emerencja napisał(a):Kto woli pogadać z Vimesem (zamiast ze Śmierciem) o tym co go boli?
Rincewind?

A odnośnie sir Samuela Vimesa warto zwrócić uwagę, jaką ewolucję przeszła ta postać. Nie da się ukryć, że nie jest ani wyjątkowo bystry, ani niezwykle silny, itp., ale ciągle się rozwija. Fakt, że początkowo, gdyby nie pomoc Vetinariego, Marchewy, tudzież innych postaci - wielu sukcesów by nie odniósł, ale z czasem coraz lepiej sobie sam radzi. Oczywiście Willikins ciągle wydaje się niezbędnym pomocnikiem, ale to w końcu "dżentelmen dżentelmena". A propos ewolucji, sytuacje pod komendą w Straży Nocnej czy "Pod Głową Goblina" w Niuchu pokazują jak wiele "gliniowatości" Vimes w siebie nabrał, ale i zrozumienia ludzkiej natury mu nie brakuje, którą to zaczął zbierać od rynsztoku. No i wreszcie wracając do sztuki przeżywania - która wydaje mi się być mocno niedoceniana, wprawdzie tu także komendant nie jest najostrzejszym nożem, ale zdecydowanie plasuje się w czołówce.
Czy to wszystko oznacza, że wygrywa ze Śmiercią - w żadnym wypadku, bo o ile Śmierć jako antropomorficzna personifikacja ma w tym starciu fory na starcie, o tyle nie spoczywa na laurach (tj. odbieraniu życia), ale ciągle robi coś, aby lepiej zrozumieć ludzką naturę - wspomniane już wypowiedzenie wojny Pracodawcom, wzięcie Morta na terminatora, zaciągnięcie się do Legii Cudzoziemskiej, ratowanie Strzeżenia Wiedźm, laurka z rudzikiem (bez rudzika) dla wnuczki, "przyjaźń" z Rincewindem - to tylko kilka przykładów.
Ogólnie przydałaby się jeszcze jedna książka, by przeważyć szalę na którąś stronę

Rince - mag, poliglota, umiejący błagać o litość w kilkunastu językach, dzięki doświadczeniu, zdobywanemu zawsze wbrew woli, doprowadził do perfekcji niezwykle ważną umiejętność - zdolność przeżycia. KTO WCZEŚNIE SIĘ Z ŁÓŻKA ZBIERA, TEN WCZEŚNIE UMIERA...