przeczytałam wczoraj i dziś wszystkie (znaczy, w liczbie czterech) posiadane przeze mnie książki Simona Becketta. można zauważyć, że całkiem wciągające, nie?
rzeczywiście, są opisowe, są obrzydliwie realistyczne - jednak chyba akurat na słowo pisane mam jakąś odporność (ewentualnie obejrzenie prawie wszystkich sezonów Bones pomogło), więc nie miałam problemu z rozkładającymi się zwłokami...
z kolei jedną z największych wad jest to, że w 1/3, najdalej w połowie każdej książki w głowie zapalała mi się lampka AHA MŁODA TO ON(A) UWAŻAJ. i, rzeczywiście, mordercą okazywała się postać którą podejrzewałam. jeśli podejrzewałam dwie, okazywały się współpracownikami.
za dużo kryminałów?

chyba tak, biorąc pod uwagę to, że już dawno temu czytałam spokojnie książkę - sam początek - kiedy mój brat zapytał czy wiem kto zabił. odpowiedziałam z głupia frant "listonosz, coś mi w nim nie pasuje". jedyne, co z siebie wydobył to "skąd wiedziałaś?".
psuja.