Odkopuję (bo to temat najbliżej tego, do czego chciałabym się odnieść, ze wszystkich które mi mignęły - widziałam jeszcze jakiś o różnicach w tłumaczeniu, ale aż tak rozdrabniać się nie planuję; jeśli chybiłam i/lub jest stosowniejszy do tego temat to przepraszam)
Przypadkiem ostatnio zdarzyło mi się czytać Pratchetta częściowo w tłumaczeniu i częściowo w oryginale. Wniosków mam kilka.
1. Zdecydowanie uważam polskie tłumaczenie za świetnie zrobione - owszem, są jakieś... Nie chciałabym nazwać tego przekłamaniami, ale... Niech będą "drobne różnice artystyczne" (jak zmiana
Cheery Littlebottom na
Cudo Tyłeczek), jednak nie uważam ich za wybitnie rażących. Polskie tłumaczenie doskonale zachowuje taki trochę gawędziarski dla mnie styl - mam wrażenie, jakby była to faktycznie snuta opowieść. Język jest bardzo ładnie zbalansowany - nie mam poczucia jakby był nadmiernie uproszczony, a jednocześnie to bliższym przyjrzeniu się nie widzę tam nic co by zmusiło mniej oczytane jednostki do skoku po słownik
2. Przeglądając forum trafiałam na opinie, iż Pratchett w oryginale jest raczej dość trudną lekturą (dokładniej: stanowi wyzwanie językowe w jakiś sposób). Oczywiście każdy subiektywnie ocenia to wedle swoich odczuć i możliwości, natomiast zaskoczyły mnie komentarze typu "Mówię dobrze/bardzo dobrze po angielsku, a i tak niezbyt mi idzie czytanie Pratchetta w oryginale".
Osobiście mówię płynnie po angielsku - to jest najdokładniej jak jestem w stanie to określić. Większość rzeczy rozumiem i umiem w miarę swobodnie się wypowiedzieć. Oczywiście często brakuje mi słownictwa bardziej fachowego czy precyzyjnego z danej dziedziny - podręcznik od matematyki czy fizyki może bym kontekstowo zrozumiała, ale do pojedynczych słówek pewnie i tak słownik by się przydał (tak jak w sumie po polsku w dziedzinach, w których się zbytnio nie orientuję, nic dziwnego). Nie mam jakiś certyfikatów ani nic, a jednak Pratchetta czytam bez większych problemów. Było słówko czy dwa które wymagały sprawdzenia w słowniku, ale dosłownie były to jak dotąd dwa słowa, a ostatnio musiałam po słownik języka polskiego przez Wiedźmina, więc nie liczę tego praktycznie

Zastanawiałam się trochę nad tym i doszłam do dwóch wniosków:
2.1 Chyba właśnie poniekąd ten swoisty gawędziarski ton jest winien. Po polsku nie czujemy aż tak gdy przechodzi z takiego... z braku określenia nazwę to minimalnie baśniowym stylem w taki niemalże potoczny, podczas gdy oryginał mam wrażenie jakby ukazywał prawdę o tym jak mówią Brytyjczycy. Moja nauczycielka by chyba dostała nerwicy na widok "we'd've gone" i w tym momencie (tak samo jak przy seplenieniu Igora) musiałam przeczytać na głos, by zrozumieć co to znaczy. Dlatego poniekąd męcząco się go czyta - nie ma gładkiego zapisu jak teksty podsuwane na zajęciach z angielskiego i przez to mam wrażenie będzie bardziej męczący do czytania dla ludzi, których angielski jest drugim językiem
2.2 Na podstawie właśnie eksperymentu z czytaniem sobie na głos oraz faktu, iż kiedyś słuchałam kawałka "Guards! Guards!" w audiobooku, być może to byłaby przystępniejsza forma? Dla ludzi, którzy mają więcej luk w używanym przez Pratchetta słownictwe czy nie umieją się skupić na audiobooku (bo np u mnie z tym różnie wygląda) to się może oczywiście nie sprawdzić, ale jak ktoś lubi słuchać książki a też miał problem z komfortem czytania po Świata Dysku po angielsku może audiobook byłby dobrym rozwiązaniem? Dopiero po przeczytaniu na głos "thur" staje się ewidentnie seplenionym "sir", a "we'd've" przyspieszonym "we had have" zamiast dziwną zbitką liter. Taka poniekąd luźna myśl
(tak, jestem świadoma, że dywagacje o angielskiej wersji to lekki offtop w tym temacie - jeśli byliby chętni do dyskusji na ten temat możnaby się pokusić o założenie oddzielnego)
"Zdrowy rozsądek to zbiór uprzedzeń zebranych do 18. roku życia" - A. Einstein
"Don't find fault, find a remedy; anybody can complain" - Henry Ford