przez Nobby Nobs » 29 kwi 2011, o 16:53
Obudził go hałas dochodzący zza okna. Ziewnął i wyjrzał zaciekawiony. Na głównym rynku CzMMMMR zgromadził się spory tłum myszy. John chwycił zimnego czekoladowego tosta, pozostałego z wczorajszej kolacji, jako że śniadanie to jednak śniadanie, bez względu na jakiekolwiek hałaśliwe tłumy, wywołane jakimkolwiek wydarzeniami. John podejrzewał zresztą, że to kolejna zabawa tutejszego rozhulanego towarzystwa. Skubiąc tosta wyszedł na ulicę i ruszył w stronę hałasu.
Wśród gwaru jaki panował na rynku wybijał się donośny kobiecy głos:
- Nie! Sprawdziłam!
Pytanie, które padło zagłuszyły krzyki i wrzaski dwudziestu myszy, bezradnie próbujących jednocześnie przemówić, ale i tak osoba pytana, obdarzona zapewne niebywałym słuchem albo, co bardziej prawdopodobne, pytanie owe zostało jej wykrzyczane wprost do ucha, dzięki czemu opowiedziała, a odpowiedź jej słychać był mimo hałasu:
- Wczoraj wieczorem… A teraz znikła!
Po chwili John zlokalizował źródło donośnego głosy, a był nim górujący nad tłumem ogromny czekoladowy kapelusz, a dokładniej znajdująca się pod nim Margaritta.
- Cisza – powiedział spokojnie, pojawiając się jakby znikąd, Kutsu. Efekt był niewiarygodny. Mimo, że słowa wypowiedziane zostały cicho, myszy nie dość, że usłyszały je wśród ogromnego hałasu, to także natychmiast zamilkły. – Co się stało, Margaritto?
- Bo… - Chlipnęła Margaritta, a John dopiero teraz zauważył, że po je policzkach spływają łzy – bo Dorotka znikła! Nie ma jej! Jeszcze wczoraj pomagałam jej przy robieniu ciastek… Zostawiłam ją, by skończyła, a dzisiaj przychodzę i nie ma jej nigdzie! Całe miasteczko przeszukałam… - a potem dodała ciszej. - Ona, to znów Ona.
- No już, uspokój się – rzekł łagodnie Kutsu. – Grunt to nie panikować. Przeszukamy jeszcze raz miasteczko. Zajrzymy w każdy kąt. Jeżeli jeszcze jest tu znajdziemy ją – i zwrócił się do tłumu. - No już, wszyscy idziemy szukać Dorotki!
Gryzonie rozeszły się po całym mieście. Szukając i szukając. Wśród odgłosów radośnie pluskającej płynnej czekolady, słychać było nieustanne wołanie. Ale nikt nie odpowiadał i mimo, że szukali, wciąż szukali zawzięcie, nikogo nie znaleźli. Nigdzie nie było małej myszki, zwanej Dorotką.
Zrezygnowane, ponure gryzonie wróciły na plac, popatrzył na siebie i zgodnie przyznały, że to Ona. Nikt nic wprost nie powiedział, lecz nie musiał, wszystkie się domyśliły.
Wszystkie oprócz Johnego, który nie miał pojęcia kim jest tajemnicza Ona, a już na pewno co ma wspólnego ze zniknięciem Dorotki. Nie potrafił jednak przerwać ciężkiej ciszy jaka panowała na rynku. Nie zrozumiał także reakcji mieszkańców czekoladowego miasteczka. Był pewien, że zaraz ruszą szukać jej dalej, poza miastem, że chociaż będą płakać, smucić się i wspominać zaginioną. Ze zdumieniem jednak patrzył, jak ktoś zaczął grać, ktoś przyniósł napoje i dania. Nagle, jakby za dotknięciem magicznej różyczki, myszy znów były wesołe… A przynajmniej uśmiechały się, próbując zapewnić świat, że wszystko jest dobrze, lecz nie wychodziło im to zbytnio, gdyż uśmiechy były sztuczne, a w oczach krył się niepokój. Mimo to nie rezygnowały, zaczęły tańczyć, śpiewać, bawić się. Rynek wypełnił się wrzawą i życiem. Jakby już nikt nie pamiętał o Dorotce. Jakby jej zaginięcie było nieistotne. Jakby spodziewali się, że nastąpi. Przez chwilę tylko przestraszyli się, że to już dziś, ale szybko otrząsnęli się, jakby byli przyzwyczajeni. A teraz znów bawili się, gdyż było to przecież miasto radości, miasto rozkoszy. Tak też zażywali radości i kosztowali rozkoszy czekolady. John zauważył jednak, że kosztowali tej rozkoszy w mniejszych niż zwykle ilościach.
Dlaczego płaczesz kopciuszku?
Bo zgubiłam szklany pantofelek. A teraz roztrzaskam ten drugi, by nikt nigdy nie dowiedział się, że należał do mnie.
Ale dlaczego? Dlaczego niszczysz bajkę?
Bo w życiu jest miejsce dla królewny i miejsce dla kopciuszka.