przez Brethil » 8 sty 2013, o 21:42
Że ja też tego wcześniej nie odkryłam...
Lektury dzieciństwa, to jest "Bracia Lwie Serce" (którą to książkę uważałam dawniej za cholernie niesprawiedliwą, bo jak to tak, ten zdrowy umiera, a chory musi czekać) i "O psie, który jeździł koleją" (tego chyba tłumaczyć nie muszę?), "Chłopcy z Placu Broni" (Nemeczek, ale nie scena jego śmierci tylko wcześniej, gdy usiłuje zasłużyć na powrót do bandy).
Poza tym zawsze, ale to zawsze mam mokre oczy gdy w nostalgiczny sposób kończy się każda historia z której bohaterami się zżyłam. Czy to Kompania Wolanda, czy Dziewięciu Piechurów Pierścienia, czy Artur odpływający do Avalonu.
Nieodmiennie też do drżenia warg doprowadza mnie historia "małej, biednej racji stanu" skazanej na bycie marnym substytutem Cirilli. I bohaterstwo Pononki ("Mały Bizon").
Jeśli coś mnie wzrusza to fragmenty właśnie. Pozornie oderwany od całości opis - retrospekcja, czy wybieg w przyszłość, ale również poetyckie zawieszenie wzroku i uwagi "tu i teraz", zwrócenie uwagi czytelnika (i bohatera) na pozornie nieistotny szczegół, czy okruch czegoś, co nie pasuje do całości.Jak kwiat na pobojowisku, czy kot wynoszony ze zgliszcz przez Samsona Miodka.
Fairy tales do not tell children that dragons exist. Children already know that dragons exist. Fairy tales tell children that dragons can be killed.
[Chesterton]
"Wszystkie Małe Mi na świecie są praktycznie niezniszczalne"