Mędrcy
Część Pierwsza
I oto zabrzmiała trąba miedziana, a jej głos donośny po wszystkich kontynentach sie rozniósł.
Zebrali się tedy wszyscy świata Mędrcy i księgi pożółkłe wertować poczęli, a zdziwienie ich było wielkie.
Nigdzie bowiem, gdzie Słowo zapisane było, o trąbie miedzianej zapisków nie znaleźli.
Ślady jednak wszelkie na rychły świata koniec wskazywały.
Wzruszywszy na tak niepoetycki sygnał ramionami poczęli owi Mędrcy tłumy ludu szarością pokrytego nawoływać, by za grzechy przepraszali, a nieczystością swą Stwórcy gorszyć nie raczyli.
I ruszył tłum przyszłości niepewny przed oblicze Boga, a liczba ich piasku ziarnka na świecie całym przekraczała.
Część Druga
A dotarłszy ku bramom Niebios wielkie zdziwienie w Piśmie uczonych było.
Oto bowiem zastali oni bramę otwartą, a żaden Piotr Święty ni Archaniołowie miecze płonące dzierżący ich nie oczekiwali.
Miast tego ujrzeli Wszechmogącego, który na tronie bez zdobień siedząc wpatrywał się w ludu miriady nadciągające.
A lico Jego zroszone było tysiącem łez gorących, a uśmiech Jego ni radości, ni grozy nie okazywał.
I przyjął Stwórca do Siebie garstkę spośród przybyłych, a żaden z przyjętych w Niego nie wierzył.
Natenczas jeden z Mędrców w sztuce dyplomacji uczony, wystąpił przed tłuszczę i zgiąwszy się przed Bogiem w te słowa uderzać począł.
„Jakże to ma być, że tylko garstka w Niebiosa wzięta została. Spójrz na ten oto tłum ludzi gorliwych, a w Ciebie wierzących, w duchu pokornych.”
Natenczas Bóg smutno sie uśmiechając wręczył mężowi uczonemu ołtarz złoty, klejnotami szczodrze wysadzany i rzekł „Idź z ludem swym i weź te ołtarze.”
„zaprawdę, powiadam Tobie: do nich sie módlcie, albowiem w nich wiara wasza, nie we Mnie jest zawarta.”
I odeszli ludzie w smutku utonąwszy i potopili ikony w morzu z ich łez powstałym.
Część Trzecia
A gdy ołtarze wszelkie w pył zostały obrócone, poczeli się Mędrcy zastanawiać, gdzie życia wiecznego szukać, jako że na Ziemi miejsca już dla nich nie było.
I znalazł się jeden wśród nich, a imię jego znikło już z kart pamieci.
Rzekł natenczas ów Mędrzec: „Jako, że Niebios bramy są dla nas na wieki zamkniete, w otchłanie Piekieł pójdźmy, by tam przeznaczenie nasze odnaleźć.”
I poszli za nim wszyscy, bo tak widocznie miało im być pisane.
Część Czwarta
I przyszedł lud nieszcześliwy pod Bramy Piekieł, by tam istnienia swego dokonać.
Znów jednakże zdziwienie wielkie mądrych ogarneło, gdyż żaden demon skrzydlaty ni Cerber tojadem broczący na nich nie czekał.
Ujrzał lud miast tego czarnego męża urody nieopisanej, a smutek jego nie mniejszy był niż jego adwersarza w Niebiosach.
I przyjął Szatan do Siebie garstkę spośród przybyłych, a żaden z przyjętych na Piekło nie zasługiwał.
Natenczas ten sam Mędrzec w sztuce dyplomacji uczony wystąpił przed tłuszczę i zgiąwszy sie przed Lucyferem w te słowa uderzać począł.
„Czyż nie jest napisane, że ci, którzy łaski lica Boskiego oglądać nie dostąpili, w czeluściach domeny Twojej męki wieczyste przeżywać bedą?”
Natenczas Anioł dumny wskazał mędrcowi onemu obraz świata ludzkiego, a na nim nic poza dymem i stalą nie ujrzeli.
I rzekł Szatan: „Niczego nie macie, czym Piekłu przysłużyć by mogło, jako że wirusowi pokrewni jesteście, a nie ludziom dumnym, o których dusze przez wieki walczyłem.”
I odeszli ludzie łzami sie zalewając, bo miejsca dla nich nie było i w Piekle.
Część Piąta
Natenczas począł lud cały wołać o litość, bo siły nieziemskie przeciw nim się obróciły.
I oto Śmierć ujrzeli, a Ona na ich widok płakać poczęła, bo nic już zrobić nie mogła.
Natenczas Mędrcy poczęli Pisma o wielkich zagładach cytować, żądając od Śmierci by żywoty ich sensu pozbawione zakonczyła.
Wówczas śmiech głośny się rozległ, a serca wielu napełniła trwoga.
I rzekła Kostucha: „zaprawde powiadam Wam, że Pisma wasze nie mniej niż los Wasz są żałosne.”
I wzieła Śmierć kilku z tłumu, litością przęjeta, a wśród nich nie było o koniec żywota proszących.
Część Szósta
Obrócił się natenczas lud przeciwko Uczonym, gdyż ci kłamstwami ich zwodząc, nadziei wszelkiej pozbawili.
Natenczas wychynął odważny Mędrzec i w te tony uderzać począł.
„Niech znajdą w tłumie poetę, jakowoż on to zawsze dla ludu nieszczęściem obłożonego radę znajdował.”
Jednakże nikt z ludu nie sprostał słowom Mędrca.
Martwymi bowiem znaleźli wszystkich poetów, a krwi ich przelanej mędrcy winni byli.
I wystąpił lud nieszczęśliwy i zrosił ziemię krwią Mędrców.
Ich to Pisma bowiem upewniały tłum, że wszystek istnienie musi mieć swój koniec.