Wieża sztuk

Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Twórczość własna naszych forumowiczów

Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Dicey Reilly » 19 sie 2011, o 17:53

Hello there :D Pozwoliłam sobie stworzyć zbiorek własnych pomysłów przelanych, a raczej przeklikanych na Worda.

Podejście pierwsze: Tydzień temu grając w badmintona wpadł mi do głowy jak na razie początek pewnej historii i niedługo później udało się myśli zamienić w słowa. Wszelkie okrzyki zarówno zachwytu jak i zgrozy mile widziane ;]
Aha, żeby oburzenia nie było informuję na początku: zdarzyły się dwa, trzy przekleństwa.

Władza cytrusa.

I Słońce widząc że wszyscy trzej jego synowie gotowi są do władzy dzierżenia, każdemu po jednym drzewku cytrusowym dał. Zarówno cytryna, grejpfrut jak i pomarańcza godłami trzech królewskich rodów stały się i dopóki każde z drzewek rośnie, dopóty równowaga na świecie zachowana zostanie.
- brat Rudy, "Geneza Monarchii".

Zarówno za dnia jak i w nocy pewna wąska uliczka w dzielnicy portowej pokryta była w ciemnościach. Nie żeby nad tą właśnie częścią miasta nigdy nie świeciło słońce lub obrażony księżyc nie kierował w jej stronę odbijanych promieni. Przyczyna była o wiele prostsza i nieoparta na nadprzyrodzonych mocach: między gęsto usianymi po obu stronach oknami rozwieszono setki sznurków, wiecznie obciążonych tysiącami wypranej odzieży, rzadziej bielizny. Niewielu dbało o posiadanie dodatkowych gatek a jeszcze mniej o noszenie jakiejkolwiek… W każdym razie kilometry materiału o wszelakim stopniu wilgotności zajmowały niemal całą możliwą przestrzeń. Nierzadko zajmowały także większość chodnika.
Każdy, kto znał miasto, wiedział dobrze że próba pokonania Alei Praczek biegiem była wspaniałą okazją dla mieszkańców do obserwacji wielu Piruetów Zawiniętych W Obrus Biegaczy Z Twarzą W Koszuli Zakończonych Wylądowaniem W Biustonoszu Marty Spod Szóstki.
Dlatego pędzący mężczyzna minął ją bez zbędnego zastanawiania się i skręcił dopiero przy następnym zakręcie. Dysząc ciężko nawet nie próbował się odwracać. Śmigające przy jego twarzy metalowe ostrza były wystarczającym dowodem na to że pościg jeszcze trwa. Wykonując skok nad smacznie śpiącym wyliniałym psem spojrzał na sekundę w górę. Przelatujące przez jego głowę modły do Boga Słońca zaczęły być jeszcze bardziej żarliwe, gdy zauważył na niebie jasne barwy.
*
Grupa pięciu Wojowników Nie Nazywać Nas Ninja mijała szybko kolejne budynki, skupiona na pędzącym przed nimi mężczyzną. Nie spodziewali się że cel może być tak dobrym biegaczem. Zdawał się mieć również niebywałe szczęście, gdyż jak dotąd żaden z rzuconych Pocisków Nie Nazywać Ich Shurikenami nie trafił.
Zauważyli, że po przeskoczeniu przez smacznie śpiącego wyliniałego psa gwałtownie skręca w lewo. Wojownicy Nie Nazywać Nas Ninja zrobili to samo (z małą różnicą: oni tylko minęli zwierzaka), dalej jednak nie poszło im już tak gładko – białe promienie wschodzącego słońca oślepiły członków grupy.
- Sukinsyn nie dość że szybki to jeszcze bystry. – mruknął jeden, gdy cel zniknął z pola widzenia.
- Dziwisz się? To student. – rzucił drugi członek piątki.
- Kleryk. – poprawił go pierwszy. – Studenci są w akademii, ten jest ze świątyni…
- Na jedno wychodzi. Cholera, mówiłem żeby teraz za nim nie lecieć, było już za póź...
- Cicho tam. – uciął kobiecy głos. – Rozejść się i szukać dalej.
*
Mężczyzna w końcu odkrył usta i odetchnął ciężko, widząc jak szare sylwetki rozpierzchają się w różne strony. Omal nie zwymiotował, gdy jego ciało uspokoiło się. Szybko zaczął grzebać w szacie nadal modląc się w duchu.
- Dzięki ci, o Wielki. – szepnął, gdy z ulgą zobaczył że pakunek nie doznał uszczerbku.
*
Adelo nadooobna, niosąca arbuuuzy,
Nie bądźże nieśmiaaała. przyjmij me całuuusy…!

- Zamknąć się, stare capy!
Dwójka chwiejących się mężczyzn sukcesywnie choć bardzo powoli parła przed siebie wzdłuż Alei Jaszczurzej. Pieśń wydobywająca się z ich mocnych gardeł niosła się echem do nieba razem z okrzykami wyrwanych ze snu mieszkańców.
Zobacz: mam dla cieeebie trzy niebieskie kwiaaaty,
Uśmiechnij się dooo mnie i zaproś do…

- Spieprzać z mojej karczmy!
Rozśpiewany duet stracił utrzymywaną dotąd równowagę w efekcie zderzenia z mężczyzną, który dosłownie wyleciał przez drzwi pobliskiego budynku. Każdy z trzech dżentelmenów spojrzał po sobie i ze szczerbatym uśmiechem uznali, że Słońce zadecydowało o tym niespodziewanym spotkaniu, po czym ruszyli dalej, nadwyrężając struny głosowe z jeszcze większym entuzjazmem.
*
- Doprawdy, nie trzeba było aż tak brutalnie. – zamiatający podłogę jasnowłosy młodzieniec spojrzał z uśmiechem na rudowłosą kobietę zamykającą drzwi, które niedawno minął z zaskakującą prędkością ostatni klient.
- Nie mam zamiaru tracić okazję do przespania się tylko dlatego że komuś nie wystarczy… Cholera, już świta.
- No i figa ze spania.
- Dupa, nie figa. – kobieta ruszyła w stronę kominka. Klnąc pod nosem położyła dwa polana na żarzące się resztki drewna. - Obudź młodego, niech piecze chleb.
Rozległ się huk otwieranych gwałtownie drzwi. Daika podwijając rękawy wstała szybko czując jak wściekłość uderza jej do głowy.
- Chyba kazałam ci spie… - urwała w pół słowa, widząc że nowoprzybyły nie jest niedawno wyrzuconym klientem, a chudym mężczyzną. Widząc charakterystyczną szatę i okrągły tatuaż na jego twarzy od razu rozpoznała w nim członka Bractwa Pomarańczy.
- Cóż za niespodziewany gość! – trzymający miotłę młodzieniec uśmiechnął się szeroko i gestem zaprosił kleryka. – Uciekliśmy z Bractwa? Dyscyplina dała nam w kość?
- Szukam siostrzenicy brata Burego. – kleryk puścił mimo ucha uwagi.
- O co chodzi? – Daika skrzyżowała ręce na piersi.
Kleryk w odpowiedzi wyciągnął w jej stronę rękę, dzierżącą pomiętą kopertę.
*
- Tym razem staruszek przesadził. – kobieta rzuciła list na stolik. Spojrzała ponuro na siedzącego naprzeciwko mężczyznę z tatuażem. Musiała przyznać że miał niebrzydką twarz. Lubiła gdy ktoś miał wpadnięte oczy i wąskie usta. Nie lubiła jednak jego spojrzenia: z iskierką dziwnej siły połączonej z bezbronnością, tak często widzianej u członków Bractwa. Nie uszło jej uwadze również to, że przez cały czas ściska dłonią niewielki obiekt, schowany pod warstwami szaty.
- Wiesz co pisze twój stryj?
Rudowłosa lekko zdziwiona spojrzała na siedzącego obok jasnowłosego.
- Ty wciąż tu jesteś? Miałeś obudzić młodego.
- Twoje ryki zrobiły to za mnie. Nie przeszkadzajcie sobie.
- Spadaj, Frugo…
- Brat Bury zapewniał mi, że pomożesz. – odezwał się kleryk.
- W liście twierdzi że dostałeś polecenie zawieźć do Cytrynowego Króla…
- Lorda Ganihe - wtrącił Frugo.
- …coś niezmiernie ważnego a ja mam ci pomóc.
- O, ciekawe. – znów wtrącił Frugo. – Czemu akurat Daika?
- Brat Bury zdradził mi, że przez kilka lat szkoliłaś się u Wojowników Nie Nazywać Nas Ninja i będziesz stanowić świetną ochronę.
Daika prychnęła.
- Nie stanowię żadnej przeszkody dla tych którzy osiągnęli choćby najniższy poziom Kciuk-tu. O czym dokładnie wspomina wujaszek? Co ma wprowadzić świat w nową erę?
Kleryk zaczął grzebać w szacie i wkrótce potem postawił na stoliku małą pionową skrzyneczkę. Jej wieko przypominało niewielką drewnianą klatkę. Daika i Frugo zbliżyli głowy by spojrzeć co jest w środku.
- Mamy nadstawiać karku dla jakiejś sadzonki? – spytał jasnowłosy.
- Jacy „my”? – Daika zwróciła się do kolegi.
- To nie jest jakaś sadzonka. To młode drzewko cytrusowe! – oznajmił kleryk tonem tak nabożnym, że opat Bractwa mógłby zbierać dym kadzideł do puszek i sprzedawać jako relikwię.
- Eee… A po co to Cytrynowemu Królowi? On ma własne drzewka, my mamy własne. Poza tym, dlaczego ta roślinka nie jest w pałacu?
- Znacie przepowiednię o Ostatnim Cytrusie?
- No ba. – odparł Frugo. Daika przewróciła oczami przypominając sobie chwilę z dzieciństwa, gdy pierwszy raz usłyszała od stryja mit zapewniający przybycie czwartego dziecka Boga Słońca, które miało stworzyć dzielnicę własnego, nowego kraju w miejscu zetknięcia się granic trzech państw. „A gdy mandarynka owoc pierwszy wyda, uzna Słońce że świat gotowy jest by Jego najmłodszy syn tron objął.”
- I co z tego?
- Ehm, no więc… TO jest mandarynka.
Gdyby nie dobiegający z zewnątrz hałas budzącego się do życia miasta w pomieszczeniu byłoby idealnie cicho.
- Niech zgadnę: Pomarańczowy Król, by utrzymać swój kraj w takiej postaci jakiej jest, skazał sadzonkę na śmierć a mój stryj uznał że Cytrynowy Król chętnie przechowa mandarynkę dopóki Słońce nie wykopie z domu najmłodszego podopiecznego?
Kleryk pokiwał głową, dodając że on inaczej by to ujął.
- I ty masz być damą do ratowania a ja wiernym rycerzem chroniącym twojej skóry?
Kleryk powtórzył obie czynności.
- No to klops. – rzekł Frugo.
- Wybacz, ale musisz znaleźć kogoś bardziej odpowiedniego. – Daika wstała i ruszyła ku drzwiom.
- Dostaniesz to o co prosiłaś od kilkunastu lat.
Kobieta zatrzymała się i spojrzała na mężczyznę z tatuażem.
- Brat Bury polecił mi to powiedzieć jeśli się nie zgodzisz. Zapewniam cię: nie wiem, co miał na myśli – kleryk dodał szybko, widząc groźne błyski w oczach rudowłosej.
*
Znów poczuła że ma pretensję do własnego losu. Od tylu lat nie pragnęła niczego poza spokojnym życiem i pewności każdego ranka, że wieczorem nie będzie mieć złamanych żeber lub w najlepszym przypadku jednego z palców. Słodka egzystencja niewyróżniającej się wśród tłumu obywatelki dobiegła końca. A przynajmniej zrobiła sobie przerwę.
Pięknie. Po prostu pięknie. Na dodatek ten bałwan uznał że pójdzie z nami… Jakby znowu chciał pokazać całemu światu jak to on dobrze rzuca nożami.
Spojrzała za siebie, na oddaloną już o kilkaset kroków bramy miasta. Stare kamienne bryły, doświadczone wieloma dniami upałów, deszczy, śniegu teraz wydały jej się równie kochane co najprzyjemniejsze wspomnienia. Skierowała wzrok na milczącego kleryka i uśmiechniętego od ucha do ucha Frugo. Jasnowłosy poprawił wypchane tobołki i uśmiechnięty patrzył przed siebie. Wyciągnął daleko przed siebie rękę i palcem wskazał ciągnący się przed nimi trakt.
- Ku przygodzie!
- Och, zamknij się.
------------------------------------
Czy będzie dalszy ciąg nie wiem, w każdym razie chciałam się z Wami podzielić tym fragmentem. Mam nadzieję że się lekko czytało :]

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Reklama

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Nobby Nobs » 19 sie 2011, o 19:59

Zacznę banalnym: to świetne. :) Czyta się jak najbardziej lekko i przyjemnie.
Duży plus za nazwy, tudzież imiona typu: Nie Nazywać Nas Ninja, Pociski Nie Nazywać Ich Shurikenami, Bractwo Pomarańczy czy Frugo.
Dicey Reilly napisał(a):Czy będzie dalszy ciąg nie wiem

Nie ładnie tak nie kończyć opowieści, gdy czytelnik ciekawy. :roll:
Dicey Reilly napisał(a):w każdym razie chciałam się z Wami podzielić tym fragmentem

Miło :P
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez nanny_ogg » 19 sie 2011, o 21:03

Nooo- Dicey, normalnie zostałam, ogględnie mówiąc, trzepnięta mocno w ośrodek zdziwienia :shock: :clap:
Everything in life I share, except of course my teddy bear.
Avatar użytkownika
nanny_ogg żeńska
Plantopecha
 
Posty: 2903
Lokalizacja: Albion...
Reputacja: 3912

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Olala » 19 sie 2011, o 22:57

Dobry styl, urzekają mnie nazwy, dialogi lekkie i błyskotliwe... no, no, ujawnił się kolejny talent literacki naszego forum. :) Jestem pod wrażeniem, czekam na ciąg dalszy. Zastanawia mnie tylko jedno: czy wszyscy tutaj piszą? ;-)
Olala żeńska
Mag II stopnia
 
Posty: 231
Lokalizacja: Warszawa
Reputacja: 374

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Marek_Sobczak » 19 sie 2011, o 23:00

daaa... Tak się porozumiewamy :P Składamy litery w słowa i...
Heh a na poważnie opowiadanie przyjemne i w lekkim absurdzie utrzymane. bardzo lubię takie. Markowi się podoba.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Elencza » 23 sie 2011, o 10:47

Dicey, z wielką przyjemnością czytałam. Kreacja świata humorystyczna, z dozą ironicznego realizmu i z polotem, nazwy własne wywołują uśmiech, język plastyczny, aż oglądałam się w biurze, czy reszta współpracowników przypadkiem nie usłyszała piosenki o Adeli.
Oświadczam jednak, że możesz zginąć marnie, powoli i w męczarniach, jeśli nie zamieścisz kolejnego fragmentu. To niedopuszczalne: stworzyć ciekawych bohaterów, by po jednym odcinku porzucić ich jak biedne sierotki.
"Po prawej z głośnym wrzaskiem zawodu pękła cienka bariera pomiędzy namiętnym kochankiem, a kandydatem na świeżo upieczonego (za jakieś 9 miesięcy) ojca." M.Sobczak
Avatar użytkownika
Elencza żeńska
Mag IV stopnia
 
Posty: 779
Lokalizacja: Kielce
Reputacja: 636

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Marcel » 24 sie 2011, o 11:21

Zamieszczony tekst ma jedną zasadniczą wadę, obecnie całkowicie go dyskwalifikującą i sprawiającą, że nie wrócę do niego, choćby sam diabeł stanął i nakazał: jest za krótki. Rozczytałem się, a tu nagle doopa! Bardzo nieładnie... Dopóki nie zobaczę całości zarzucam oficjalnego FOCHA Z PRZYTUPEM.

A tak na poważnie, to bardzo fajne, z niecierpliwością czekam na więcej.
Studentów można kochać lub nienawidzić, ale nie wolno ich bić po głowie łopatą.

Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? — Albert Einstein
Czyste biurko, czysty umysł. - Mustrum Ridcully
Avatar użytkownika
Marcel męska
Mag I stopnia
 
Posty: 109
Lokalizacja: Kraków
Reputacja: 241

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Dicey Reilly » 25 sie 2011, o 22:42

Dziękuję wszystkim za oceny. Muszę przyznać że wklejając poprzedni fragment nie miałam kompletnego pomysłu co by naskrobać ale wasze opinie zmotywowały mój mózg do jakiejś kreacji. Proszę, następna dawka: (już trochę mniej ironii coś czuję)

Nieprzyjemne obrazy zmusiły ją do świadomego obudzenia się, jednak nie otwierała oczu. Wzięła głęboki oddech, który szybko przerodził się w ziewnięcie niewyspanej osoby. Pragnęła, żeby moment zanim weźmie się do pracy potrwał choćby chwilę dłużej. Jej umysł zaczynał powoli pracować, porządkując rzeczy które musi zrobić zanim przyjmie nowych i stałych klientów, jednak zauważyła, że jej mózg odbiera dziwne sygnały z różnych aparatów zmysłowych.
Czemu tu jest tak twardo? Spadłam z łóżka czy co? Nie… przecież podłoga jest równa a tu… Aua! O, ciche chrapanie. Jakiś mężczyzna. Zaraz: ktoś śpi obok mnie?!
Momentalnie się podniosła otwierając szeroko oczy. Zaklęła – promienie wstającego słońca efektownie ją oślepiły. Znowu zaklęła: przecież jej pokój nie miał okien skierowanych na wschód. Pięknie, u gdzie ja wylądowałam? I jak?
Gdy wzrok wrócił do pożądanej funkcjonalności, znieruchomiała. Jej oczy powędrowały powoli po otaczających ją drzewach, przez delikatny dymek uchodzący z resztek ogniska, by wylądować na leżącym niedaleko niej osobie. Zaklęła, rozpoznając jasne loki Frugo. Co my do cholery robimy sami w lesie?
O nie…
Spojrzała po sobie. Jej ogłupienie wzrosło gdy zobaczyła że jest ubrana. Z drugiej strony poczuła dużą dawkę ulgi. Nadal siedząc pochyliła się w stronę blondyna i szturchnęła go mocno. Tak jak sądziła: najgorzej obudzić tego, co ma piękne sny.
- Buwrymburwm…
- Frugo! Wstawaj!
- No zaraz. – mruknął tamten nieprzytomnie, zakrywając twarz kocem. – Młody jeszcze nie piecze chleba…
Daika westchnęła usłyszawszy ponowne chrapanie, tym razem znacznie głośniejsze. Wstała na równe nogi i ziewając wyciągnęła ręce do góry. Drapiąc się po głowie zauważyła że znajdujące się nieopodal obce pakunki i - nie mogły należeć ani do niej, ani do Fruga. Dodatkowo niedaleko dogasającego ogniska pasły się trzy konie.
Zza drzew na prawo od niej wyłoniła się wysoka postać. Dopiero zobaczywszy twarz mężczyzny, mózg Daiki przezwyciężył wszelkie poranne blokady i kobieta wszystko sobie przypomniała. No racja, idę zmieniać świat…
- Niech Słońce będzie ci dziś przychylne.
- Tak, tak…
Zaczęła bezmyślnie grzebać w przepaściach kieszeni długiej spódnicy, patrząc jak kleryk kuca przy swoim bagażu i zdejmuje drewnianą osłonkę chroniącą młode drzewko mandarynki. Dobrze że się do niego nie modli, pomyślała, gdy ten dolał do doniczki niewielką ilość wody.
- Słuchaj, długo trzeba będzie czekać na pierwszy owoc?
- Kilka lat przynajmniej. Nie wiadomo jak jest z mandarynką, ale pomarańcza…
Głośne ziewnięcie Frugo odwróciło uwagę kleryka. Jasnowłosy przetarł oczy i spojrzał przytomnie przed siebie, zanurzając dłoń w zmierzwionych lokach.
- Niech Słońce…
- Tak, tak… - przerwał mu Frugo. Daika zawsze zazdrościła mu umiejętności szybkiego odzyskiwania jasności umysłu nawet po głębokim śnie. – Radziłbym ci nie używać mniszych pozdrowień, zanim nie dotrzemy do Kraju Kwitnącej Cytryny.
*
Skrzypienie otwieranych drzwi rozległo się echem po niewielkiej przestrzeni. Dotychczas pochylony nas pulpitem mężczyzna spojrzał ku wyjściu. Już kilka chwil wcześniej zdawał sobie sprawę kogo będzie miał okazję gościć. Tylko jedna osoba jaką znał i mogłaby go odwiedzić miała stopy, z których każda wydawała inny dźwięk podczas przemierzania kamiennej podłogi.
- W czym mogę pomóc, baronie?
W Krajach Kwitnących Cytrusów, dzieci podczas słuchania opowieści na dźwięk słowa ‘baron’ wyobrażały sobie grubego mężczyznę z butną miną. Baron Estat stanowił całkowite zaprzeczenie tej wizji. Był wysokim człowiekiem chudej postury, o inteligentnych oczach i zdecydowanym wyrazie twarzy, otoczonej czarnymi włosami, przyprószonymi na skroniach siwizną. Zawsze biła od niego chęć bycia silnym, czego najbardziej transparentnym dowodem było zrezygnowanie z podpierania się laską pomimo posiadania drewnianej nogi.
- Czy musi minąć kolejne pięć lat, zanim zaczniesz zwracać się do mnie po imieniu?
Brat Bury delikatnie zamknął wcześniej badaną książkę, odłożył okulary i spojrzał w zielone oczy. Znając dobrze rozmówcę nie dał się zwieść pozornie łagodnemu spojrzeniu.
- Jestem zwykłym członkiem Bractwa Pomarańczy, ty zaś jedną z najbardziej wpływowych osób w stolicy. Dzieli nas zbyt wiele poziomów bym uważał się za równego tobie, baronie. – odparł, wskazując zapraszającym gestem na stojące przy rozpalonym kominku krzesła. Badawczym okiem przyjrzał się jak mężczyzna siada. – Widzę że proteza działa bez zarzutów.
- Owszem. Noga była warta swojej ceny, choć rdzeń z drewna grejpfruta jest tańszy.
- Zapewniam że mężczyznom najlepiej służy cytryna.
- Wystarczy rozmów o mojej nodze. Jestem tu w sprawie zaginionego tej nocy drzewka mandarynki i ucieczki jednego z adeptów świątyni. Zarówno druga ze zgub jak i część ogrodu w której rosła sadzonka znajdowały się pod twoim nadzorem.
Brat Bury pokiwał powoli głową ze spokojną miną. Estat mimowolnie dotknął zawieszonego na szyi rzemienia z zasuszonym plastrem królewskiej pomarańczy.
- Zanim zacznę przesłuchanie dotyczące waszego uciekiniera chciałbym powiedzieć coś prywatnie. Ze względu na starą przyjaźń byłbym bardzo zasmucony słysząc że masz coś wspólnego z kradzieżą mandarynki. Król pragnie by roślina dojrzewała tam, gdzie wykiełkowała i nie będzie litosny dla tych, którzy pracowali nad dostarczeniem jej do innego władcy. – Estat poprawił ustawienie protezy i jego twarz przybrała beznamiętny wyraz. - Pozwól że zacznę…
O Wielki, pomyślał brat Bury godzinę później, patrząc na oddalające się plecy lekko kulejącego mężczyznę i krzyżujące się za drzwiami dwie halabardy. Nie pozwól by cokolwiek stało się tej dwójce.
*
- Słucham? – kleryk przeniósł spojrzenie z szyi dosiadanego konia na Frugo. Okazje na wyrwanie go z zamyślenia zdarzały się dość często i Daika starała się ich nie przepuszczać .
- Pytałam jak masz na imię.
- Jeszcze nie ukończyłem nauk, tak że nie posiadam imienia od Bractwa.
- No w porządku, ale jakie imię nadali ci rodzice? Tak, tak, wiemy że już nic nie może znaczyć na adepta…
- Bury.
- Dobra, żarty na bok, poważnie pytam.
- Ale ja poważnie odpowiedziałem.
Daika i Frugo wybuchli gromkim śmiechem. Ich reakcja była tak gwałtowna, że ich konie poruszyły się niespokojnie. Rudowłosa ocierając chwilę później oczy z łez z przyjemnością uświadomiła sobie, że już dawno tak mocno się nie śmiała. Odetchnęła głęboko, próbując opanować trzęsące się mięśnie. Uśmiechnięta od ucha do ucha rozejrzała się po gotowych do żniw polach pszenicy. Złote kłosy falowały powoli, przypominając taflę morską podczas zachodu słońce.
- Przyspieszmy. – rzuciła na tyle cicho, by usłyszała ją jedynie dwójka towarzyszy.
- Dlaczego? – szepnął Frugo, przerywając śmiech, po czym nadal rechotał, tym razem z wyraźną sztucznością.
- Nie ma wiatru. Szybko.
Jak jeden mąż spięli konie. Czując jak jej ocena wobec niepytającego o nic kleryka rośnie, spojrzała za siebie. Jej twarz przybrała surowy wyraz gdy dostrzegła wybiegające na trakt ciemne sylwetki. Z satysfakcją uświadomiła sobie że słuch nadal dobrze jej służy, gdy do jej uszu wśród tętentu kopyt dotarły trzaski łamanych gałęzi przed nią.
Nie zdążyła ostrzec Burego. Dwa cienie zeskoczyły z góry i wytrąciła mężczyznę z siodła. Zarówno ona jak i Frugo zawrócili szybko i bez zatrzymywania koni zeskoczyli na ziemię. Daika poczęstowała jednego z Wojowników Nie Nazywać Ich Ninja uderzeniem z pięści prosto w ucho. Widząc jak Frugo wyjmuje sztylet z szyi drugiego napastnika podniosła przewróconego kleryka. Nie zdążyła spojrzeć czy ma wystraszoną czy też spokojną minę, gdyż dotarła do nich reszta oddziału odzianych w ciemnoszare ubrania osób o zakrytych twarzach i utworzyła wokół nich krąg.
Nie czekając na pozdrowienia Frugo odpiął swój płaszcz i rzucił go w stronę agresorów, odsłaniając skórzaną kamizelkę, pokrytą dziesiątkami kieszonek, w każdej z których ukryty był cienki sztylet miniaturowych rozmiarów. Droga impreza, opisała ją Daika kilka lat wcześniej, gdy jasnowłosy po raz pierwszy pokazał jej zamówiony ubiór. Metalowe ostrza błysnęły w powietrzu podążając za lecącym jeszcze płaszczem.
Daika skoczyła do tyłu i unikając ciosu kucnęła wyciągając nogę w celu przewrócenia dwójki przeciwników. Jak można było się spodziewać po wytrenowanych członkach Czwartej Szkoły, obaj przewidzieli jej ruch i podskoczyli. Jednak ułamek sekundy później zauważyli znajdujące się milimetry przed ich twarzami palce, które wbiły się w konkretne punkty na szyi i po chwili padli na ziemię nieprzytomni. Nie zdążyli nawet zadziwić się nad szybkością godną mistrza.
- Trochę ich dużo. – rzucił Frugo.
- Ano. – odparła kobieta odparowując szybko zadawane ciosy niskiego przeciwnika. Jednocześnie podniosła pięść i syknęła gdy wycelowany w jej stronę pocisk przebił drewniany ochraniacz i zranił wierzch dłoni.
- Jak tam nasza dama w opresji?
Daika spojrzała w tył i wściekła patrzyła jak kleryk pada na kolana, mrucząc coś pod nosem. Skoczyła w jego stronę częstując jednego z napastników solidnym kopniakiem. Wojownik Nie Nazywać Go Ninja padł ogłuszony – nie spodziewał się że kobieta pod fałdami spódnicy może nosić nagolenniki z utwardzonej skóry. Kleryk nie wstał, tylko nadal klęczał, przyciskając do piersi ukryty w fałdach szaty pakunek. Chwilami do jej uszu dochodziły jego słowa.
- …wyciągnij rękę, blask nam pokaż…
- Może my też się pomodlimy? – usłyszała pytanie Frugo.
Kobieta parsknęła. Prędzej kupię połowę państwa, pomyślała. Zaklęła w duchu widząc że nie mają żadnych szans, jednak postanowiła nie poddawać się tak łatwo. Zanim wojownikom udało się unieruchomić trójkę (a raczej dwójkę, gdyż kleryk nie stawiał żadnego oporu), kilkunastu doznało złamań żeber lub kończyn, kilku zaś już nie było wśród żywych w efekcie pojawienia się na drodze rzuconych przez Frugo sztyletów.
Daika spojrzała gniewnie w oczy niektórych wojowników. I pomyśleć, że uczyłam się być taka jak oni…
- …prawda, która pokonuje zwątpienie. Ostrze przecinające wszelkie więzy…
Przewróciła oczami, gdy do jej uszu dotarły słowa Burego.
- Mógłbyś się przynamniej za… - urwała. Chwila moment, znam te słowa! - Frugo, natychmiast zamknij oczy! – rzuciła we wschodnim dialekcie.
- Że co?
- …dźwięk wypełniający ciemność. Złota sieć!
- Teraz!
Próbowała zacisnąć oczy tak mocno jak tylko mogła, jednak i przez skórę powiek mogła dostrzec jak przestrzeń wokół niej wypełnia oślepiające światło. Unosząca się wszędzie energia przyprawiła ją o gęsią skórkę. Szybko poczuła że ręce dotąd efektywnie uniemożliwiające jej wszelkie ruchy puszczają uścisk. Nie otwierając oczu machnęła ręką i kopnęła do tyłu, zadając cios dwóm osobom. Po chwili poczuła że blask zniknął.
- Przydatne. – odezwał się Frugo, widząc pokładających się z bólu wojowników.
Wszyscy obecni w promieniu kilkunastu metrów, z wyjątkiem trójki, ukrywali twarze w dłoniach, jęcząc żałośnie. Daika wstała z klęczek, rozmasowując nadgarstki. Że też nie pomyślałam o tym wcześniej: przecież w Bractwie doskonali się również sztukę inkantacji.
- Szybko. – kleryk ruszył w stronę koni. – Za kilka minut ból minie, niedługo potem odzyskają wzrok.
*
Powinna czuć wstyd z niepowodzenia. Powinna ze wzgardą patrzeć na powoli powracający do właściwego stanu oddział i rzucić choć jedną obelgę. Powinna tak jak kilka minut wcześniej mieć pretensję do losu że zostało przydzielone jej to zadanie.
- Za chwilę będziemy gotowi. – usłyszała za sobą.
Kiwnęła tylko głową, nadal patrząc w kierunku w którym prowadziły ślady zbiegłych. Powinna ponaglić podległą jej grupę i rzucić ganiące spojrzenie. Powinna czuć złość. Było jednak całkowicie na odwrót. Na widok jednej twarzy całe jej podejście do pościgu zmieniło się diametralnie. Teraz wiedziała że wykonanie zadania może przynieść jej więcej satysfakcji. Stojąc plecami do Wojowników Nie Nazywać Ich Ninja pozwoliła by uśmiech zadowolenia zawitał na jej twarzy.
- Kopę lat – szepnęła do przestrzeni przed nią. – Daika.

Miłej lektury.

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez tter282 » 26 sie 2011, o 05:34

Brawo brawo! Gratuluję pomysłów.
Dumaj dumaj, carom nie budiesz...
Avatar użytkownika
tter282 męska
Anghammarad
 
Posty: 1348
Lokalizacja: Kraina Podziemnej Pomarańczy
Reputacja: 369

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Marcel » 26 sie 2011, o 09:16

Mało! Ja chcę więcej! :twisted:
Studentów można kochać lub nienawidzić, ale nie wolno ich bić po głowie łopatą.

Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? — Albert Einstein
Czyste biurko, czysty umysł. - Mustrum Ridcully
Avatar użytkownika
Marcel męska
Mag I stopnia
 
Posty: 109
Lokalizacja: Kraków
Reputacja: 241

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Elencza » 26 sie 2011, o 12:56

"Król pragnie by roślina dojrzewała tam, gdzie wykiełkowała i nie będzie litosny dla tych, którzy pracowali nad dostarczeniem jej do innego władcy" - chyba powinno być litościw albo po prostu zmienić na będzie bezlitosny, nie będzie mieć litości.

W wielokrotnie złożonych zdaniach, których tak chętnie używasz, można się zagubić. Krótsze zdania lepiej oddają akcję i dynamizm - a Twoje opowiadanie jest ich pełne.

Jeszcze jedna uwaga, tak długi czas nieświadomości po przebudzeniu? Naprawdę tego nie rozumiem :roll: Ja mam tak jak Frugo, od razu w pełni przytomna i trudno mi uwierzyć odczuciom Daiki.

Czekam na kolejny fragment, czuj się mocno zmotywowana do dalszego pisania :clap:
"Po prawej z głośnym wrzaskiem zawodu pękła cienka bariera pomiędzy namiętnym kochankiem, a kandydatem na świeżo upieczonego (za jakieś 9 miesięcy) ojca." M.Sobczak
Avatar użytkownika
Elencza żeńska
Mag IV stopnia
 
Posty: 779
Lokalizacja: Kielce
Reputacja: 636

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Dicey Reilly » 26 sie 2011, o 17:37

O, dzięki za wszelkie uwagi, będę je miała na względzie następnym razem :D Szkoda że opcja edytowania juz wygasła bo zmieniłabym wyznaczony przez ciebie błąd ale cóż...
Co do nieświadomości po śnie - Daika po prostu taka jest ;) Wiem że to mało realistycze ale czułam że tak musi z nią być.

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Nobby Nobs » 29 sie 2011, o 18:55

Choć nakarmiony kolejnym odcinkiem mój brzuch czytacza dalej burczy donośnie, domagając się więcej i więcej porcji. :)
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Motopompa » 31 sie 2011, o 20:47

A ja myślałem, że "litosny" jest specjalnie :P
Pisz więcej, zobaczymy co z tego wyrośnie...
Nie jest tak, że my, używając naszych mózgów, snujemy nasze opowieści, ale to nasze mózgi, używając opowieści, snują nas.
~ Daniel Dennett
♪♫♪♪♫•☼ ☾*♪♫.☮♡♪ (✿◠‿◠)♫❀♡♪♫•ღ♪♫•♪☾♫♪♪♫♡♡
Avatar użytkownika
Motopompa męska
Corvvin jest mądra i śliczna!!
 
Posty: 5675
Lokalizacja: Castelldefels
Reputacja: 5786

Re: Nikt jeszcze nie wie co z tego wyrośnie...

Postprzez Marcel » 28 wrz 2011, o 10:00

Nie chciałbym być namolny, ale jakby Ci to powiedzieć: ME WANT MOAR!
Studentów można kochać lub nienawidzić, ale nie wolno ich bić po głowie łopatą.

Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? — Albert Einstein
Czyste biurko, czysty umysł. - Mustrum Ridcully
Avatar użytkownika
Marcel męska
Mag I stopnia
 
Posty: 109
Lokalizacja: Kraków
Reputacja: 241

Następna strona

Powrót do Wieża sztuk

Miotła leżała na dwóch kozłach. Babcia Weatherwax przysiadła na skalnym występie, a krasnolud o połowę od niej niższy, w fartuchu będącym właściwie tylko masą kieszeni, obszedł miotłę dookoła, od czasu do czasu stukając w nią palcem.
Wreszcie kopnął w witki i nabrał powietrza. Przypominało to odwrotny gwizd, będący tajemnym sygnałem wszystkich fachowców wszechświata, a oznaczający, że zaraz wydarzy się coś kosztownego.

Równoumagicznienie, dodał(a) Uuu!

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników