Przeczytałam właściwie już trochę temu. Przegenialne. Kto się waha, niech się nie waha i czyta.
Cykl zainspirował mnie do napisania krótkiego opowiadania. Mojej wersji uratowana Jane. Może kogoś zainteresuje:
NOVERAIN Ciemne jak kawa oczy wpatrywały się w monitor. Były tak wielkie i niewinne, że Jane niemal zapragnęła ujawnić się. Od tak ukazać się w powietrzu. Coś jej mówiło, że osoba o takich oczach, nie może mieć ani drobiny zła w sobie. Rozsądek podpowiadał jednak, że nie ma człowieka, który nie kryłby w sobie choć cienia zła. Nie znaczy to bynajmniej, że nie ma dobrych ludzi. Ale ci dobrzy, umieją to zło kontrolować.
Właściciel ciemnych oczy miał smukłą i bladą jak trup twarz, a do tego poznaczoną bliznami, które jednak nie były w stanie zeszpecić młodzieńczego oblicza. Wargi chłopaka były cienkie, drżące. Włosy tworzyły nieład, jakiego pozazdrościłby Einstein.
Chłopak wyciągnął dłonie w stronę komputera. Pisząc nie spojrzał nawet na klawiaturę, jakby była przedłużeniem jego palców. Jane przypuszczała, że zna każdy jej detal na pamięć. Na monitorze wyświetlił się napis.
WIEM, ŻE ISTNIEJESZ.
Nie odpisała. Nie ufała mu. Zdążyła już poznać na tyle ludzi, żeby wiedzieć, że niewinne jak u dziecka oczy nie dają żadnej gwarancji, a bywają zgubne.
WIEM, ŻE TU JESTEŚ. POMOGĘ CI.
Milczała. Mogła to być zasadzka Kongresu. Z drugiej strony kongres i tak zdążył już ją wykryć. A przecież każda pomoc była bezcenna. Nie odpowiedziała jednak mimo wszystko.
Ciemnooki chciał napisać coś jeszcze. Zawahał się.
- Pozwól mi sobie pomóc – powiedział i po chwili dodał niepewnie – Słyszysz mnie?
Milczała. Nienawidziła siebie za to milczenie. Wielkie oczy patrzyły na nią pełne nadziei i smutku, a ona milczała.
- Chciałbym cię chociaż zobaczyć – szepnął. – pani Ansibl…
- Jane – była równie zdziwiona co chłopak, kiedy usłyszała swój głos – Jestem Jane.
- J-jestem… - jąkał się ciemnooki – Noverain.
Sprawiał wrażenie takiego niewinnego... Jane niemal uwierzyła mu, że chciał ją tylko zobaczyć. Zmaterializowała się w powietrzu. Już mniej podejrzliwa, a bardziej ciekawa.
Noverain westchnął.
- Jesteś taka piękna… - powiedział i zaczerwienił się natychmiast.
- Sama wymyśliłam sobie twarz – wyjaśniła, nie bez dumy.
Przyjrzała się mu po raz kolejny, tym razem uważniej. Całe ciało pokryte było bliznami lub szwami. Ręce od łokcia w dół były z metalu. Dopiero teraz zauważyła, że metalowe ma również prawe ucho również ma metalowe i znaczną cześć szyi.
- Kim jesteś? – spytała nie kryjąc ciekawości. W żadnych danych ze wszystkich komputerów stu światów nie znalazła informacji o jakimkolwiek Noverainie.
Spojrzał na nią, jakby nie rozumiejąc.
- Jestem Noverain – tym razem obeszło się bez jąkania.
- A ja jestem Jane – powiedziała.
Noverain kiwnął głową. Najwidoczniej jego metalowe ucho nie było podatne na sarkazm.
- Powiedziałeś, że chcesz mi pomóc – przypomniała – jak?
Chłopak patrzył na nią bezradnie. Westchnęła.
- Jedno mnie ciekawi, Noverain. W jaki sposób mnie wykryłeś?
- Jesteś wśród ansibl, czuję cię tam – powiedział Noverain i jakby magicznie, wszelki jąkanie zanikło. Widać było, że wkroczyli na znany chłopakowi grunt – Podłączyłem się, żeby posłuchać świata. Usłyszałem ciebie. A potem to, że chcą się zabić. Ale oni nie mogą tego zrobić. Nie kiedy dopiero cię poznałem.
Jak człowiek mógł ją wczuć? Usłyszeć, gdy tego nie chciała? Co ty ukrywasz Noverainie? I nagle zamurowało ją. Potrafiła swoją uwagę poświęcić wielu rzeczą jednocześnie. Nawet teraz prowadziła kilka rozmów na raz. Jednak coś ściągało ją tutaj. Całą uwagę. Lecz nie to bynajmniej wprawiło ją w osłupienie. Noverain funkcjonował w takim samym tempie co ona. Dla niej sekundy znaczyły godziny według ludzkiego odczucia. Żaden człowiek nie mógł myśleć tak szybko ani tym bardziej rozmawiać.
- Kim jesteś? – spytała jeszcze raz. – Tylko nie mów mi, że Noverainem.
Czekoladowe oczy patrzyły na nią bezradnie. Jane nie mogła odeprzeć wrażenia, że choć z koloru są jak gorzka czekolada, słodkie są jak mleczna.
- Pokaż mi jak się podłączasz – spróbowała.
Noverain uśmiechnął się blado, najwidoczniej zadowolony, że sprawy zeszły na znany mu temat. Zbliżył dłoń do komputera. Ku zaskoczeniu Jane jego wskazujący palec nagle zaczął się wydłużać i zmieniać kształt. Po chwili był już tylko siecią kabli, które oplotły urządzenie. Jane spojrzała w oczy chłopaka, lśniły metalicznie. I nagle poczuła go, we własnym ciele składającym się na sieć ansibla.
- Jak? – zdołała wydusić.
- Modyfikacja genetyczna – głos miał pewny, jakby metaliczny. - Zdołałem przebudować moje ciało tak, by było podatne na elektryczność i mogło łączyć się z wszelkiego typu urządzeniami zasilanymi przez prąd. A w szczególności, żeby było wstanie podłączyć się do ansibla.
- Musiałbyś zaszczepić sobie komputer w…
- …mózgu.
Wolna ręka odruchowo powędrowała do szwów na czole. Noverain uśmiechnął się.
Trzymali się za ręce wśród niewielkich iskier wyładowań elektrycznych. Jane nigdy nie przypuszczała, jak przyjemne może być takie trzymanie. Nie była już cieniem, iluzjom – zawieszonym w powietrzu hologramem. Noverain nie traktował jej jak komputera o przerośniętej inteligencji, ale jak osobę. Kiedy trzymał ją za rękę czuła, że naprawdę żyje.
Noverain, zanim zmodyfikował swoje ciało, był hakerem. Całe dnie spędzał wśród hologramów, w wirtualnym świecie. Podobno potrafił łamać najtrudniejsze hasła. Prawie nigdy nie wychodził z domu. Tworzył własne programy i własne komputerowe osobowości. Ale i to mu nie wystarczyło. Chciał połączyć się całkowicie z elektrycznym światem. Móc podłączyć się do sieci, pomieścić wszelkie dane we własnym mózgu, słyszeć wiadomości własnym uchem i zbliżyć się do prędkości z jaką działają komputery albo przewyższyć ją. Zaczął więc eksperymenty. O dziwo powiodły się. Pewnego dnia zaszczepił sobie komputer we własnym mózgu. Czerpał prąd własnymi rękami, aż sam nauczył się wytwarzać prąd w sobie. Tamtego dnia otworzył oczy i zobaczył cały świat. Poprzez setki tysięcy kamer, miliony wiadomości i gwar ludzkich głosów - spojrzał oczami miliardów komputerów.
- Jak to możliwie, że nic nie wiedziałam o twoim istnieniu? – spytała Jane.
- Nie szukałaś mnie. Nigdy nie założyłaś, że może żyć, ktoś taki jak ja – powiedział Noverain. – Ja szukałem cię niemal całe życie.
- Nie mogłeś wiedzieć, że istnieję, dopóki się nie podłączyłeś i wyczułeś mnie.
- Mimo to szukałem cię niemal całe życie – ciemne oczy lśniły metalicznie.
Dotknęła dłonią jego policzka. Niewielkie wyładowania elektryczne towarzyszyły zetknięciu się ich ciał. Zbliżyła się i zawahała. Spojrzała w brązowy raj jego oczu i momentalnie przestała się wahać. Iskry towarzyszył ich pocałunkowi.
- Jaka szkoda, że poznałam cie dopiero teraz – szepnęła do metalowego ucha. – Właśnie teraz, kiedy tylko dni dzielą mnie od śmieci…
- Jane – powiedział – nie pozwolę ci umrzeć.
- Nic już nie mów. Pocałuj mnie.
Pocałował. Długo, aż wszystkie iskry wytrzeszczały się do woli.
- Powiedziałem, że ci pomogę – szepnął. – Jane, chcę ci pomóc.
- Wiem, Noverain. Ale nie potrafisz. Nie wiem czy ktokolwiek potrafi.
- J-ja – zaczął. Jane zdziwiła się. Noverain nigdy nie jąkał się, kiedy był podłączony, mimo że jąkał się niemal cały czas kiedy nie był. Chłopak przełknął ślinę. – Przemyślałem sprawę i wiem, jak ci pomóc. Jest szansa, jest ogromna szansa na powodzenie…
- Ale? – spytała. To musi być naprawdę ryzykowne, myślała, skoro wspominasz mi o tym dopiero teraz. Czemu dopiero teraz? Szukała odpowiedzi w jego milczeniu. Nie znalazła.
- Jane, kocham cię – jego wolna ręka odruchowo powędrowała na serce, gdzie nie było szwów. Jeszcze.
Szukała odpowiedzi w milczeniu. Znalazła ją w geście.
Nie mogło się udać. Najbardziej prawdopodobnym skutkiem była śmierć Noveraina. Ale on powiedział, że jeżeli nie zaryzykuje, ona zginie. A jeżeli zginie, po co miałby żyć? Nie wahał się wtedy, kiedy połączył się z komputerem w jedno, nie będzie teraz, gdy może złączyć się z nią. Jane nie chciała, żeby podejmował się czegoś tak szalonego i tak głupiego. Ale on nie słuchał jej. Krzyczała. Noverain milczał i nie zmienił zdania. Wiedział, że Jane okłamuje samą siebie. Chciała żyć i miała nadzieję, że to co według niej udać się nie może, zadziała.
Obraziła się. Nastały dni milczenia. Dni, które przecież dla nich był jak kilka lat. Mimo to nie zdziwił się, kiedy wróciła. Czekał na nią. Z przygotowanymi narzędziami chirurgicznymi. Nie rozpłakała się, wiedziała, że jej łzy byłby tylko iluzją, hologramem. Sama przecież nim była.
- Jesteś gotowa? – spytał Noverain.
Kiwnęła głową. Nie wyglądał na zmartwionego ani niepewnego co do rezultatu ryzykownego zabiegu. Wręcz przeciwnie, cały czas uśmiechał się. Czekoladowe oczy kryły tylko ulgę. Nie mogła wiedzieć, że jest to ulga wywołana tym, że jest przy nim. Uśmiechał się nawet wtedy kiedy nożem przeciął własną skórę, barwiąc klatkę piersiową krwią. Kiedy funkcjonuje się dzięki energii elektrycznej, można zachować świadomość nawet operując własne serce. Nie to jednak było najbardziej ryzykownym elementem zabiegu. Może i serce jest wielce romantycznym miejscem, do wszczepienia sobie w nie ukochanej. Ale to mózg jest najważniejszy. Jeżeli Jane miała wykorzystywać energię elektryczną jego ciała, a także pamięć, musiała bezpośrednio połączyć się z mózgiem.
Uda się, mówił Noverain, już raz to robiłem. To nie może się udać, myślała Jane. Po jej policzkach płynęły łzy. Może i wszędzie indziej są tylko hologramem, ale nie tu. Nie kiedy Noverain ciął nożem własne serce. Po raz pierwszy w życiu Jane płakała. Nie miało to nic wspólnego z iluzją.
Nie mogło się udać. Udało.
Słyszała picie jego serca. Czuła je. To teraz moje serce, pomyślała. O każdej godzinie, każdego dnia będę je słyszeć.
Kocham cię, Jane. Rozległ się głos w jego.. jej umyśle. Ich umyśle.
Wiem, Noverain, bo ja też cię kocham. Trzymali się za ręce. Już nie była tylko hologramem. Jej ciało nadal pozostało eteryczne, potrafiła znikać i pojawiać się gdzie chciała. Teraz jednak czerpała znaczną ilość energii elektrycznej, dzięki czemu mogła chwytać przedmioty, a one nie przelatywały przez nią. Nie miała nerwów, żeby odczuwać wszystko tak jak człowiek. Ale czuła mrowienie, kiedy dotykała stołu i ciepło, gdy dotykała dłoni Noveraina.
Idź i powiedz swoim przyjaciołom, że żyjesz.
Wiesz, że mogę zrobić to jednocześnie będą tu.
A jednak poświęcasz mi całą swoją uwagę. Czuję twoją uwagę. Uwierz mi, to jest równie piękne, jak wypowiedziane przed chwilą słowa. Ale ja wciąż tu będę i ty będziesz przy mnie. Zawsze. W uchu, w mózgu i w sercu. Tymczasem oni wciąż boją się o twoje życie.Wyczuł, jak część niej odchodzi, zanim jeszcze skończył mówić. Jane była mu wdzięczna za słowa. Sama nie potrafiła zmusić się do tego, żeby rozproszyć swoją uwagę. Zaskakujące, przecież zupełnie niedawno nikomu nie poświęcała aż tyle. Tylko raz w życiu skupiła się tak mocno na jednej osobie. Niemal przez to później zginęła.
Czuję twój niepokój. Czego się obawiasz? Moje serce zawsze będzie twoje. Spojrzała w kawowe oczy przepełnione niewinnością i troską. One nigdy nie kłamały. Słyszała bicie jego serca. Wiedziała, że półki będzie je słyszeć, wszystko pozostanie właściwym w miejscu.