjadających się śmieci( nie przyjęło się, bo zapach jakie wydawały przy bekaniu był gorszy od śmieci samych w sobie) oraz prądu na wodę( co było bardzo wydajne, jednak źle przyjęte przez społeczność zombi- zostali niespodziewanie zalani przypływem demograficznym). I choć Leonard przez wiele, wiele lat miał zajęcie, które pochłaniało go bez końca, w końcu umarł nie tworząc niczego nowego i nie rozwiązując największej zagadki swego życia , żyjąc w ludzkim zapomnieniu . A Johnson, zapytacie Państwo? Żył długo, szczęśliwie, wpadając na coraz to nowe pomysły, uszczęśliwiając nimi ludzkość i siebie samego , a umierając- został zapamiętany.
