przez Brethil » 3 mar 2012, o 09:28
Mój głos idzie na jego łaskawość, jego ekscelencję diuka Ankh, komendanta sir Samuela Vimesa.
Po pierwsze za to, że miał styl. Co prawda "był to styl cyniczny, raczej mroczny, ale on go miał (...). Potrafił czytać trudne słowa i dodawać. To też było stylowe. Nawet upijał się ze stylem".
Pokochałam tą postać jeszcze wtedy, gdy był żałosnym (w oczach świata, a często i swoich) zapijaczonym dowódcą dwóch dekowników. Za pozę cynika, monologi wewnętrzne, przekonanie, że są rzeczy, które trzeba zrobić (choć nie jest ono przeciągnięte do granic możliwości jak u Marchewy), za starcia z możnymi tego świata (czy to smok, człowiek, wilkołak, czy mityczna groźna istota).
Z każdą kolejną częścią o Straży lubiłam go coraz mocniej. Cieszyłam się z jego związku z Sybil, który choć nieco zmiękczył Sama, to jednak nie na tyle, by zabrać mu którąkolwiek z cech, za które go tak polubiłam.
Cieszę się, że udało mu się zamienić stary nałóg na coś co jest zdecydowanie mniej groźne. To, że wciąż trzyma się cygar to doprawdy dowód wielkiego hartu ducha. Podobnie jak fakt, że jest absolutnie nieprzekupny.
Uwielbiam jego demonstracyjne golenie się starą brzytwą, niechęć do galowego stroju i ceremoniału, de-terminarzy i dokumentów w ogóle, chodzenie pieszo i rozpoznawanie miasta przez podeszwy.
Podziwiam to jakim jest mężem i ojcem. W pracy to człowiek surowy, można nawet powiedzieć, że zimny, a jednak w domu potrafi zasnąć otulony dziecięcym kocykiem, nosi źle zacerowane skarpety i punktualnie czyta synowi książeczkę.
Dopiero wstałam, oczy mi się jeszcze kleją (tak się kończy chodzenie spać o 4), ale gdyby mi się coś przypomniało to poproszę moderatora o doklejenie tutaj.
Fairy tales do not tell children that dragons exist. Children already know that dragons exist. Fairy tales tell children that dragons can be killed.
[Chesterton]
"Wszystkie Małe Mi na świecie są praktycznie niezniszczalne"