Wieża sztuk

Wampir cierpienia

Twórczość własna naszych forumowiczów

Wampir cierpienia

Postprzez Nobby Nobs » 16 sie 2011, o 21:41

Zaczęłam pisać kolejne opowiadanko (właściwie to już któreś z kolei od Czekolady, ale to ma największe prawdopodobieństwo ujrzenia zakończenia). A wiadomo, że o wiele przyjemniej się pisze, jak wie się, że jest ktoś, kto to potem przeczyta, właśnie dlatego zamieszczam je tutaj. Jestem otwarta na wszelką krytykę. ;)

Wampir cierpienia

Na skraju urwiska stały dwie postacie. Jednak wysoka i blada, druga drobna i smukła. Stały akurat na krawędzi, przed nimi wyzywająco roztaczała się pustka, ale prawdopodobnie schowałaby się w kąt zawstydzona, gdyby poznała ogrom pustki, która przepełniała ich samych. Mężczyzna popatrzył w zaczerwienione od łez oczy dziewczyny. Wyczuwał jej lęk, ale i zdeterminowanie. Odprężył się. Robił już to tyle razy… Tyle razy, że stracił już dawno rachubę. Chwycił jej ręce, nie urywając kontaktu wzrokowego. Już po chwili poczuł, od koniuszków palców pełznące coraz wyżej zimno…
...Bezradność od której nie można się uwolnić. Bezsilność niszcząca wszystko, zakopująca nadzieję. Właściwie nie ma już nadziei. Jest tylko rozpacz – bezkresna i niepowstrzymana jak huragan. jak tsunami. Łzy, cieknące strumieniami. Łzy, które nic nie dają. Smutek nie do wypłakania. Obrazy… Wrzaski kobiety przytrzymywanej przez dwóch potężnych mężczyzn, tylko trochę gorsze od wrzasków dochodzących zza zamkniętych drzwi… I stara kobieta, po której policzkach spływały spokojnie łzy… Za spokojnie, poczuł wściekłość do starej kobiety, do tego jej spokoju… Lodowatego spokoju w oczach.
Wrzaski, nieprzespane noce, koszmary… Mężczyzna o budowie drwala, chwyta drewnianą pałkę i zaczyna ją bić. Jej drobne ciało kuli się pod siłą ciosów. Ból, bezradność i strach przytłacza, sprawia, że jedyną opcją wydaje się ucieczka. Ale nie ma gdzie uciekać, nie ma jak uciekać, dlatego… Dlatego ucieka wewnątrz siebie. Ale tu, tu jest tylko pustka…

Przez mgłę cierpienia widział, jak do jej oczu napływa ulga. Na twarzy zalśnił delikatny uśmiech, który od tak dawna na niej nie gościł. Spróbował odwzajemnić go, ale nie potrafił. Napłynęła nowa fala smutku…
…i strachu. Noc, ona zamknięta w starej stodole, czuje smród znajdującego się obok chlewu. Jest brudna i obolała, ale przede wszystkim samotna. Skuliła się w kącie i patrzyła tępo w pustkę. Czekała, aż nadpłyną łzy. Ale one się nie pojawiły. Tylko pustka. Było zbyt źle, żeby płakać. Miała dość, już tego nie zniesie, ucieknie, a jedyną ucieczką jest śmierć. Mówili jej, że życie jest piękne, ale to brednie. Życie boli. Śmierć daje ukojenie.
Za starym wiadrem znalazła sznur, chwyciła go i zaczęła wiązać pętle. Wtedy drzwi otwarły się z hukiem. Tępo popatrzyła na wchodzącego bladego mężczyznę. Nigdy wcześniej go nie widziała. Powiedział je, żeby się nie bała i że jej pomoże. A ona zaśmiała się ochryple. Kłamca, pomyślała i rozpłakała się, gdy zabierał jej sznur.

Puścił jej ręce, oderwał wzrok. I natychmiast zapomniał o niej, właściwie zapomniał o całym świecie, była tylko pustka. A raczej dwie pustki – ta przed nim i ta w nim. Zrobił krok do przodu, by je połączyć.

Na dnie wąwozu leżał powyginany nienaturalnie mężczyzna. Był zdecydowanie martwy, jako że nic żywego nie mogło tak wyglądać. Małe futerkowe zwierzątko przyglądało mu się uważnie, siedząc na pobliskim głazie. Najwyraźniej na coś czekało.
-Ej, ty! Wstawaj – zaczęło niepewnie, poczym dodało złośliwie. – Jak się sępy zlecą, wtedy to będzie zabawnie.
Postać pozostała niewzruszenie tak mało żywa, jak tylko martwy potrafi.
Zwierzak westchnął i czekał dalej.
Ciało poruszyło się ledwie dostrzegalnie. Niebawem rozległo się zduszone stęknięcie i postać powoli wstała. Kark, który jeszcze przed chwilą był skręcony, wrócił do swej naturalnej pozycji. Mężczyzna otrzepał niedbale znoszony frak i uśmiechnął się niepewnie do zwierzaka.
- Miło się spadało? – zagadnął zwierzak.
- Bywało gorzej – odparł mężczyzna. – A teraz wybacz, ale mam sprawy do załatwienia.
- No proszę, a jakie to sprawy sprowadzają szanownego wampira do Wąwozu Niepewności? – zakpił zwierz.
Mężczyzna przyjrzał się mu. No tak, prawdopodobnie zwykły człowiek nie wstaje sobie od tak po skoku z wysokiego urwiska. Nic więc dziwnego, że zwierzak domyślił się, że jest wampirem. Zresztą nienaturalnie blada cera i tak zawsze go zdradzała.
- Mam tu… klienta – odparł tylko.
- A może klientkę?
Wampir przeszył go wzrokiem. Zwierzak przeniósł nerwowo ciężar ciała z łapki na łapkę.
- Ja… no, jestem jej… tego, agentem. Mam cię do niej zaprowadzić.
- Och. Tak, oczywiście. W liście nie było dokładnego adresu.
- Pewnie dlatego, że my tu nie mam adresów.
Stali chwilę w milczeniu.
- To chodźmy… Właściwie jak ci na imię? – spytał wampir.
- Horacy – odparł rudy zwierz – ale i tak wszyscy zwą mnie zwierzakiem. Właściwie to nie wiem czemu. Ja tam na nich nie mówię człeki. Też mam prawo mieć imię.
Zmarszczył gniewnie nosek, oburzony tą niesprawiedliwością.
- Makarada – rzucił wampir. – Idziemy.
- Makarada?– zdziwił się zwierzak. – A co to za imię?
- Tak się składa, że moje.
Zwierzak wzruszył ramionami, zeskoczył ze skały i pomknął w noc. Makarada nie zwlekając ruszył za nim.
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Reklama

Re: Wampir cierpienia

Postprzez ZaczymajCzas » 17 sie 2011, o 00:18

Nobby Nobs napisał(a): Jednak wysoka i blada, druga drobna i smukła.

Masz tu drobną literówkę. Nie pomyśl, że się czepiam czy coś, po prostu pomyślałem, że jeżeli piszesz to na komputerze i będziesz się później chciała gdzieś jeszcze z tym pokazać, to będzie estetyczniej. ;>
Nobby Nobs napisał(a): Puścił jej ręce, oderwał wzrok. I natychmiast zapomniał o niej, właściwie zapomniał o całym świecie, była tylko pustka. A raczej dwie pustki – ta przed nim i ta w nim. Zrobił krok do przodu, by je połączyć.

Bardzo mi się podoba ten fragment. Ma w sobie coś, czego nie umiem dokładnie określić... No, ale jest naprawdę elegancki.
Nobby Nobs napisał(a): Zwierzak przeniósł nerwowo ciężar ciała z łapki na łapkę

Aż się zaśmiałem przy tym. Ładnie napisane.


Co do samego opowiadania, to jest całkiem ciekawe i z chęcią przeczytam kolejne jego odsłony. Wyrabiasz sobie ciekawy styl pisania, aczkolwiek, wydaje mi się, że momentami trochę za dużo powtórzeń jest. Z tym, że to wcale nie wpływa jakoś negatywnie na całokształt. Tak więc - pisaj, pisaj.* ;D

*lub po prostu pisz, jak wolisz, w każdym bądź razie, nie marnuj talentu. ;>
WSZYSTKO, CO ZASZŁO, POZOSTAJE ZASZŁE.
- Co to za filozofia?
JEDYNA, KTÓRA DZIAŁA.
Avatar użytkownika
ZaczymajCzas męska
Student Magii
 
Posty: 50
Lokalizacja: Tarcza Zegarka
Reputacja: 57

Re: Wampir cierpienia

Postprzez Dicey Reilly » 19 sie 2011, o 17:58

Podoba mi się xD
Pierwsza częśc miała moc dzięki tym wspomnieniom za to druga miała sympatyczny klimat. Masz porządne pióro, Nobby, bardzo je lubię. Kto wie, może kiedyś znajdę w empiku na półce bestsellerów jakieś twoje dziełko?

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: Wampir cierpienia

Postprzez Olala » 19 sie 2011, o 23:00

Nowy tekst, jakże się raduje moje serce. :D Lubię Twój styl, jest naprawdę solidny, mam tylko wrażenie, że czasem jest za poważnie - ale z drugiej strony, trudno tak nie pisać o pewnych tematach. Czekam z niecierpliwością, co będzie dalej. Aha, i uwielbiam Twoich futerkowych bohaterów, nie lubisz za bardzo pisać o ludziach... i jestem w stanie to zrozumieć. ;-)
Olala żeńska
Mag II stopnia
 
Posty: 231
Lokalizacja: Warszawa
Reputacja: 374

Re: Wampir cierpienia

Postprzez Nobby Nobs » 20 sie 2011, o 13:51

Dziękuję wszystkim za miłe słowa ;)
A oto kolejny fragment:

Szli długo, nie podziwiając widoków, jako że nie było za bardzo czego podziwiać. Krajobraz ograniczał się do szarych skał, wynurzających się z gęstej mgły niby statki widmo. Nie były to nawet jakieś szczególnie ciekawe głazy – nie miały zabawnych ani groźnych kształtów. Jeśli patrzy się na coś wystarczająco długo, owo coś zaczyna przypominać stwory, śmieszne zwierzaki czy właściwie cokolwiek. Spoglądając na te kamienie, dochodziło się jedynie do wniosku, że są to jak najbardziej kamienie. Jeżeli już ktoś chciałby je jakoś określić, najlepszymi przymiotnikami były: szare i nudne. Jednak prawdopodobnie nikt nie kłopotałby się nawet poświęcać im więcej niż ukradkowe spojrzenie. To głazy, które stawały się tłem nawet wtedy, gdy były na pierwszym planie. Bardziej interesująca od ich (choć właściwie na ten tytuł zasługiwało prawie wszystko) wydawała się mgła - miała w sobie coś złowieszczego i tajemniczego.
Niebawem znikły już nawet nieciekawe kamienie. Całą przestrzeń wypełniała wilgotna biel. Było tu niebywale zimno, co wampir przyjął z zadowoleniem. Mniej entuzjastycznie powitał chłód zwierzak – biedak trząsł się cały.
Makarada zaczął się niepokoić, jako że było coś niepokojącego w tej mgle. Ewidentnie nie była ona naturalna. Zdawała się też być smutna, co przecież nie powinno się zdarzać normalnej mgle. Wampir jednak doskonale umiał wyczuwać smutek, a ta mgła płakałaby, gdyby miała łzy, którymi mogłaby płakać.
Potem przyszły szepty, a z nim zrozumienie. Makarada zdał sobie sprawę, gdzie się znajduje i wcale mu się to nie spodobało.
- Horacy – syknął. – Gdzieś ty mnie zaprowadził!
- Ciii – zwierzak popatrzył na niego błagalnie. – One nie lubią hałasu…
Nie lubiły, to prawda. Właściwie nie lubiły wszystkiego, co kojarzyło im się z życiem. Nie chodzi o to, że nienawidziły go, ale też go nie kochały. Po prostu za nim tęskniły. Nie cierpiały więc tego wszystkiego, co do życia było podobne albo co o życiu im przypominało, bo zbyt bolesne było wspominanie, czegoś co utraciły i już nie dane było im odzyskać i to przez wieczność. W wąwozie więc nigdy jasno nie świeciło słońce, nie było zwierząt ni roślin. Mgła nigdy nie opuszczała tego miejsca, tak samo jak chłód i cisza, która składała się z nigdy nie ustających szeptów.
Kiedy Makarada szedł, szepty owinęły go, jakby za wszelką cenę chciały być wysłuchane, a właśnie trafiła im się para uszy. Niektóre był płaczliwe inne rozgniewane, jedne chciały sprawiedliwości drugie jedynie spokoju, niektóre mówiły o strasznych cierpieniach inne o ogromnej utracie, z którą nie da się pogodzić. Sporo szeptało o zapomnieniu, którego wszystkie pożądały. Każde z nich było natomiast smutne i martwe. Nie było bowiem żadnych ust, z których mogły by paść słowa, więc tak naprawdę szeptów się nie słyszało, zdawało się je czuć, niby obietnica zdań.
Na dnie Wąwozu Niepewności znajdował się dom duchów, którego ścianami była mgła.
Wampir żałował, że w ogóle postanowił przyjąć to zlecenie, już teraz domyślał się, że i tak jest niewykonalne. Jednak taką miał zasadę – nigdy nie odmawiać. Nigdy też nie brał zapłaty za swoją pracę. Od tamtego czasu, gdy zdecydował się wykonywać to, co wykonuje, postanowił szerzyć swe usługi dla każdego. Świat był pełen ludzi i innych istot, skłonnych do popełnienia samobójstwa. On oferował, że popełni je za nie.
Kiedy więc dostał list, wyruszył w drogę niewiele myśląc. Treść była następująca:
Niezwłocznie potrzebuję Pana usług. Proszę udać się do Wąwozu Niepewności.
Ta Która Popełnić Pragnie Samobójstwo

Rzadko kiedy dostawał listy. Zwykle wędrował z wioski do wioski a klienci znajdywali się sami. Zazwyczaj też nie oni prosili o pomoc, lecz ich bliscy, którzy zauważyli nietypowe zachowanie i obawiali się najgorszego. Wiele osób podobnych było do dziewczyny, którą ostatnio uratował. Przechodził obok tej starej stodoły i wyczuł ją oraz jej zamiary. Nauczył się wyczuwać samobójców, jak zwykły wampir wyczuwa dziewice w zwiewnych koszulach. Uratował ją, choć ona wcale o to nie prosiła.
Sunąc wśród szeptów, stracili poczucie czasu, jakby czas był zbyt przeznaczony dla żywych, by istnieć w tym martwym miejscu. Zbliżyli się do ściany skalnej, na której znajdowało się wejście do jaskini. Nie zwlekając zanurzyli się w jej mroku.
Nie zaszli daleko – tunel, którym szli okazał się ślepy.
- I co teraz? Nie mów, że zabłądziłeś – Makarada zwrócił się do Horacego, ale zwierzaka już nie było.
Na środku jaskini niewielka eteryczna kulka unosiła się nad ziemią, świecąc swym słabym szarym światłem.
Makarada znał duchy. Niektórzy myślą, że wyglądają jak ludzie, tylko że są jeszcze niematerialne i przeźroczyste. Są tacy, którzy za ducha potrafią wziąć białe prześcieradło. Jednak prawdziwe duchy nie przypominają człowieka, a tym bardziej nie prześcieradła, nawet jeżeli te jest białe i powiewa.
- Ta Która Popełnić Pragnie Samobójstwo? – spytał.
Tak.
- A więc, to ty mnie wezwałaś – stwierdził oczywiste Makarada. – Jednak na darmo. Nie możesz popełnić samobójstwa, ponieważ nie masz ciała, które mogłabyś zabić ani nie masz też życia, którego mogłabyś się pozbawić.
Na pewno jest sposób.
- Nie jest mi znany – odrzekł spokojnie.
Znajdź sposób… proszę. Błąkam się od tak dawna po dnie wąwozu, że już prawie nie pamiętam mojego życia. Ale byłam piękna za życia, wiedziałam co to radość. Tutaj nie ma czegoś takiego jak radość… Tylko rozpacz, przez całą wieczność.
Duch zalśnił smutno.
- Rozumiem cię, ale nie mogę ci pomóc.
Nie! Wcale mnie nie rozumiesz! Nie możesz mnie zrozumieć! Nie wiesz jak to jest, kiedy nagle ze świata znika wszystko co dobre, radosne i piękne, pozostawiając tylko bezdenny smutek i nostalgię. Chciałabym płakać, ale bez ciała nie ma łez. Ludzie nie wiedzą, jakie mają szczęście, mogąc płakać, kiedy tylko chcą. A wiesz co jest najgorsze? Nie sama śmierć, ale każdego dnia wspominanie jej. Chciałabym zapomnieć, ale duchom dane tylko zapomnienie o rzeczach radosnych. A wiesz jak umarłam? Zabawna historia, uśmiejesz się!

Byli poszukiwaczami. Szukali skarbów, wszelkich magicznych mieczy, pierścieni czy nawet skarpet, o ile mogły one zaoferować bogactwa, nieśmiertelność lub spełnienie. Nie chodzi o to, że jakoś szczególnie pożądali tego. Po prostu lubili podejmować wyzwania.
Tym razem podążali tropem Chochli Zniszczenia. Jak na razie nie doszli do tego, co owa chochla im da. Nie było nawet pewne czy Chochla Zniszczenia rzeczywiście jest chochlą, czy może czymkolwiek innym – w tym fachu nazwy niezwykle często bywają mylące. Właściwie nie wiedzieli nic poza tym, że grozi im Klątwa.
Pewnego dnia, podobnego do kilku poprzednich dni, które mijały sobie spokojnie, gdy oni tymczasem przedzierani się przez gąszcze tej przeklętej dżungli, nagle zza drzewa wyskoczył obłąkany dziadek. Pluł śliną, przewracał oczami i wznosił drżące ręce w górę.
- Biada! – krzyczał. – Biada, wam, którzy poszukują darmo Chochli Zniszczenia! Klątwa na wasze ciała, przekleństwo na dusze! Biada!
Poczęstowali go herbatą, po której, ku ich satysfakcji, znacznie rzadziej powtarzał „Biada!”. Nikt nie przejął się nim poważnie. Ludzie zbyt często myślą, że klątwy i zaginione skarby zawsze występują parami.
Niepokój dał o sobie znać dopiero, gdy tą samą wieść ogłosili im kolejno: wodnik, dziewczynka widmo, mroczny głos, ptakowężomyszopodobne monstrum, a nawet drzewo.
Jednak nie rezygnowali, byli wszak Poszukiwaczami!
Gogola wcale nie chciała być poszukiwaczką, ale właściwie nikogo to nie interesowało. Jej ojciec był odkrywcą skarbów, a przednim dziadek i pradziadek. Z jakiegoś niezrozumiałego dla niej powodu, ten fakt zadecydował, kim w życiu będzie. Tak naprawdę chciała piec torty i mieszkać z dala od wszelkich dżungli. Miała na nie alergie. Objawiało się to tym, że za każdym razem jak w nie wkraczała, automatycznie psuł się jej humor. Może nie puchły jej od tego wargi ani nie wyrastał krosty, ale przecież alergia ma w sobie coś więcej niż tylko kichanie.
Tak więc mimo, iż wolałaby teraz siedzieć w kuchni, Gogola szła w szeregach poszukiwaczy skarbów, tylko dlatego, że na czele kroczył jej ojciec i nie miała serca go zawieść.
Gdzieś koło południa z nieba spadła Chochla Zniszczenia. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że nie jest to naturalna kolej rzeczy. Skarby powinny być głęboko zakopane albo ukryte w jakiejś świątyni, pełnej pułapek. Nigdy nie spadały od tak z nieba. Chochla z resztą nie wyglądała jak należy. Nie lśniła, nie posiadała aury tajemniczości ani nie sugerowała, że skrywa jakąś odwieczną tajemnice. Była drewniana oraz bardzo stara i właściwie to wyczerpuje temat.
Stali zdezorientowani i niepewni, co uczynić. Jak jeden mąż popatrzyli w górę i jak na dany znak, z nieba sfrunęła kartka papieru. Gogola chwyciła ją.
- Chochla Zniszczenia nieszczęście przynosi, nie dotykaj jej, śmiertelniku – przeczytała.
- To.. kto ją podnosi? – spytał ktoś.
- Ale przecież jest napisane, żeby nie dotykać! - spróbowała Gogola, choć znała ich na tyle dobrze, iż wiedziała, że jest na przegranej pozycji.
- Nie przejmowałbym się tym – odparł jej ojciec. – Gdyby naprawdę było się czego obawiać, nie pisaliby o tym. Nikt kto zastawia pułapkę, nie umieszcza przed nią tabliczki z napisem „Uwaga! Jeśli staniesz w tym miejscu, wpadniesz do dołu z jadowitymi wężami!”. Najwidoczniej kartka z blefem to jedyne na co ich stać.
Reszta pokiwała głowami, to miało sens.
- Ale… gdyby jednak? – spytał ktoś niepewnie.
- Jeśli nie dotkniemy jej, nigdy się nie przekonamy –rzekł ojciec Gogoli, używając swego najmocniejszego argumentu.
Nikt nie protestował, gdy podszedł do Chochli Zniszczenia i z najwyższą ostrożnością, podniósł ją.
Nic się nie wydarzyło. Rozległy się westchnienia ulgi.
- No widzicie. A nie mó… - zaczął ojciec Gogoli, lecz nie dokończył, gdyż Chochla Zniszczenia właśnie wybuchła.
Najpierw zrobiło się bardzo gorąco. Ból, który przepełnił jej ciało, stał się nie do zniesienia. Chciała krzyczeć, lecz nie mogła… Potem było już tylko lodowato zimno. Wtedy Gogola popatrzył na świat oczami, których nie miała, jako że była duchem. Wszystko wydawało się szare i mgliste, jakby spoglądała na otaczające ją rośliny z bardzo daleka. Nie należała już do tego świata i było to dotkliwie odczuwalne.
A jako że zbyt bolało oglądanie życia wokół nich, którego zostali pozbawieni, dusze byłych poszukiwaczy zawędrowały do wąwozu o nieciekawych kamieniach, obarczeni klątwą, która nie pozwalała im odejść na wieczny spoczynek.

Stali naprzeciwko siebie, pogrążeni w milczeniu.
- Wiesz, że oczekujesz ode mnie czegoś niewykonalnego – powiedział cicho wampir.
Znów cisza, wypełniająca swym brakiem dźwięku kolejne minuty.
A gdybym… Gdybym miała ciało?
- Wtedy tak, popełniłbym za ciebie samobójstwo – odparł Makarada. – Ale nie masz przecież ciała, w tym właśnie kłopot.
Mogłabym mieć…
Duch zalśnił, poruszony jakąś wewnętrzną wizją.
Zdobądź dla mnie ciało.
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Wampir cierpienia

Postprzez Dicey Reilly » 21 sie 2011, o 20:02

Powiem krótko: pomysł jest przedni. Wampir pełniący usługi zastępstwa w samobójstwie? Dla mnie bomba! Jestem pod wrażeniem. Wielkim xD Chce-my więcej! Chce-my więcej!

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: Wampir cierpienia

Postprzez Nobby Nobs » 24 sie 2011, o 20:35

Dzięki, Dicey. :) A oto więcej:

Zwierzak podreptał za oddalającą się postacią.
- Czekaj!
Makarada westchnął. Horacy podbiegł do niego zdyszany i uśmiechnął się niepewnie.
- Ja, tego, idę z tobą!
- Właściwie to zamierzałem lecieć, a o ile mi wiadomo nie masz skrzydeł – wampir zawahał się. – Nie masz, prawda?
- Nie… Oczywiście, że nie – bąknął Horacy.
- Właściwie jakim ty jesteś stworzeniem? – zainteresował się nagle Makarada.
Zwierz wyglądał na zakłopotanego.
- Tego… - zaczął nerwowo pocierać łapkę o łapkę. – To bardzo krępująca kwestia.
- Tak? – nie ustępował Makarada.
Horacy zmienił się we włochatą kupkę nieszczęścia.
- Właściwie, mówiąc szczerze tak naprawdę ja… tego, nie wiem.
- Nie wiesz?
- No przecież mówię, że nie wiem – zirytował się zwierzak. – Porzucono mnie w tym wąwozie, kiedy jeszcze byłem bardzo mały. Wychowałem się sam. Jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś, kto by wiedział, kim tak w ogóle jestem. Wszyscy myślą, że ja powinienem wiedzieć… Ale, no, nie wiem.
Wampir wzruszył ramionami.
- Ja nie wiem na pewno – powiedział. - Za to wiem, że lecąc będzie szybciej.
- A wiesz w ogóle, gdzie masz lecieć?
Wampir zawahał się.
- No właśnie – rzekł tryumfalnie Horacy.
- Najwidoczniej jestem na ciebie skazany.
Uśmiech zwierzaka urósł tak, że wampir zaczął się zastanawiać, czy nie przypadkiem zaraz nie zsunie się na ziemię od ciężaru radości.
- Nieustraszeni herosi wyruszając na kolejną niebezpieczną przygodę! – pisnął podniecony zwierz, podskakując radośnie.
- Zaraz, zaraz… Jak to „kolejną”? Przecież nie było żadnych poprzednich przygód!
- Czepisz się szczegółów.
- „Herosi”? I ty masz niby być herosem? – zakpił Makarada.
- A właśnie, że mogę być! – odparł urażony Horacy.
Tak dzielny zwierz, o niezidentyfikowanym gatunku i wampir, będący zawodowym samobójcą, wyruszyli na swą pierwszą wspólną wyprawę. Możliwe, że ostatnią. Na pewno ostatni raz w tym składzie. Choć… kto to wie?
- A poco właściwie idziemy? – spytał zwierz wesoło.
- Poco? Ach, tak…

Duch zamilkł i pobłyskiwał już teraz tylko niecierpliwie.
- Znaczy mam znaleźć dla ciebie jakąś niewinną młodą dziewczynę i przyprowadzić ją do ciebie, żebyś mogła opętać ją i tym samym zyskać ciało… – podsumował wampir. – I ja mam się na to zgodzić?
Ona nie musi być niewinna.
- Jak miło.
Kilka dni drogi stąd, po drugiej stronie gór znajduje się miasto – Żelapra. Ma surowe prawa. Mówiąc prosto, nie trzeba wiele, żeby zostać tam skazanym na śmierć. Takich skazańców zabijają niemal cały czas. Nie jest to na pewno szybki koniec. Bardzo się tam starają, żeby był długi i bolesny. Pójdziesz tam i znajdziesz młodą kobietę wśród skazańców. Ona będzie moim ciałem.
Wampir milczał. Nie był przekonany, co do świetności tego planu.
Ona i tak by zginęła… A ja potrzebuję ciała! Nie wytrzymam dużej w tej lodowatej rozpaczy! Nie wieczność…
Makarada zamyślił się. Nie patrzył już na ducha, przed oczami przewijały mu się wspomnienia. Powód, dla którego stał się wampirem…
- Co się stanie z tą dziewczyną, kiedy zabierzesz jej ciało? – spytał cicho.
Och. Tylko umrze. W jednym ciele nie ma miejsca dla dwóch dusz. Śmierć nie jest taka zła, możesz mi wierzyć.
- Dobrze – odparł Makarada po chwili milczenia. - Pomogę ci.
Wampir odszedł nie oglądając się na święcącego jakby odrobinę jaśniej ducha.

…I po to właśnie idziemy do Żelapra – skończył wyjaśniać Makarada.
Zwierzak uśmiechał się do niego promiennie.
- Nadal chcesz iść? – spytał wampir.
- No pewnie! – entuzjazm tryskał ze zwierzaka niby woda z fontanny.
Makarda westchnął zawiedziony.
Wspinali się coraz wyżej. Mgła powili rzedła, a nieciekawe kamienienie… były nadal tak samo nieciekawe. Z bieli zaczęły wyłaniać się ostre szczyty gór.
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047

Re: Wampir cierpienia

Postprzez Dicey Reilly » 27 sie 2011, o 10:13

Nadal bardzo fajnie xD Żelapra - mocna nazwa...
Aha, 'po co' wydaje mi się powinno być oddzielnie, chyba że to twój zamysł taki był ;)

Obrazek
Skład: 75%Marchewy, 75%Bibliotekarza, 74%Niani Ogg, 64%Rincewinda, 63%Śmierci i 60%Vimesa.
Avatar użytkownika
Dicey Reilly żeńska
Kwestor
 
Posty: 2412
Lokalizacja: Kopalnia pomarańczy
Reputacja: 2500

Re: Wampir cierpienia

Postprzez Nobby Nobs » 28 sie 2011, o 16:27

Dicey Reilly napisał(a):Aha, 'po co' wydaje mi się powinno być oddzielnie, chyba że to twój zamysł taki był

A, no tak. Dzięki ;)
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.
Avatar użytkownika
Nobby Nobs żeńska
Kierownik studiów nieokreślonych
 
Posty: 1262
Lokalizacja: okolice Kielc
Reputacja: 1047


Powrót do Wieża sztuk

-Jego imię brzmi w kodzie, w wietrze pośród olinowania, w przesłonach. Słyszałaś kiedyś powiedzenie „Człowiek naprawdę nie umarł, dopóki powtarzane jest jego imię”?

Piekło Pocztowe, dodał(a) Cudo_Tyłeczek

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników

cron