Wieża sztuk

Niebajka..

Twórczość własna naszych forumowiczów

Niebajka..

Postprzez emerencja » 24 maja 2011, o 00:58

znów nie pasuje do tego co pisujemy - ale co mi tam ;)

/lojalnie uprzedzam - to moralitet. Jak to bajka .. i n-jebajka/





...
Agata Ferens

NIEBAJKA

Był sobie raz Chłop, co orząc pole natrafił na skarb. Schylił się, żeby zobaczyć, co też tam w ziemi tkwi. Spod odkrytej bruzdy bił oślepiający blask. I Chłop pomyślał, że taki skarb pomoże mu odmienić ciężkie, nieciekawe życie. Ale Słońce już zaszło, i wyciągać skarb po omacku - nie było jak. Przysypał go na powrót ziemią. Wrócił do domu i nie mógł myśleć o niczym innym. A im dłużej myślał, tym trudniejsza wydawała mu się cała sprawa. Wielki musiał być ten skarb – tak jasno świecił - to i wykopać go z ziemi nie będzie łatwo... Łopata nie wystarczy i wóz, żeby go przewieźć do domu – to za mało. A ile mozołu, żeby zawieźć taki skarb do miasta i sprzedać... A jak to zbójców skarb? Mogliby się mścić na tym co go im wziął! W głowie kłębiły mu się coraz gorsze wątpliwości. Bo wreszcie - to jego życie nie było przecie nie do zniesienia. Nie trzeba było aż skarbu, żeby jakoś wiązać koniec z końcem. Postanowił więc, że się jeszcze zastanowi - żeby mieć pewność.
Nazajutrz, wieczorem, tak, żeby go nikt nie widział, poszedł w pole i odkopał ziemię, przykrywającą z wierzchu skarb. Ujrzał przedziwne światło, ale upewnił się tylko co do jednego: duży musiał być ten skarb i na pewno głęboko wkopany w ziemię – ciężko będzie. Przysypał go znowu ziemią i wrócił do domu. „Ranek mądrzejszy od wieczora” – powiedział sobie, leżąc już w łóżku i starając się odgonić natrętne myśli, na darmo próbując coś zdecydować. Rano, po nieprzespanej nocy, nie miał sił, żeby coś postanowić. Od tego dnia, co jakiś czas, szedł w pole popatrzeć na skarb. I za każdym razem znajdował go w tym samym miejscu. Wreszcie powiedział sobie , że w razie jakby co – wyciągnie skarb, a póki co – niech na niego czeka tam gdzie jest. Bo prawdę rzekłszy już samo myślenie o skarbie było ciężkie, a co dopiero wyciągać go z ziemi i taszczyć do domu.
A że skarb zawsze na swym miejscu był, dobrze się Chłopu działo: spokojniejszy się czuł i lżej mu się żyło ze świadomością, że nie musi się martwić: jakby się coś nie powiodło – zawsze jest przecie skarb co go z opresji wyratuje.
Pewnej niedzieli, wracając z mszy, dowiedział się od sąsiada, że w wiosce złapali złodzieja. Kręcił się po polach szukając nie wiedzieć czego. Od dawna go już ścigali i wreszcie dostał na co zasłużył. Pospiesznie pożegnał się Chłop z sąsiadem i pobiegł jak szalony w pole. Ręce mu się trzęsły, stwardniała ziemia wydawała się z kamienia kiedy ją darł rękami. Wreszcie zobaczył słabe światełko. Przykrył je szybko ziemią, wrócił do domu i znów opadły go wątpliwości dręczące go od dnia, kiedy po raz pierwszy ujrzał swój skarb. A jeszcze oprócz tamtych, pojawiła się nowa: toż to światło dużo słabsze było niż to, jakie widział poprzednio. Warto się to męczyć z kopaniem, napocić się jak nieboskie stworzenie, żeby przytaszczyć do domu coś, co nie wiadomo ile warte?
Upłynął jakiś czas. Starym zwyczajem Chłop, wracając z miasteczka do domu, skręcił w pole, popatrzeć na dziwny blask bijący spod ziemi. I pojął jakie to szczęście na skarb patrzeć i wiedzieć, że go ma. Zszedł z wozu, wziął łopatę, odrzucił parę skib. Nie było pod nimi nic.
Tylko mała dziura w ziemi, nieduża. „Dranie przeklęte!!! Nawet się namęczyć nie musieli!”
I jaki był ten skarb? Pewnie cały ze złota – tak się świecił! I wcale taki ciężki nie był – nie było głębokich śladów wkoło świeżo skopanej ziemi.

***

Nigdy się nie dowiedział zrozpaczony Chłop, że ktoś jednak widywał go w polu, jak rozgrzebuje ziemię. Wędrowiec, zaciekawiony dziwnymi zwyczajami niezdecydowanego Chłopa, odkrył jego skarb. On też przychodził czasem popatrzeć na tajemnicze światło ukryte w ziemi. Ale kopał głębiej. Zauważył, że światła za każdym razem ubywało. A potem, za jakiś czas, znów świeciło coraz mocniej. Któregoś dnia, kiedy ujrzał jedynie blade mrugnięcie, wyjął z ziemi kruszynę gwieździstej poświaty, lekką, urokliwą, wdzięczną, i zabrał ze sobą. Każdego dnia maleńka istota rosła, jaśniała mocniej i piękniej i stawała się... coraz cięższa. Aż stała się okrągła i tak wielka, że nie sposób było ją dalej nieść. Ale Wędrowiec wiedział, że to minie. Zatrzymywał się w drodze i siadał na przeciw niej wpatrzony w zniewalający blask. I znowu światło przygasało, malała świetlana tarcza i Wędrowiec ruszał dalej w swoją drogę. Musiał teraz zatrzymywać się częściej niż dawniej, i nie zawsze tam gdzie chciał, ale za to nie był już nigdy sam, odkąd wydobył spod ziemi swą towarzyszkę podróży. Czuł się szczęśliwy, a i ta którą miał przed sobą, jaśniała szczęściem. I czuł się bogatszy niż wszyscy Chłopi na ziemi razem wzięci.

***

Pewnego dnia, po długiej drodze, Wędrowiec zasnął, by więcej się nie obudzić. Ukochany ciężar rósł w jego ramionach, aż stał się tak wielki i ciężki, że pogrzebał Wędrowca. Parę tygodni później przechodził tą samą drogą inny Włóczęga. Ujrzał na ziemi małą błyskotkę i postanowił zabrać z sobą śliczny, lekki klejnocik. Dzień po dniu krok Włóczęgi stawał się cięższy i wolniejszy. Męczył się coraz szybciej, i myślał sobie, że się starzeje. Aż któregoś dnia zrozumiał, że to nie starość, ale worek tak mu ciąży na plecach, bo to, co w nim niósł rosło i rosło..., zmuszając go do coraz większego wysiłku. Otwarł worek, spojrzał na błyszczące cacko. Ładne to-to było, jakżeby nie, ale za jasno świeciło. Nocne przygody z taką latarnią nie przeszłyby już niezauważone. Poza tym, za ciężko było z tym chodzić. Wyciągnął z worka świecący bagaż, i zostawił na ziemi.

***

Mężczyzna wracający do domu już z daleka zauważył dziwne światło. Zatrzymał konia i ujrzał leżącą na ziemi wielką, złotą tarczę. Nie wahał się ani przez chwilę - nadludzkim wysiłkiem załadował tarczę na wóz i postanowił zawrócić do miasta. Droga była długa i ciężka, obciążony straszliwie wóz zapadał się w błoto. Ale Mężczyzna już zdecydował, że zostawić skarb - nawet w ukryciu i wrócić po niego później, z lepszym wozem i pomocą - byłoby zbyt ryzykowne. Czując jego ciężar już w przybliżeniu obliczył, ile skarb mógł być wart i zrobił dokładne plany na przyszłość. Zresztą z każdym dniem czuł się silniejszy; trud i zmęczenie z początku wydające się ponad siły, nie były teraz aż takie straszne. „Trening i dobre perspektywy czynią mistrza, jestem najsilniejszy na świecie” - myślał dojeżdżając do miasta.

W dniu jego przyjazdu w mieście zaczynało się wielkie święto. Miało potrwać parę dni. Wszystkie sklepy złotników były zamknięte. „Parę dni wypoczynku dobrze mi zrobi. Potem zacznę nowe życie” - pomyślał. Upłynęło kilka dni. I jeszcze kilka. Wracając nad ranem z karczmy, gdzie wypił nieco, by poczuć smak nowego życia bez trosk i kłopotów, zachciało mu się spojrzeć ostatni raz na skarb, który miał sprzedać nazajutrz i zostać Panem.

Ale znalazł tylko maleńką błyskotkę, która zamiast oślepić go bijącym blaskiem - mrugała ironicznie. Porwał ją wściekły - i cisnął w wygwieżdżone niebo.

***

Kiedy tarcza Księżyca dotarła do nieba była tak maleńka i lekka, że zawisła w przestworzach, nie mogąc z powrotem spaść.

Kiedy znów zaczęła rosnąć, zbielała ze strachu, że oto znowu wrócić musi na ziemię. Bóg Miłosierny uwolnił ją od ciężaru i pozwolił błądzić po niebie, oszczędzając smutnego „da capo al fine”...
emerencja
 

Reklama

Re: Niebajka..

Postprzez Marek_Sobczak » 24 maja 2011, o 08:35

Nie prawda, że nie pasuje. Jest świetne. Lubię czytać bajki. Dla mnie to najfajniejsza forma opowiadania. Tak jak napisałem Ci moja piękna przyznając punkty reputacji, jako wyraz uznania dla kunsztu artystycznego, bajka to najlepsza z form opowiadania. Nawet Niebajka też:) Sam motyw znany od wieków, przedstawienie lekkie i świeże. Bardzo dobrze mi się je czytało. gratuluję. Liczę na jeszcze. Pokłony do samej ziemi.
We’re all stories in the end. Just make it a good one!
Avatar użytkownika
Marek_Sobczak męska
Dyżurny Klasowy
 
Posty: 3122
Lokalizacja: Oxford
Reputacja: 5264

Re: Niebajka..

Postprzez Dżon » 24 maja 2011, o 08:46

FAjne :)
W taki dzień jak ten, Fryderyk Barbarossa utonął w rzece.
Jakie są Twoje plany na dziś?
Avatar użytkownika
Dżon męska
aka Nie znacie tego?
 
Posty: 4070
Lokalizacja: Pojawiam się, jak otworzysz flaszkę.
Reputacja: 3931


Powrót do Wieża sztuk

JESTEM POSĘPNYM ŻNIWIARZEM. NIE WYDAJE MI SIĘ, BY LUDZIE ŻYCZYLI SOBIE U MNIE... KREATYWNOŚCI

Złodziej Czasu, dodał(a) Sushi

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników