Na mojej półce leży dość spora kolekcja Pratchetta - podszedłem do niej, spojrzałem na przykładową książkę i zadałem sobie pytanie - "o czym ona była?". Mam zasadę, że nie czytam po dwa razy danej książki - jest naokoło tyle innych ciekawych tytułów, że nie ma sensu tracić czasu na wchodzenie do tej samej rzeki (kartki?). Uświadomiłem sobie jednak, że np. nie pamiętam totalnie co się działo w "Morcie". Chwyciłem książkę w dłoń i rozpocząłem pochłanianie...
To jest po prostu fascynujące, że czytając książkę po raz drugi tak świetnie się bawię! Z każdego hasła się jeszcze bardziej śmieję, przypominam sobie wszystko itd itd. Jak głupi latałem po domu i wszystkie fajne hasła czytałem rodzince:) W niedzielę na śniadanie mieliśmy embriony ptaków nielotów itd:). Po skończeniu Morta od razu zabrałem się za czytanie Kosiarza:) Wszystkie wydane książki pozwalają mi w końcu czytać daną serię po kolei:) Zdecydowanie polecam przeczytanie książek po raz drugi - na zasadzie umilenia czasu przed premierą kolejnej:)
Domyślam się, że to co piszę nie jest w ogóle odkrywcze, ale jakoś tak mnie tknęło, żeby opisać swoje małe przemyślenie
Co myślicie o powracaniu do Pratchetta i czytaniu po raz kolejny książek?