1.Podróż IC do Wa-wy podczas zimy stulecia (2006)- szyby zamarzły od wewnątrz, pociąg co chwilę się zatrzymywał, wszystko działo się jak w zwolnionym tempie, ludzie w wagonie bezprzedziałowym po 9-tej godzinie spędzonej razem stworzyli małą komunę. Podróż trwała zamiast 5 godzin prawie całe 10...
2.Historia ze zgubioną kartą SIM. Miejsce akcji- handlowe centrum Leeds. Towarzyszka - koleżanka,z którą zakumplowałam się trafiwszy na nią po raz czwarty w samolocie do Polski. Chodziłyśmy po sklepach, w międzyczasie odbierałam smsy na polskiej karcie SIM, a pisałam na angielskiej (O2), bardziej opłacalne. Ponieważ dysponowałam wówczas jednym telefonem, przekładałam co rusz karty. Po zaliczeniu chyba z 10 sklepu, zorientowałam się,że zginęła mi angielska karta. Oprócz tego,że po prostu była mi niezbędna w tym dniu, miałam na niej trochę bonusowych funtów. Załamałam się, koleżanka namówiła mnie na szukanie, popukałam się w głowę (szukanie maleństwa podczas sobotniego nawału klientów to po prostu idiotyzm)- poszłam jednak na to. Zaczęłyśmy wchodzić do sklepów w kolejności odwrotnej, pytać i szukać pod nogami ludzi. W przedostatnim sklepie, pod nogami tłumu ludzi, zakurzona pałętała się moja karta SIM - tadam...
3.Panienką będąc wybrałam się do Krapkowic pod Opolem, do koleżanki. Nie uprzedziłam jej, chciałam zrobić niespodziankę. Do miasteczka dojechałam ok.22, była straszna burza, lało. Stanęłam w kolejce do taxi. Wsiadłam, proszę ul.Portową, a facet ogląda się na mnie i robi wielkie oczy... Jeździliśmy ze 4 godziny, okazało się,że owa ulica liczy 2 (słownie:dwa) domy i nie ma jej na planie. Facet nie wziął ani grosza - ale koleżanki nie zastałam i spałam u sąsiadów, którzy ugościli mnie po śląsku- jak najważniejszego gościa

Jak wyżej- najfajniejsza, najciekawsza, najdziwniejsza przygoda...