Wieża sztuk

Eter

Twórczość własna naszych forumowiczów

Eter

Postprzez Havelock » 31 sty 2012, o 00:25

Całkiem niedawno złapała mnie 'chcica' na napisanie czegoś ze ŚD. Tak mnie wierciła, kręciła i mąciła że jej uległem i skrobnąłem coś niecoś.

Przedstawiam Wam pierwszy fragment powieści z Williamem de Worde oraz Sacharissą Cripslock, pod tytułem "Eter". Fabuła jest w miarę wymyślona, oparta na niedawnych aferach medialnych.

-----------------------------------------------------------------
Rzeka Ankh-Morpork leniwie przepychała się przez swoje koryto, z zapałem wzburzonej Amazonki. Szumiała w kilku miejscach w wyniku ocierania tego, co badacze litościwie nazwali rzeczną wodą klasy 0, a w rzeczywistości było spokrewnione z betonem niż z czystą wodą o kamieniste dno i boki koryta. Gapie podziwiający rzekę z Mosiężnego Mostu podczas upałów mogli odpalić papierosa wykorzystując iskry jakie wydawały trące o siebie zwały wody i koryto.

Ogromną zaletą takiego stanu rzeczy było to, że można było czynić cuda, udając że chodzi się po wodzie. To nie było nic trudnego – ciecz w której nie porusza się nic żywego, z pewnością utrzyma coś bardziej ożywionego. Nie raz i nie dwa przyjezdni wieśniacy z Ramtopów i Klatchu tracili spore sumy, zakładając się z lokalnymi cudotwórcami. Dodatkowym plusem było to, że można szybko uciec na drugi brzeg i zniknąć w miejskim gąszczu.

Przez taką właśnie rzekę przechodził Aber – młody cudotwórca – stażysta. Wracał do domu na Mrokach, po zajęciach grupowych z bardziej doświadczonym twórcą cudów. I był szczęśliwy. Szczęśliwy z tego powodu że właśnie zbliżał się koniec roku szkolnego i w końcu uzyska upragniony dyplom ukończenia kursu o nazwie „Kurs perswazji i penetracji zasobów majątkowych połączony z badaniami hydrograficznymi rzeki Ankh-Morpork”.

Aber przekroczył rzekę i właśnie zbierał siły na podejście pod górkę usypaną w celu nie dopuszczenia do zalania ważnych części miasta masą betonopodobną, gdy usłyszał trzask. Nie myśląc wiele obrócił głowę. I zobaczył ciemność, niosącą jaśniejszą stronę życia.


W tym samym czasie* na Górnym Broadwayu wrzało. Dosłownie wrzało. Wóz wiozący ogromny kocioł z ołowiem do Mennicy wpadł w niekontrolowany poślizg wywołany końskim łajnem i w efekcie zalał ulicę warstewką płynnego ołowiu.

- To chyba taki pierwszy wypadek – mruknęła Sacharissa Cripslock do samej siebie – Choć nie zaszkodzi sprawdzić w księgach Niewidocznego Uniwersytetu – poprawiła fiołkowy kapelusz i wyprostowała się i głośniejszym tonem powiedziała – Dajemy na pierwszą stronę?
- Myślę że tak. Zawsze to jakaś sensacja – odpowiedział jej męski choć młodzieńczy głos, dobiegający zza pleców Sacharissy.
Dziennikarka odwróciła się.
- Zatem do dzieła – odparła z nieukrywanym uśmiechem. Podeszła do najbliższego osobnika w mundurze Straży Miejskiej, który stał tyłem do tłumu** i żywo gestykulował do podobnego osobnika, różniącego się jedynie wzrostem, rozmiarem i wyglądem.
- Przepraszam, Puls Ankh-Morpork. Możemy zadać kilka pytań?
Gestykulacje ustały i strażnik odwrócił się. Sacharissa szybko mrugnęła powiekami kilka razy i spytała.
- Kapral Nobby Nobbs jak mniemam?
Nieukrywany strach padł na kaprala Nobbsa, który zaczął się trząść jak osika na wietrze.
- Taaak, a o cooo choddzzi?
- Rutynowy wywiad do gazety. Co się konkretnie stało, jakie są szkody i co się stanie z winnym. To ostatnie proszę opisać bardzo szczegółowo, krew zawsze się sprzedaje… Zbladł pan.
Istotnie, Nobby wyglądał jakby zrobił przebieżkę po młynach i magazynach z mąką.
- To mój zwierzęcy magnetyzm się odzywa proszę pani.
Sacharissa wpadła w lekką konsternację, lecz próbowała ją zakryć, znów poprawiając kapelusik.
- No cóż, proszę go trzymać z dala ode mnie, ja tu jestem służbowo. Zatem, co się stało?
- Wóz z roztopionym ołowiem się wywrócił, psze pani.
- Jak to się wywrócił? Sam z siebie?
- Koń się poślizgnął o gó… łajno końskie, zgubił podkowę, która była felernie doczepiona do konia. Kto to widział aby przywiązywać ją na dwa sznurki? Trzeciego pożałowali... Chabeta pociągnęła wóz za sobą i oto efekt.
Dziennikarka była wyraźnie niezadowolona. Zaczęła żałować że poprosiła kaprala Nobbsa o udzielenie informacji. Tyle sama wiedziała bez pomocy człowieka-magnesu.
- No cóż, dziękuję.
Wróciła do młodzieńca, który przyglądał się sytuacji.
- Nie idzie ci zbytnio wyciąganie informacji od Straży, co?
- Och, każdy byłby kompetentniejszy i rozmowniejszy od kaprala. Trudno, będziemy improwizować.

Tłum powoli zaczął intensywnie rzednąć, ponieważ zbliżała się pora obiadowa a tej pory mieszkańcy nie zwykli przegapiać. W końcu ten odcinek Górnego Broadwayu stał się pusty. Zapanowała cisza, przerywana skwierczeniem gorącego ołowiu połączona ze smażeniem co głupszych owadów. Nic nie zmąciło spokoju. Nawet cień który przemknął przez okna i ściany i zostawił ślady gołych stóp na powoli stygnącym metalu.


* a przynajmniej mniej więcej podobnym – w końcu to Ankh!
** jak się później okaże, owy osobnik potrafi zawsze stać tyłem to tłumu, nawet gdyby go otaczał z każdej strony
-----------------------------------------------------------------
83% Vetinariego, 79% Babci, 65% Śmierci
http://www.havamal.cupsell.pl
Avatar użytkownika
Havelock męska
Mag I stopnia
 
Posty: 154
Reputacja: 251

Reklama

Re: Eter

Postprzez Draco Nobilis » 31 sty 2012, o 19:17

Czy mogę prosić o kontynuację? Nie przerywa się w takim miejscu.
Prawda jest nieosiągalna. Nie mówię jej, bo nie wierzę w jej istnienie.
Avatar użytkownika
Draco Nobilis żeńska
Mag III stopnia
 
Posty: 355
Lokalizacja: Stolica
Reputacja: 1016

Re: Eter

Postprzez Havelock » 31 sty 2012, o 21:20

Redakcje mają to do siebie że obojętnie co by się nie działo, atmosfera zawsze jest napięta i nerwowa. Pracownicy chłoną przestrzeń kipiącą emocjami, niczym gąbki wodę albo pijak alkohol. Rzecz w tym że i z gąbki woda wycieknie a alkohol zapragnie wyjść na światło słońca. Z reguły opróżniamy się z uczuć w domowym zaciszu, który od takiej chwili zaciszny nie jest. Czasami jednak zdarza się że moment uczuciowej defekacji gwałtownie przyspiesza i następuje chwilę po przyjęciu dawki człowieczeństwa. Taki moment nastąpił właśnie w redakcji Pulsu.

- Czyli myślisz że jestem złą dziennikarką, bo nie troszczę się o jedno zdjęcie? – wrzasnęła Sacharissa, z której strumyczkiem spływał puder maskujący niedoskonałości skóry. Mina pozbawiona barw maskujących mogła być zapowiedzią Armageddonu.
- Ależ wcale tak nie myślę! Po prostu zwróciłem uwagę na to że nie mamy zdjęcia, bo nikt nie powiedział Ottonowi że idziemy na miejsce wypadku – odparł William. Wiedział co robić w takich sytuacjach. Gdy w rodzinie de Worde chce się dożyć osiemnastych urodzin, należy mieć plan na każdą ewentualność, nawet na wybuch kobiecej złości.
- Ja mam mieć wszystko na głowie?! Jestem sekretarką, latam po mieście i piszę artykuły! Zero wdzięczności!
- Ależ nie mówię że nie masz mieć wszystkiego na głowie, tylko że mogłaś wspomnieć fotografowi…
- Aaaach! Jaka ja głupia byłam że zaczęłam tu pracować… Młoda, piękna z ambicjami, trafiłam do tej głupiej gazety i się tylko marnuję – rozległ się szloch, połączony z głębokimi wdechami przypominający duszenie się groszkiem.

William uznał że sytuacja stała się więcej niż krytyczna więc postanowił działać. Nie był to pierwszy wybuch Sacharissy ale nauczył się je poskramiać. Nie mógł jej zwolnić – była zbyt cennym członkiem zespołu i jako jedyna kobieta z miasta odróżniała kapitaliki i kapitału. Strata byłaby zbyt wielka. Podszedł do zrozpaczonej dziennikarki i czule objął.
- No, już, już, spokojnie. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Tak naprawdę to moja wina. Ja powinienem zawiadomić Ottona ale trudno, stało się. Grafik narysuje szybko rysunek i wstawimy go. Już lepiej?
- Tak – odrzekła łamanym głosem – Tak cię przepraszam, nie powinnam robić scen…
- Nic się nie stało, naprawdę – szybko odparł William. Z autopsji wiedział że poczucie winy znacznie przyspiesza kolejną awanturę – Muszę kupić coś w aptece na nerwy, bo niedługo ja tak wybuchnę – dodał w myślach.

Sacharissa odkleiła się od Williama, pozostawiając mokry ślad na marynarce i krwawy ślad szminki na chuście. Pocieszyciel otrzepał się i podszedł do swojego biurka, skąd wyjął pudełko czekoladek Loveloya, jednych z najlepszych na rynku. Wiedział że czekolada w takiej chwili zaleczy wszystko – od rozszalałych hormonów po arytmię. Podał jej czekoladkę i bacznie obserwował. Gdy tylko Sacharissa przełknęła kawałek, wyraźnie się rozpromieniła.
- No to jak słońce, zamykamy numer?
83% Vetinariego, 79% Babci, 65% Śmierci
http://www.havamal.cupsell.pl
Avatar użytkownika
Havelock męska
Mag I stopnia
 
Posty: 154
Reputacja: 251

Re: Eter

Postprzez Motopompa » 2 lut 2012, o 17:10

Nie lubię się czepiać języka i składania zdań ale muszę chyba.
Havelock napisał(a):Rzeka Ankh-Morpork leniwie

Awww. Rzeka nazywa się Ankh.

Havelock napisał(a): a w rzeczywistości było spokrewnione z betonem niż z czystą wodą

Zjadłeś coś.

Havelock napisał(a):ciecz w której nie porusza się nic żywego, z pewnością utrzyma coś bardziej ożywionego

Druga część zdania :?

Zmęczyłem do końca, ale już nie wypisywałem. Całość jest taka... "toporna" niezupełnie pasuje, całość jest jest taka
"kwadratowa", o.
Nie jest tak, że my, używając naszych mózgów, snujemy nasze opowieści, ale to nasze mózgi, używając opowieści, snują nas.
~ Daniel Dennett
♪♫♪♪♫•☼ ☾*♪♫.☮♡♪ (✿◠‿◠)♫❀♡♪♫•ღ♪♫•♪☾♫♪♪♫♡♡
Avatar użytkownika
Motopompa męska
Corvvin jest mądra i śliczna!!
 
Posty: 5675
Lokalizacja: Castelldefels
Reputacja: 5786


Powrót do Wieża sztuk

Lord de Nobbes miał teraz mnóstwo przyjaciół.
- W górę serca! Kto pierwszy dno zobaczy! - zawołał.
Ludzie aż piszczeli ze śmiechu.
Nobby uśmiechnął się radośnie do tłumu gości. Nie pamiętał już, kiedy tak dobrze się bawił całkiem ubrany.

Na glinianych nogach, dodał(a) grace

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników