przez Mosey » 10 maja 2011, o 20:05
Nie zważając na czyhającą statystykę, referat z zarządzania produkcją i usługami, kolokwium z niemieckiego (czas przeszły) a także zadane przez promotorkę artykuły do czytania zagłębiałem się przez ostatni weekend w lekturę wspomnianego już "Mrozu" Ciszewskiego. I szczerze mówiąc nie żałuję - książka od pierwszej strony, praktycznie do samego końca trzyma w cholernym napięciu, które zdaje się wytwarzać grawitację ciała niebieskiego wielkości gazowego olbrzyma (Jowisz czy inny Yavin IV). I zrobienie jakiejkolwiek przerwy wymaga od czytelnika ogromnych nakładów siły woli (na którą rzut i tak jest bardzo trudny, przez co otrzymujemy modyfikator -20 - grywał ktoś w Warhammera czy inne "erpegie" to wie o czym mówię).
Ale w zasadzie, jak to śpiewała pewna Wykrokowa grupa: "O co tyle hałasu?"
Akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości (dokładniej w grudniu tego roku) w Warszawie i okolicach. Główny bohater, nadkomisarz Tyszkiewicz, wraz z podległym mu zespołem, dostaje trochę nietypowe śledztwo - ktoś zabił meteorologa w jego własnym mieszkaniu. Jedyny ślad, jaki pozostał to ukryty pendrive na którym znajduje się pewien raport odnośnie warunków pogodowych na najbliższe dni - a nadejście chwilowego co prawda zlodowacenia nie należy do tych optymistycznych. Wszystko to doprawione zostało zamachem stanu, jakiego stara się dokonać pewna tajemnicza organizacja działająca na terenie Polski...
Jeżeli kogoś powyższe słowa nie zachęciły to niech się nie zraża - moje umiejętności opowiadania filmów, książek czy gier są na tak żenującym poziomie, że staram się ograniczać to do niezbędnego minimum i wykręcać się przy każdej nadarzającej się okazji. Nie lubię nikomu obrzydzać kontaktu a danym dziełem moim brakiem elokwencji.
Do mnie osobiście Ciszewski przemówił - spotkałem się z porównywaniem go do Toma Clancy'ego. W zasadzie mój kontakt z Clancym ograniczałsię tylko do gier HAWX czy Splinter Cell (no i jeszcze kilka dobrych ekranizacji), jednak pozwoliło mi to wyrobić pewien obraz, w który Ciszewski się idealnie wpasowuje.
Innymi słowy - jeżeli ktoś lubi takie klimaty to gorąco polecam, Jeżeli nie... to też polecam, ja w zasadzie nigdy nie uważałem się za fana takich książek i długo się uważać nie będę. A mimo to zaraz po skończeniu poleciałem zaraz do biblioteki po kolejną jego pozycję. Uznałem, że opowiadania Canavana mogą sobie spokojnie poczekać na swoją kolej. Mały odpoczynek od fantastyki dobrze mi zrobi.