Wiewiora napisał(a):Od jakiegoś czasu czytam Pratchetta z kartką jako zakładką i z długopisem pod ręką i zapisuję to i owo.
ilien napisał(a):Wiewiora napisał(a):Od jakiegoś czasu czytam Pratchetta z kartką jako zakładką i z długopisem pod ręką i zapisuję to i owo.
Ja zawsze trzymam w ksiazce kartkę, którą potem drę na małe kawałeczki, żeby zaznaczyć cytat. Po przeczytaniu przepisuję wszystko do księgi cytacików. Ze "Złodzieja Czasu" kartki mi się wysypywały... Ale technika tak czy siak skuteczna - polecam ^.^

- Dlaczego nazywasz się Człowiek...
i to wszystko? myślałem, że sam na to wpadniesz, w końcu sprytny z ciebie gość. w moim plemieniu tradycyjnie nadajemy imiona od pierwszej rzeczy, jaką zobaczy matka, kiedy wyjrzy z tipi po porodzie. Człowiek-Wiadro to skrócona forma od Człowiek Wylewający Wiadro Wody na Dwa Psy.
- Miałeś pecha - uznał Windle.
nie było tak źle, odparł Człowiek-Wiadro. mój brat bliźniak to naprawdę ma czego żałować, żeby nadać mu imię, matka wyjrzała dziesięć sekund wcześniej.
Windle zastanowił się.
- Nie mów, sam spróbuję zgadnąć - powiedział. - Dwa Psy, Które się Gryzą?
Dwa Psy, Które się Gryzą? się Gryzą?! zawołał Człowiek-Wiadro. rany, oddałby prawą rękę, żeby się nazywać Dwa Psy, Które się GRYZĄ.
- Czemu to zrobił?
- No wiesz.. Mieszkal w wielkim starym zamku na skale w Überwaldzie. Tacy ludzie nie potrzebują innych powodów niż "bo mogę". Mają koszmarny sen, a potem usiłują go zrealizować.
– Wie pan – rzekł – bardzo trudno jest mówić o kwantach, używając języka, który powstał, żeby jedna małpa mogła przekazać innym małpom, gdzie są dojrzałe owoce.


"Wyglądał na skrępowanego, jak gdyby pozwijana bielizna przeszłości plątała mu się w kroczu wspomnień"
(...) czarownica stała się w górach osobą szanowaną, jednak tylko młode inwestowały w prawdziwe kryształowe kule, kolorowe noże i cieknące świece. Starsze trzymały się prostych kuchennych sztućców, pływaków, kawałków drewna, których sama zwyczajność dyskretnie świadczyła o statusie. Każda głupia potrafi być czarownicą z runicznym nożem, ale trzeba wysokiego kunsztu, by być czarownicą z obierakiem do jajek.
Niewiele ptaków potrafi siedzieć bardziej potulnie od lancrańskiego jaustrzębia, czyli smętka kłapodziobego, drapieżnika, który wciąż poszukuje opcji wegetariańskiej. Większość czasu i tak przesypia, ale gdy zmuszony jest poszukać pożywienia, siada gdzieś na gałęzi, osłonięty od wiatru, i czeka, aż coś samo zdechnie. (...) Hodgesaargh hodował je, ponieważ występowały jedynie w Lancre i podobało mu się ich upierzenie; jednak wszyscy doświadczeni sokolnicy zgadzali się, że jedyną metodą upolowania czegokolwiek za pomocą jaustrzębia jest wystrzelenie go z procy do celu
Miłosierdzie to piękna rzecz, ale sąd musi być pierwszy. Inaczej byś nie wiedział, czemu to miłosierdzie okazujesz.
„- Trzymasz... kawałki ludzi w lodzie? – Niania była wyraźnie wstrząśnięta. – Kawałki obcych ludzi? Porąbanych? Nie zrobię ani kroku dalej!
Tym razem Igor wydawał się wstrząśnięty.
- Nie obtsych – zapewnił. – Rodziny.
- Porąbałeś na kawałki własną rodzinę?! – Niania cofnęła się.
Igor nerwowo zamachał rękami.
- To tradytsja – tłumaczył. – Każdy Igor zostawia stswoje tsiało rodzicie! Tszemu mamy marnowatś dobre organy? Taki wujek Igor, umarł na bawoły, więts zostsało stsertse w dostskonałym stsanie i nerki, tso aż stsię prostsszą, plusts tsałkiem niezłe tętse po dziadku, a miał dostskonałe rętse, możetsie mi wierzytś. – Pociągnał nosem. – Żałuję, że ja ich nie dostsałem. Był stświetnym chirurgiem.
- No... wiem, w każden rodzinie mówi się czasem „On ma oczy po ojcu”... – zaczęła niania.
- Nie, dostsał je mój kuzyn Igor.
(...)
- Przepraszam – wtrąciła niania. – Mówiłeś, że na co umarł twój wujek?
- Na bawoły. (...)
- Jak to? Dostał bawolej wysypki?
- Stsado na niego stspadło. Dziwatszny wypadek.”
„- Magrat będzie bezpieczna, prawda? – spytała [niania], podnosząc kołki.
- To drzwi tłumoodporne – zapewnił ją Igor. – Poza tym, Stskrawek jestst w dzięwiętsiu trzydziestsych óstamych tottweilerem.
- Które częśći, że zapytam?
- Dwie łapy, jedno ucho, mnóstswo rurek w stśroku i dolna stszczęka – odpowiedział natychmiast Igor.
- No tak – zgodziła się niania. – Ale mózg ma spaniela.
- To ma w kostściach. Łapie ludzi pastsztszą i tłutsze do nieprzytomnostśtsi ogonami.
- Zamerduje na śmierć?
- Tszastami topi w stślinie.”










Godzinę temu Cutwell przejrzał indeks "Grimoire Zabaw Monstrualnych", ostrożnie wymieszał kilka powszechnie dostępnych artykułów gospodarstwa domowego i przyłożył do nich zapałkę.
Zabawna rzecz te brwi, myślał teraz. Dopóki nie znikną, człowiek ich właściwie nie zauważa.

Anima Vilis napisał(a):najbardziej kocham fragment w którym Magowie chcą wyleczyć o-boga z kaca w wiedźmikołaju..(ze specjalnym usmiechem dla Truckle który podetknoł mi go na angielskim-nie ma jak dwoje pratchettmaniaków w jednej sali)
„I wtedy dziekan powtórzył mantrę, która w ciągu wieków wywarła tak znaczący wpływ na postęp wiedzy:
- A może zmieszamy wszystko razem i zobaczymy co się stanie?.”
Powrót do Zakład Statystyk Opiniowanych
Bogowie, honor, Ankh-Morpork, dodał(a) grace
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników