Zmotywowana postem Joli z tematu o borzydliwościach (i na siłę szukająca wszelkich rozrywek, aby choć na chwilę porzucić rozwój form kancelaryjnych):
Biżuteria Świata Dysku jak wszystkie inne jego elementy posiada swoją symbolikę i noszona jest nie bez powodu.
O ile w "Kolorze magii" mnogość pierścieni i bransolet noszonych przez Liessę nie ma jeszcze głębszego znaczenia, a raczej odzwierciedla ilość "itemów" jakie noszą na sobie postaci z popularnych systemów RPG (pierścień +4 do ochrony, bransolety siły, naszyjnik niewidzialności..), o tyle w kolejnych cyklach wraz z ewolucją całego uniwersum ewoluuje też noszona przez bohaterów biżuteria.
Nie pamiętam wszystkich wymienianych elementów (a i czas nie pozwala mi zagłębiać się na nowo w treść książek), postaram się jednak podzielić moją ubogą wiedzą.
Czarownice:
O ile najstarsze z nich (Niania, czy Babcia) biżuterię uważają za coś niepotrzebnego (chyba, że za biżuterie uznamy spinki do włosów, albo półksiężyć, który nie ma być ładny, tylko spinać płaszcz), to już młodsze (Magrat, Annagramma, Petulia) uwielbiają "okultystyczną" biżuterię, pierścienie, naszyjniki, talizmany i amulety. Spory ich zapas znajduje się w Sklepie Boffo, jednak ich mistyczne działanie wydaje się mocno wątpliwe. Z całą pewnością jednak błyszczą się, podzwaniają i ładnie wyglądają.
Co ciekawe w przypadku nie do końca młodych czarownic Pratchett nie jest do końca zgodny sam ze sobą. Niania i Babcia biżuterii praktycznie nie noszą, tymczasem panna Skorek, czy Libella posiadają jej tyle, że spokojnie mogłyby iść w szranki z dziewczętami, którym wydaje się, że czarownictwo to kolczyki, bransoletki i pierścienie.
Pomostem pomiędzy "starym" i "młodym" pokoleniem wiedźm wydaje się być Tiffany - choć lat ma niewiele to jednak w wielu kwestiach zachowuje się jak doświadczona czarownica. Jeśli nosi biżuterię, to tylko taką, która MA ZNACZENIE - jak srebrny konik na łańcuszku.
Biżuteria lady t'Malii, wykładowczyni Szkoły Skrytobójców, również ma znaczenie, choć zgoła odmienne - zawartością jej pierścieni można by otruć niewielkie miasto.
Znacznie ciekawszym elementem jest sygnet należący do Patrycjusza. Jest to jedna z niewielu (a przynajmniej jedyna o której w tym momencie pamiętam) biżuteria należąca do mężczyzny (nie licząc koron, ale korony są z zasady przechodnie, więc nie należą tak naprawdę do nikogo). Sygnet ten, wykonany z stygium, materiału stworzonego do przebywania w cieniu, jest tak samo oszczędny i pozbawiony ozdób jak reszta garderoby i wyposażenia należącego do Vetinariego. Prostota w tym przypadku okazuje się jednak najlepszą ozdobą, bo chyba nikt nie jest sobie wstanie wyobrazić aktualnego tyrana Ankh Morpork w stroju (czy biżuterii) ociekającej zdobieniami.
Wspomniałam już o koronach - te najprawdziwsze, posiadające moc wynikającą z przebywania przez laty na wielu głowach, wyglądem przypominają sygnet Patrycjusza - w porównaniu z koronami trupy aktorskiej prawdziwa korona wydaje się biedna i nie warta uwagi.

