Niekoniecznie o Terrym...

Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

... i niekoniecznie o fantasy...

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Brethil » 12 lut 2012, o 19:07

Jak na razie za mną tylko "Gra Endera" przeczytana za namową mężczyzny.
Książka zdecydowanie zrobiła na mnie wrażenie. Zaciekawiła, wciągnęła, nie pozwoliła się oderwać. Chwilami przerażała, gdy zagłębiałam się w psychikę bohaterów i widziałam/wiedziałam, że najgorsze dopiero przed Enderem (patrz fragmenty rozmów dowództwa). Kulminację udało mi się przewidzieć, z czego jestem dumna :)

A jak się zapatrujecie na wieść o tym, że "Gra Endera" zostanie sfilmowana?
Fairy tales do not tell children that dragons exist. Children already know that dragons exist. Fairy tales tell children that dragons can be killed.
[Chesterton]

"Wszystkie Małe Mi na świecie są praktycznie niezniszczalne"
Avatar użytkownika
Brethil żeńska
Pandorka
 
Posty: 3188
Lokalizacja: Festung Breslau
Reputacja: 3122

Reklama

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Rince » 22 kwi 2012, o 20:29

Brethil napisał(a):A jak się zapatrujecie na wieść o tym, że "Gra Endera" zostanie sfilmowana?


Moim zdaniem to trochę jak z Pratchettem, nie da się tego sfilmować bez utraty głębi (OT. to jak kompresja z jpeg na gif;), niemniej każdy fan Carda pewnie i tak by obejrzał. Card to taka druga moja miłość po Pratchettcie. Wprawdzie nie obfituje w zabójcze dawki humoru, ale tematyka Space Opery, z mieszanką psychologiczno-militarno-społeczno-wstaw-co-chcesz wyjątkowo przemawia mi do gustu. Oczywiście sądzę, że seria o Enderze jest najmocniejszą kartą Carda, aczkolwiek wiele innych jego książek też przypadło mi do gustu. Szczegółowe opisy wiwisekcji są straszne, ale tylko pokazują, że autor nie boi się podejmować trudnych tematów/opisów.
Jako ciekawostkę powiem, że u Carda można znaleźć polskie akcenty, o czym świadczy chociażby opowiadanie "Chłopiec z Polski".
Rince - mag, poliglota, umiejący błagać o litość w kilkunastu językach, dzięki doświadczeniu, zdobywanemu zawsze wbrew woli, doprowadził do perfekcji niezwykle ważną umiejętność - zdolność przeżycia. KTO WCZEŚNIE SIĘ Z ŁÓŻKA ZBIERA, TEN WCZEŚNIE UMIERA...
Avatar użytkownika
Rince męska
Mag II stopnia
 
Posty: 222
Lokalizacja: Świat Dysku
Reputacja: 398

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Nobby Nobs » 5 maja 2012, o 21:45

Mam pytanko. W jakiej kolejności najlepiej czytać cykl? Znaczy cię Gra Endera, a potem Mówca Umarłych, czy najpierw Ender na Wygnaniu?
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Rince » 5 maja 2012, o 23:17

Nobby Nobs napisał(a):Mam pytanko. W jakiej kolejności najlepiej czytać cykl? Znaczy cię Gra Endera, a potem Mówca Umarłych, czy najpierw Ender na Wygnaniu?


Przyznam szczerze, że kiedy czytałem cykl o Enderze powieść "Ender na Wygnaniu" jeszcze nie była opublikowana, więc ciężko mi się wypowiedzieć na jej temat. Koniecznie muszę to nadrobić. Odnośnie pozostałych książek chyba najlepiej czytać w takiej kolejności jak się ukazały. Ta kolejność wydaje się najbardziej sensowna, gdyż każda kolejna książka jest kontynuacją poprzedniej, z wyjątkiem może Gry Endera. Różnica czasowa od jej zakończenia do rozpoczęcia Mówcy jest na tyle duża, że można ją pominąć bez dużych strat fabularnych. Mimo to, myślę, że najlepiej od niej zacząć swą podróż - zupełnie jak Ender ;)
A jeszcze lepiej zacząć od "Chłopca z Polski", krótkiej historii poprzedzającej całą serię, w której opisane jest... :roll:
A jeśli cały cykl o Enderze przypadnie Ci do gustu, jest jeszcze alternatywny cykl opowiadający tą samą historię z perspektywy innej osoby, czyli Saga Cienia. Nic tylko czytać :twisted:
Rince - mag, poliglota, umiejący błagać o litość w kilkunastu językach, dzięki doświadczeniu, zdobywanemu zawsze wbrew woli, doprowadził do perfekcji niezwykle ważną umiejętność - zdolność przeżycia. KTO WCZEŚNIE SIĘ Z ŁÓŻKA ZBIERA, TEN WCZEŚNIE UMIERA...
Avatar użytkownika
Rince męska
Mag II stopnia
 
Posty: 222
Lokalizacja: Świat Dysku
Reputacja: 398

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Elencza » 7 maja 2012, o 18:56

Cały weekend majowy dyskutowałam o Enderze z kolegą, widzę że na forum te same tematy :clap: Nawet szukałam dziś w antykwariacie którejś z książek Carda. Miłego czytania Nobby.
"Po prawej z głośnym wrzaskiem zawodu pękła cienka bariera pomiędzy namiętnym kochankiem, a kandydatem na świeżo upieczonego (za jakieś 9 miesięcy) ojca." M.Sobczak
Avatar użytkownika
Elencza żeńska
Mag IV stopnia
 
Posty: 779
Lokalizacja: Kielce
Reputacja: 636

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Melissa » 7 maja 2012, o 21:26

"Gra Endera" była świetna ze wszystkich wymienionych już w tym temacie powodów. Oprócz tego w dalszych częściach serii podobało mi się umieszczanie akcji w różnych kulturach, próby wczucia się w mentalność dalekowschodnią, o ile dobrze pamiętam był też wątek z Polinezją... Kto wie, może chwilami ta rzeczywistość jest trochę przerysowana, ale widać, że autor stara się przed napisaniem zrobić dobry risercz, dzięki czemu mamy migawkę z nie-europejskim sposobem myślenia.

Czytałam "Oczarowanie", ale jakoś specjalnie mnie nie oczarowało. Było jeszcze coś, co Scott Card pisał na spółkę z jakimś młodym autorem, ale całkiem mi się nie spodobało i nawet zapomniałam tytułu. Za to ciekawy pomysł pojawił się w "Badaczach czasu". Czytał ktoś?
Avatar użytkownika
Melissa
Mag III stopnia
 
Posty: 370
Reputacja: 571

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Rince » 8 maja 2012, o 11:22

Melissa napisał(a): Czytałam "Oczarowanie", ale jakoś specjalnie mnie nie oczarowało. Było jeszcze coś, co Scott Card pisał na spółkę z jakimś młodym autorem, ale całkiem mi się nie spodobało i nawet zapomniałam tytułu. Za to ciekawy pomysł pojawił się w "Badaczach czasu". Czytał ktoś?

Czytałem, powiedziałbym, że wiele ciekawych pomysłów tam się pojawiło, choć już części nie pamiętam. Naprawdę dobra książka. Spoza Enderowego cyklu poleciłbym jeszcze Mistrza Pieśni, dlaczego nie powiem ;)
Rince - mag, poliglota, umiejący błagać o litość w kilkunastu językach, dzięki doświadczeniu, zdobywanemu zawsze wbrew woli, doprowadził do perfekcji niezwykle ważną umiejętność - zdolność przeżycia. KTO WCZEŚNIE SIĘ Z ŁÓŻKA ZBIERA, TEN WCZEŚNIE UMIERA...
Avatar użytkownika
Rince męska
Mag II stopnia
 
Posty: 222
Lokalizacja: Świat Dysku
Reputacja: 398

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Nobby Nobs » 8 maja 2012, o 19:36

Tylko właśnie czytałam, że akcja Endera na wydnaniu obejmuje czas pomiędzy Grą Endera i Mówcą Umarłych, jak że autor postanowił opisać, co Ender robił między tymi dwiema powieściami. I teraz nasuwa się pytanie - lepiej czytać według kolejności wydania książek czy może według czasu toczenia się opowieści?

Grę Endera już przeczytałam i zresztą bardzo przypadła mi do gustu. Dlatego chcę sobie kupić kolejne części. ;)
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez tter282 » 8 maja 2012, o 20:23

Nobby - czytaj w kolejności ukazywania się. Zdecydowanie. OSC pisze mocno retrospektywnie (patrz obydwa "Cienie"), toteż sądzę, że taka kolejność jest najwłaściwsza.

Miłej lektury
Dumaj dumaj, carom nie budiesz...
Avatar użytkownika
tter282 męska
Anghammarad
 
Posty: 1348
Lokalizacja: Kraina Podziemnej Pomarańczy
Reputacja: 369

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Nobby Nobs » 8 maja 2012, o 21:22

tter282 napisał(a):Nobby - czytaj w kolejności ukazywania się. Zdecydowanie. OSC pisze mocno retrospektywnie (patrz obydwa "Cienie"), toteż sądzę, że taka kolejność jest najwłaściwsza.

O, i właśnie o to mi chodziło. Dziękuję :)
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Rince » 8 maja 2012, o 22:40

tter282 napisał(a):Nobby - czytaj w kolejności ukazywania się. Zdecydowanie. OSC pisze mocno retrospektywnie (patrz obydwa "Cienie"), toteż sądzę, że taka kolejność jest najwłaściwsza. Miłej lektury
To niepełna retrospekcja, bo nie Ender wraca myślami wstecz i to nie jego dawne myśli/uczucia/inne sytuacje są ukazane. Inna sprawa, że oczywiście ciągłość świata przedstawionego w cyklu o Enderze jest dość wiernie zachowania w Sadze Cienia. Niemniej jak najbardziej zgadzam się z tym, że najlepsze będzie czytanie po kolei - tym bardziej, że w nowej książce mogą (chociaż nie muszą) znaleźć się jakieś odwołania do tego co się zdarzy w książkach starszych w sensie daty wydania, ale nowszych w sensie chronologii wydarzeń ;)
Chyba nie zamotałem za bardzo? :mrgreen:
Rince - mag, poliglota, umiejący błagać o litość w kilkunastu językach, dzięki doświadczeniu, zdobywanemu zawsze wbrew woli, doprowadził do perfekcji niezwykle ważną umiejętność - zdolność przeżycia. KTO WCZEŚNIE SIĘ Z ŁÓŻKA ZBIERA, TEN WCZEŚNIE UMIERA...
Avatar użytkownika
Rince męska
Mag II stopnia
 
Posty: 222
Lokalizacja: Świat Dysku
Reputacja: 398

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Nobby Nobs » 9 maja 2012, o 18:57

Rozumiem o co Ci chodzi, Rince. I zapewne masz rację. Poza tym i tak zaczęłam już czytać Mówcę Umarłych. :)
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Nobby Nobs » 3 sie 2012, o 22:44

Przeczytałam właściwie już trochę temu. Przegenialne. Kto się waha, niech się nie waha i czyta. :)

Cykl zainspirował mnie do napisania krótkiego opowiadania. Mojej wersji uratowana Jane. Może kogoś zainteresuje:

NOVERAIN

Ciemne jak kawa oczy wpatrywały się w monitor. Były tak wielkie i niewinne, że Jane niemal zapragnęła ujawnić się. Od tak ukazać się w powietrzu. Coś jej mówiło, że osoba o takich oczach, nie może mieć ani drobiny zła w sobie. Rozsądek podpowiadał jednak, że nie ma człowieka, który nie kryłby w sobie choć cienia zła. Nie znaczy to bynajmniej, że nie ma dobrych ludzi. Ale ci dobrzy, umieją to zło kontrolować.
Właściciel ciemnych oczy miał smukłą i bladą jak trup twarz, a do tego poznaczoną bliznami, które jednak nie były w stanie zeszpecić młodzieńczego oblicza. Wargi chłopaka były cienkie, drżące. Włosy tworzyły nieład, jakiego pozazdrościłby Einstein.
Chłopak wyciągnął dłonie w stronę komputera. Pisząc nie spojrzał nawet na klawiaturę, jakby była przedłużeniem jego palców. Jane przypuszczała, że zna każdy jej detal na pamięć. Na monitorze wyświetlił się napis.
WIEM, ŻE ISTNIEJESZ.
Nie odpisała. Nie ufała mu. Zdążyła już poznać na tyle ludzi, żeby wiedzieć, że niewinne jak u dziecka oczy nie dają żadnej gwarancji, a bywają zgubne.
WIEM, ŻE TU JESTEŚ. POMOGĘ CI.
Milczała. Mogła to być zasadzka Kongresu. Z drugiej strony kongres i tak zdążył już ją wykryć. A przecież każda pomoc była bezcenna. Nie odpowiedziała jednak mimo wszystko.
Ciemnooki chciał napisać coś jeszcze. Zawahał się.
- Pozwól mi sobie pomóc – powiedział i po chwili dodał niepewnie – Słyszysz mnie?
Milczała. Nienawidziła siebie za to milczenie. Wielkie oczy patrzyły na nią pełne nadziei i smutku, a ona milczała.
- Chciałbym cię chociaż zobaczyć – szepnął. – pani Ansibl…
- Jane – była równie zdziwiona co chłopak, kiedy usłyszała swój głos – Jestem Jane.
- J-jestem… - jąkał się ciemnooki – Noverain.
Sprawiał wrażenie takiego niewinnego... Jane niemal uwierzyła mu, że chciał ją tylko zobaczyć. Zmaterializowała się w powietrzu. Już mniej podejrzliwa, a bardziej ciekawa.
Noverain westchnął.
- Jesteś taka piękna… - powiedział i zaczerwienił się natychmiast.
- Sama wymyśliłam sobie twarz – wyjaśniła, nie bez dumy.
Przyjrzała się mu po raz kolejny, tym razem uważniej. Całe ciało pokryte było bliznami lub szwami. Ręce od łokcia w dół były z metalu. Dopiero teraz zauważyła, że metalowe ma również prawe ucho również ma metalowe i znaczną cześć szyi.
- Kim jesteś? – spytała nie kryjąc ciekawości. W żadnych danych ze wszystkich komputerów stu światów nie znalazła informacji o jakimkolwiek Noverainie.
Spojrzał na nią, jakby nie rozumiejąc.
- Jestem Noverain – tym razem obeszło się bez jąkania.
- A ja jestem Jane – powiedziała.
Noverain kiwnął głową. Najwidoczniej jego metalowe ucho nie było podatne na sarkazm.
- Powiedziałeś, że chcesz mi pomóc – przypomniała – jak?
Chłopak patrzył na nią bezradnie. Westchnęła.
- Jedno mnie ciekawi, Noverain. W jaki sposób mnie wykryłeś?
- Jesteś wśród ansibl, czuję cię tam – powiedział Noverain i jakby magicznie, wszelki jąkanie zanikło. Widać było, że wkroczyli na znany chłopakowi grunt – Podłączyłem się, żeby posłuchać świata. Usłyszałem ciebie. A potem to, że chcą się zabić. Ale oni nie mogą tego zrobić. Nie kiedy dopiero cię poznałem.
Jak człowiek mógł ją wczuć? Usłyszeć, gdy tego nie chciała? Co ty ukrywasz Noverainie? I nagle zamurowało ją. Potrafiła swoją uwagę poświęcić wielu rzeczą jednocześnie. Nawet teraz prowadziła kilka rozmów na raz. Jednak coś ściągało ją tutaj. Całą uwagę. Lecz nie to bynajmniej wprawiło ją w osłupienie. Noverain funkcjonował w takim samym tempie co ona. Dla niej sekundy znaczyły godziny według ludzkiego odczucia. Żaden człowiek nie mógł myśleć tak szybko ani tym bardziej rozmawiać.
- Kim jesteś? – spytała jeszcze raz. – Tylko nie mów mi, że Noverainem.
Czekoladowe oczy patrzyły na nią bezradnie. Jane nie mogła odeprzeć wrażenia, że choć z koloru są jak gorzka czekolada, słodkie są jak mleczna.
- Pokaż mi jak się podłączasz – spróbowała.
Noverain uśmiechnął się blado, najwidoczniej zadowolony, że sprawy zeszły na znany mu temat. Zbliżył dłoń do komputera. Ku zaskoczeniu Jane jego wskazujący palec nagle zaczął się wydłużać i zmieniać kształt. Po chwili był już tylko siecią kabli, które oplotły urządzenie. Jane spojrzała w oczy chłopaka, lśniły metalicznie. I nagle poczuła go, we własnym ciele składającym się na sieć ansibla.
- Jak? – zdołała wydusić.
- Modyfikacja genetyczna – głos miał pewny, jakby metaliczny. - Zdołałem przebudować moje ciało tak, by było podatne na elektryczność i mogło łączyć się z wszelkiego typu urządzeniami zasilanymi przez prąd. A w szczególności, żeby było wstanie podłączyć się do ansibla.
- Musiałbyś zaszczepić sobie komputer w…
- …mózgu.
Wolna ręka odruchowo powędrowała do szwów na czole. Noverain uśmiechnął się.

Trzymali się za ręce wśród niewielkich iskier wyładowań elektrycznych. Jane nigdy nie przypuszczała, jak przyjemne może być takie trzymanie. Nie była już cieniem, iluzjom – zawieszonym w powietrzu hologramem. Noverain nie traktował jej jak komputera o przerośniętej inteligencji, ale jak osobę. Kiedy trzymał ją za rękę czuła, że naprawdę żyje.
Noverain, zanim zmodyfikował swoje ciało, był hakerem. Całe dnie spędzał wśród hologramów, w wirtualnym świecie. Podobno potrafił łamać najtrudniejsze hasła. Prawie nigdy nie wychodził z domu. Tworzył własne programy i własne komputerowe osobowości. Ale i to mu nie wystarczyło. Chciał połączyć się całkowicie z elektrycznym światem. Móc podłączyć się do sieci, pomieścić wszelkie dane we własnym mózgu, słyszeć wiadomości własnym uchem i zbliżyć się do prędkości z jaką działają komputery albo przewyższyć ją. Zaczął więc eksperymenty. O dziwo powiodły się. Pewnego dnia zaszczepił sobie komputer we własnym mózgu. Czerpał prąd własnymi rękami, aż sam nauczył się wytwarzać prąd w sobie. Tamtego dnia otworzył oczy i zobaczył cały świat. Poprzez setki tysięcy kamer, miliony wiadomości i gwar ludzkich głosów - spojrzał oczami miliardów komputerów.
- Jak to możliwie, że nic nie wiedziałam o twoim istnieniu? – spytała Jane.
- Nie szukałaś mnie. Nigdy nie założyłaś, że może żyć, ktoś taki jak ja – powiedział Noverain. – Ja szukałem cię niemal całe życie.
- Nie mogłeś wiedzieć, że istnieję, dopóki się nie podłączyłeś i wyczułeś mnie.
- Mimo to szukałem cię niemal całe życie – ciemne oczy lśniły metalicznie.
Dotknęła dłonią jego policzka. Niewielkie wyładowania elektryczne towarzyszyły zetknięciu się ich ciał. Zbliżyła się i zawahała. Spojrzała w brązowy raj jego oczu i momentalnie przestała się wahać. Iskry towarzyszył ich pocałunkowi.
- Jaka szkoda, że poznałam cie dopiero teraz – szepnęła do metalowego ucha. – Właśnie teraz, kiedy tylko dni dzielą mnie od śmieci…
- Jane – powiedział – nie pozwolę ci umrzeć.
- Nic już nie mów. Pocałuj mnie.
Pocałował. Długo, aż wszystkie iskry wytrzeszczały się do woli.
- Powiedziałem, że ci pomogę – szepnął. – Jane, chcę ci pomóc.
- Wiem, Noverain. Ale nie potrafisz. Nie wiem czy ktokolwiek potrafi.
- J-ja – zaczął. Jane zdziwiła się. Noverain nigdy nie jąkał się, kiedy był podłączony, mimo że jąkał się niemal cały czas kiedy nie był. Chłopak przełknął ślinę. – Przemyślałem sprawę i wiem, jak ci pomóc. Jest szansa, jest ogromna szansa na powodzenie…
- Ale? – spytała. To musi być naprawdę ryzykowne, myślała, skoro wspominasz mi o tym dopiero teraz. Czemu dopiero teraz? Szukała odpowiedzi w jego milczeniu. Nie znalazła.
- Jane, kocham cię – jego wolna ręka odruchowo powędrowała na serce, gdzie nie było szwów. Jeszcze.
Szukała odpowiedzi w milczeniu. Znalazła ją w geście.

Nie mogło się udać. Najbardziej prawdopodobnym skutkiem była śmierć Noveraina. Ale on powiedział, że jeżeli nie zaryzykuje, ona zginie. A jeżeli zginie, po co miałby żyć? Nie wahał się wtedy, kiedy połączył się z komputerem w jedno, nie będzie teraz, gdy może złączyć się z nią. Jane nie chciała, żeby podejmował się czegoś tak szalonego i tak głupiego. Ale on nie słuchał jej. Krzyczała. Noverain milczał i nie zmienił zdania. Wiedział, że Jane okłamuje samą siebie. Chciała żyć i miała nadzieję, że to co według niej udać się nie może, zadziała.
Obraziła się. Nastały dni milczenia. Dni, które przecież dla nich był jak kilka lat. Mimo to nie zdziwił się, kiedy wróciła. Czekał na nią. Z przygotowanymi narzędziami chirurgicznymi. Nie rozpłakała się, wiedziała, że jej łzy byłby tylko iluzją, hologramem. Sama przecież nim była.
- Jesteś gotowa? – spytał Noverain.
Kiwnęła głową. Nie wyglądał na zmartwionego ani niepewnego co do rezultatu ryzykownego zabiegu. Wręcz przeciwnie, cały czas uśmiechał się. Czekoladowe oczy kryły tylko ulgę. Nie mogła wiedzieć, że jest to ulga wywołana tym, że jest przy nim. Uśmiechał się nawet wtedy kiedy nożem przeciął własną skórę, barwiąc klatkę piersiową krwią. Kiedy funkcjonuje się dzięki energii elektrycznej, można zachować świadomość nawet operując własne serce. Nie to jednak było najbardziej ryzykownym elementem zabiegu. Może i serce jest wielce romantycznym miejscem, do wszczepienia sobie w nie ukochanej. Ale to mózg jest najważniejszy. Jeżeli Jane miała wykorzystywać energię elektryczną jego ciała, a także pamięć, musiała bezpośrednio połączyć się z mózgiem.
Uda się, mówił Noverain, już raz to robiłem. To nie może się udać, myślała Jane. Po jej policzkach płynęły łzy. Może i wszędzie indziej są tylko hologramem, ale nie tu. Nie kiedy Noverain ciął nożem własne serce. Po raz pierwszy w życiu Jane płakała. Nie miało to nic wspólnego z iluzją.
Nie mogło się udać. Udało.

Słyszała picie jego serca. Czuła je. To teraz moje serce, pomyślała. O każdej godzinie, każdego dnia będę je słyszeć.
Kocham cię, Jane. Rozległ się głos w jego.. jej umyśle. Ich umyśle.
Wiem, Noverain, bo ja też cię kocham.
Trzymali się za ręce. Już nie była tylko hologramem. Jej ciało nadal pozostało eteryczne, potrafiła znikać i pojawiać się gdzie chciała. Teraz jednak czerpała znaczną ilość energii elektrycznej, dzięki czemu mogła chwytać przedmioty, a one nie przelatywały przez nią. Nie miała nerwów, żeby odczuwać wszystko tak jak człowiek. Ale czuła mrowienie, kiedy dotykała stołu i ciepło, gdy dotykała dłoni Noveraina.
Idź i powiedz swoim przyjaciołom, że żyjesz.
Wiesz, że mogę zrobić to jednocześnie będą tu.
A jednak poświęcasz mi całą swoją uwagę. Czuję twoją uwagę. Uwierz mi, to jest równie piękne, jak wypowiedziane przed chwilą słowa. Ale ja wciąż tu będę i ty będziesz przy mnie. Zawsze. W uchu, w mózgu i w sercu. Tymczasem oni wciąż boją się o twoje życie.

Wyczuł, jak część niej odchodzi, zanim jeszcze skończył mówić. Jane była mu wdzięczna za słowa. Sama nie potrafiła zmusić się do tego, żeby rozproszyć swoją uwagę. Zaskakujące, przecież zupełnie niedawno nikomu nie poświęcała aż tyle. Tylko raz w życiu skupiła się tak mocno na jednej osobie. Niemal przez to później zginęła.
Czuję twój niepokój. Czego się obawiasz? Moje serce zawsze będzie twoje.
Spojrzała w kawowe oczy przepełnione niewinnością i troską. One nigdy nie kłamały. Słyszała bicie jego serca. Wiedziała, że półki będzie je słyszeć, wszystko pozostanie właściwym w miejscu.
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez hary0685 » 10 sie 2012, o 22:01

Też polecam, jak narazie przeczytałem pierwszy tom i wciąga jak chodzenie po ruchomych piaskach.

Jak znajdę chwilę czasu to mam zamiar wziąć się za następne, tylko najpierw muszę gdzieś je znaleźć.

Jednak Grę Endera pożarłem prawie z marszu w ciągu jednego lub dwóch wieczorów :)
- Vie pan, że innym określeniem ikonografa byłby "fotograf"? Od latacjańskiego słova "photus", które oznacza..
- "Skakać dookoła jak wariat i rozstawiać wszystkich po kątach, jakbyś był właścicielem"? - spytał William.
Avatar użytkownika
hary0685 męska
Wampirzy Fotograf
 
Posty: 2616
Lokalizacja: okolice Wroclove
Reputacja: 4184

Re: Orson Scott Card, czyli witamy w świecie Endera

Postprzez Bacha85 » 18 lis 2012, o 00:24

Z Grą zetknęłam się już w liceum, polecił mi ją kolega (obecny mąż zresztą :)) Zauroczyła mnie od pierwszych stron, od razu sięgnęłam po kolejne trzy tomy. Te spodobały mi się również choć są już zupełnie inne, bardziej kobiece.
Dobrze, że nie dawno była kolejne wydanie, bo jak sobie przypomnę ceny, jakie te książki osiągały na Allegro, to zgroza. Tak bym polowała, a tak kupiłam nowe wydania i tylko Gra mi się wyróżnia.
Ender na wygnaniu też nie jest zły, jest taki pośredni, miedzy pierwszą,a kolejnymi tomami, nie tylko ze względu na fabułę, ale również ze względu na to, na czym się skupia.

Z książek okołoenderowych, czytałam tylko Cień Endra, niby zły nie był, ale odniosłam wrażenie, ze to taki kupon odcięty od genialnej książki, wydany tylko po to, by troszkę zarobić

Z powieści Carda, czytałam jeszcze Mistrza pieśni, bardzo mi się spodobał. Akcja w takim enderowym świecie, fabuła pasjonująca i nie pozwalająca się oderwać

Ostatnią jego powieścią, która miałam okazję przeczytać, była Szkatułka, a to z kolei całkiem przyzwoity horror.

Co ciekawe nie lubię literatury Sci Fi i horrorów, a Card, jest jedynym wyjątkiem.
Na krzewie obok, miodowy ptak gniazdo buduje skrzydlaty,
patrząc na niego wspominam, jak zabrałeś mi moje kwiaty" Closterkeller- Cyan

"Så skapte hon mig i ulven grå
Och sade jag skulle åt skogen gå" Garmarna- Vedergällningen
Avatar użytkownika
Bacha85 żeńska
Mag IV stopnia
 
Posty: 624
Lokalizacja: Opłotki Gdańska
Reputacja: 891

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Niekoniecznie o Terrym...

Nie "Wypada" skądkolwiek. Po prostu "Wypada". Są rzeczy, które się Robi, i takie, których się Nie Robi. A rzeczy, które się Robi, Wypada robić Igorom.

Złodziej Czasu, dodał(a) grace

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron