Kupiłam sobie "Kota w stanie czystym" i pomimo tego, że spędziłam nad tą książeczka pół poranka to jestem zachwycona. Kwiczałam ze śmiechu co kilka sekund. Najlepszy był rozdzialik o kocich zabawach i chorobach (np. jedzenie trawy, które z dużym prawdopodobieństwem zalicza się do tego pierwszego)
Nigdy nie byliśmy pewni, czy to objaw choroby. Prawdopodobnie mieści się raczej w kategorii Zabaw: „Hej, patrzą na nas, zjedzmy trochę trawy, to ich wystraszy, a potem przez pół godziny będą przewracać dom do góry nogami, szukając ksiazek o kotach, cha, cha, cha”.”
(rozbroiło mnie to ^^)
Cała Prawda o kotach. Zaraz idę obserwować swoje dachowce, żeby sprawdzić, czy są Prawdziwe. Ale miałam kiedyś kota (Garfield, spokój jego duszy) który z cała pewnością Kotem Prawdziwym był. Nie dość, że wyglądem przypominał Greeba*, to jeszcze znikał z domu na parę miesiecy i wracał zimą, by mieć co jeść i gdzie spać. Milutki nie był. Ale był Prawdziwy.
Po tej książce polubiłam koty jeszcze bardziej i znienawidziłam psy (może przez to, że mój 'kochany' Reksio cały czaj skomlał pod oknem, gdy czytałam...?). Owszem, koty nie są przyjaciółmi człowieka. Nie są milutkie, są tylko puszyste. Ale mają charakter i to nie byle jaki.
W jakiejś bajce zależność trzech zwierząt miedzy człowiekiem była wyjaśniona tak:
Psy podlegają ludziom, Koty patrzą na niego z wyższością a Szczury są na równi z ludźmi.
* gdybym miała go Teraz , a nie Wtedy, nazywałby się Greebo. Wtedy nie wiedziałam nawet, kto to Pratchett, a ulubionym kotkiem był Garfield.