przez Malcadicta » 6 kwi 2013, o 18:04
Ja tę serię czytałam w podstawówce i przeszłam krótką, lecz intensywną fazę uwielbienia dla niej. Ledwo kilka tygodni później sięgnęłam po nią raz jeszcze i opadła mi szczęka. Zwyczajnie nie potrafiłam zrozumieć, jak lubić coś takiego i przyszedł czas na intensywną fazę nienawiści.
Z perspektywy widzę to tak. Mogło być ciekawie. Jakby bohaterka miała więcej charakteru, a Edward jakieś wady - mogłoby być ciekawie. Niestety tylko mogło. Bo pierwsza książka jest o tym, jak to Bella kocha Edwarda, a Edward jakoś dziwnie mało intensywnie ją próbuje przekonać, że jednak nie będą się spotykać. Byłoby łatwiej, jakby jej powiedział "Hej, nie lubię cię, nie łaź za mną" zamiast "To jest dla ciebie zbyt niebezpieczne", ale to moja prywatna opinia. I nie potrafię zrozumieć która nastolatka zachowywałaby się jak Bella po stracie chłopaka. Jestem bliska jej wiekowi i nie potrafię znaleźć ani jednej osoby w moim otozeniu, która wpadłaby w półroczną depresję bo "jej chłopak wyjechał". Dalsze tomy zaś sprawiają wrażenie, że autorka postanowiła nie wybierać między pomysłami i zrealizować wszytskie.
Ami - miałaś takie rozterki w gimnazjum? Ciągle jeszcze do niego uczęszczam a takich u siebe nie odnotowałam. Z drugiej strony jesetm jedyną, tfu jedną z dwóch z osób ajkie znam i czytają Pratchetta, więc chyba nie jestem miernikiem.
The world is a tragedy to those who feel, but a comedy to those who think.
- Horace Walpole