Trudna decyzja
Żaba zjadła go, a on nie mógł nic zrobić i czuł się z tym bardzo źle. To nie o takiej przyszłości marzył. Miał wiele planów. Wszystkie go tak fascynowały, że nigdy nie mógł się zdecydować, który zrealizować pierwszy. Myślał o tym długo i kiedy już był tak bliski dokonania wyboru, już prawie zdecydowany i gotowy by zacząć zmieniać swoje życie, przypominało mu się coś co go pociągało jeszcze bardziej. Świat jest taki piękny i pełen możliwości, a on - głupi, nie korzysta z tego, bo nie umie się zdecydować. Stwierdził, że skoro sam nie da rady samodzielnie wejść na którąś z upragnionych dróg, to zapyta najznakomitszych specjalistów, psychologów i duchownych, jak sprawić by był szczęśliwy i usatysfakcjonowany swoim życiem. By budząc się każdego ranka, nie zastanawiał się jakby było, gdyby jednak został kim innym. By nie żałował, że nie mógł spróbować. A może za mało się postarał. Może mógł mieć wszystko naraz. Gdyby tak nie spał... Kto wie... Przeszedł kilkadziesiąt rozmów, wypełnił kilkaset testów na osobowość i predyspozycje. Ale tyle ile było specjalistów i testów, tyle było różnych zdań i wyników. Załamany przestał wychodzić z domu. Nie widywał się już z przyjaciółmi, sąsiadami, a nawet rodziną. Jedyną osobą, którą widział była pani Zdzisia, stara kochanka wujka siostry przyjaciółki kuzynki od strony taty. Zlitowała się nad biednym, sama dobrze wiedząc, co znaczy być w takim stanie. Przynosiła mu codziennie mleko i tabliczkę czekolady. Czasem nawet przynosiła 2 bułki z serem i oregano. Ale on się nie odzywał. Cicho tylko kiwał głową na znak podziękowania. Z jego oczu bił niezgłębiony smutek. Nie wiedział co robić. Przecież jak wybierze źle, to nigdy sobie tego nie wybaczy. Nigdy nie będzie mógł sobie zaufać ani w pełni radować się życiem. Po miesiącu dogłębnych przemyśleń, robienia wykresów i długich, ponad pięciometrowych listach plusów i minusów każdego z zawodów i stylów bycia wyodrębnił 3 z nich. Nie poddawał się. Był już blisko. Bardzo blisko. Jeszcze tylko chwila, parę momentów i będzie wiedział. Znajdzie odpowiedź, na którą tak długo czekał. Aż trząsł się z niecierpliwości. Zjadł kostkę czekolady i powrócił do niesłychanych algorytmów próbujących rozszyfrować jego najskrytsze pragnienia, możliwości i podświadome lęki, których sam nawet nie znał. Brakowało mu tylko jednej zmiennej. Myślał i myślał, mając świadomość, ze ucieka mu coś oczywistego, coś, co ma na wyciągnięcie ręki, a może i bliżej. I wtedy dostał olśnienia! TAK! Tego właśnie mu brakowało! Był tak przeogromnie prze szczęśliwy, że aż popłynęły mu łzy z oczu. Drżąc z podniecenia podstawił ostatni brakujący element do wzoru i ... aż nie mógł uwierzyć, to się działo na prawdę? uszczypnął się dla pewności. WIEDZIAŁ! Naprawdę wiedział, co chce robić. To była chwila jego największego szczęścia! Nikt nie mógł mu jej zabrać. Radośnie skacząc popędził na zewnątrz, pragnąc podzielić się swoim szczęściem z każdym kogo napotka. To było takie niesamowite! Nic nie było go wstanie zatrzymać. Spełniało się właśnie jego marzenie. Jego uśmiech był tak szeroki, że niczym równik otaczał całą jego głowę. Granica uszu mu nie przeszkodziła. On wiedział. Nie mógł już dłużej tego tłumić w sobie, wydzierało się to z jego mózgu, tak iż bał się, że jeśli zaraz tego nie wykrzyczy, eksploduje. Otworzył usta. Zrobił głęboki wdech i krzyknął z całych sił:
- JUŻ WIEM! ZNALAZŁEM ODPOWIEDŹ NA NAJBARDZIEJ NURTUJĄCE MNIE I NAJTRUDNIEJSZE PYTANIE MOJEGO ŻYCIA! WIEM! BĘDĘ ...
Nagle urwał. Nie zdążył dokończyć. Jego usta i pozostałą część ciała owinął tłusty, oślizgły, ale jakże zręczny i silny język Żaby - postrachu całej Łąki. I nikt nigdy się nie dowiedział, kim miał zostać Ramzes, konik polny z ulicy Zielonej Paproci 3.
