staram się

tylko strasznie boję się pisać dialogi, ciągle mam wrażenie że są one tak mega sztuczne.
dziś zauważyłem że jak pisze czy czytam, to mi polski wokal w muzyce przeszkadza wcześniej tego nie było.
/offtop/
Grzegorz Wardziak
„Rebeliant”
Zaczynało już świtać, kiedy w końcu zdecydowałem się na powrót do domu. Impreza się udała nawet bardzo, alkoholu było sporo kobiet z resztą też. Droga była prosta jak zawsze znaleźć taksówkę i pokazać krateczkę z adresem do hotelu. Kiedy już dotarłem na miejsce powitał mnie znudzony odźwierny i recepcjonista, z którego wzroku mogłem bez trudu odczytać, co o mnie myśli. Do pokoju zaprowadził mnie boy, który pomógł mi trafić kluczem do dziurki w drzwiach, w ramach podziękowania wręczyłem mu pierwszy banknot jaki udało mi się wydobyć z portfela i chyba dobrze trafiłem sądząc po wyrazie jego twarzy. Później nie pamiętam jak znalazłem się na łóżku, ale spałem całkiem dobrze i chyba raczej długo…
… Bo kiedy zadzwonił telefon który mnie obudził słońce stało już całkiem wysoko oczywiście nie zdążyłem odebrać, kiedy spojrzałem na wyświetlacz było już kilka nieodebranych połączeń. Przeciągnąłem się aż zaskrzypiało w stawach, taki wysiłek zmęczył mnie to tego stopnia że bez sił opadłem w skołtunioną pościel. Wtedy właśnie po raz kolejny zadzwonił telefon, który tym razem udało się odebrać.
-Słucham- oschle rzuciłem do słuchawki rozeźlony że ktoś mnie budzi.
-Witam pana serdecznie, moje nazwisko… a no tak żadnych nazwisk… przepraszam. Dzwonie do pana, ponieważ jest robota do zrobienia i pan wydaje się być osobą o odpowiednich kwalifikacjach do jej wykonania.
-Co? Za ile? Kiedy? Gdzie? Za chwile wyśle sms’a z adresem e-mail, na który prześle pan te dane - powiedziałem i rozłączyłem się.
Włączyłem laptopa i założyłem skrzyknę której adres wysłałem na numer z którego do mnie dzwoniono. Po kilku minutach dostałem wiadomość, jakaś fabryka poupada i trzeba zwalić winę na pracowników którzy zamiast pracować tworzą jakieś związki zawodowe czy inne fanaberie. Proponowana zapłata prezentowała się nad wyraz dobrze, dopiero po chwili liczenia zer zauważyłem jakiś dziwny znaczek znajdujący się na końcu, nie znałem go. Postanowiłem sprawdzić go później. Dalej były informacje mówiące ze praca jest od zaraz i to do zrobienia jak najszybciej. Fabryka znajdowała się na jakiejś wyspie leżącej koło wschodnich wybrzeży ameryki południowej. Kiedy już skończyłem czytać postanowiłem doprowadzić się do porządku. Telefon do recepcji po śniadanie, które jak mi wyjaśnił zdumiony głos w słuchawce już nie jest serwowane od trzech godzin, ale oczywiście jeśli wyrażę takie życzenie do kucharze zaraz coś dla mnie przygotują, podziękowałem i zamówiłem mocną kawę i jakieś zimne przekąski. Później poszedłem się kąpać jak zawsze wpierw zimna woda żeby się obudzić później coraz cieplejsza aż do gorącej, w której się umyłem. Golenie sobie opuściłem i tak czekała mnie noc w samolocie, kiedy wyszedłem z łazienki „śniadanie” już na mnie czekało. Usiadłem przed laptopem i popijając kawę zacząłem szukać informacji na temat miejsca gdzie przyjdzie mi pracować, okazało się że tym razem będzie to mała wyspa w pobliżu archipelagu rajskich wysepek, trochę nawet podobnych do tych w Dubaju. Kraj nazywa się Guan i jest dawną kolonią Francji i walutą jest frank gujański. Wygląda jak połączenie dużego drukowanego „G” z pisanym „L” od nazwiska pierwszego przywódcy wolnego Guan, a jego wartość jest śmiesznie niska 1£ jest watr ponad 13000 czyli moje wypłata wynosić będzie nie wiele ponad to co zarabiam zazwyczaj, poczułem się trochę zawiedziony. Dokończyłem posiłek i spakowałem rzeczy następnie sprawdziłem połączenia lotnicze, okazało ze będę musiał lądować Santa-Fe i stamtąd przepłynąć promem, później jeszcze pojechać samochodem, do odlotu samolotu zostało mi niewiele czasu. Musiałem jeszcze spisać na kartki wszystkie potrzebne mi adresy. W recepcji zapłaciłem za pokój i taksówką udałem się na lotnisko.
Kiedy już zająłem miejsce w klasie ekonomicznej – latanie pierwszą klasą nie wydawało mi się odpowiednie jak dla kogoś o mojej urodzie i stroju – miejsce obok mnie dostała młoda atrakcyjna kobieta zapowiadała się miła podróż ale zaraz po starcie kiedy zdjęła buty przestałem tak myśleć. Starałem się zasnąć w końcu wracałem kilka stref czasowych. Kiedy wreszcie wylądowaliśmy z radością opuściłem wnętrze samolotu.
Znów taksówka, karteczka, droga na prom. Płynęliśmy cały dzień i noc w końcu udało mi się trochę odespać. Na miejscu ludzie pokazali mi gdzie jest wypożyczalnia samochodów której adres też miałem zapisany na kartce. W wypożyczalni udało mi się dostać gazika co prawda starego ale jeszcze bardzo dobrym stanie, w drodze powrotnej postanowiłem postarać się go odkupić. Na stacji benzynowej jeszcze zaopatrzyłem się w mapę i kartę sim jakiejś tutejszej sieci. Kiedy wyjechałem za miasto zadzwoniłem do mojego pracodawcy i poinformowałem go że za 3 godziny ma być na parkingu na 236 kilometrze drogi H15.
Mój pracodawca spóźnił się jakieś piętnaście minut tłumacząc że miał spotkanie ze związkowcami. Wyglądał jak człowiek który wie jak korzystać z życia, elegancki samochód – na szczęście przyjechał sam, bez kierowcy – dobry garnitur uszyty na miarę. To tego był przystojny, wyglądał jak któryś z Bond’ów.
- Witam pana… jak właściwie mam się do pana zwracać? – Odezwał się by przerwać przedłużającą się cisze.
- A jak pan woli? Może być Smith, Newman, Maverick? – Zapytałem nie kryjąc rozbawienia.
- Myślę że Newman będzie odpowiednie i w pewnym sensie będzie do pana pasować, dostanie się pan do załogi na miejsce technika nadzoru, którego dotkliwie pobito w drodze do domu – Powiedział z błyskiem w oku.
- Bardzo dotkliwie?
- Powiedzmy że jego stan uniemożliwia mu pełnienie obowiązków - odpowiedział szczerząc śnieżnobiałe zęby.
- A co dokładnie będę miał do zrobienia?
- Doprowadzić do rozruchów które będą powodem do zamknięcia produkcji bez płacenia odpraw, każdy pracownik ma pewien kruczek w umowie. Wie pan tutaj panuje dość chwiejna równowaga. Kraj jest jeszcze młody i jego mieszkańcy nie do końca wiedzą czego chcą. Z resztą nie muszę chyba panu tego tłumaczyć.
- No raczej nie… W sumie to gdzie mógłbym pomieszkać kilka dni?
- A po co? – Zdziwił się mój pracodawca
- A nie wydałoby się panu dziwne że na miejsce pobitego pracownika już kilki dni później znajduje się specjalista? I jak mam się do pana zwracać?
- W sumie to racja. Proszę do mnie mówić Szefie, tak jak wszyscy w firmie.
- Dobra Szefie podaj mi adres jakoś hotelu w okolicy, a najlepiej zapisz mi go na kartce- powiedziałem sięgając do plecaka.
Kiedy go otworzyłem zaraz pod klapa leżał mój pistolet, na którego widok Szef wciągnął powietrze przez nos.
- Ale to chyba nie będzie konieczne? – Zapytał jakimś dziwnym głosem.
- Raczej nie, ale po prostu lubię mieć go przy sobie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą
- Amerykański macho z giwerą?
- Nie.
- to co lubisz strzelać?
- nie, bo później trzeba czyścić broń – mówiłem wyciągając z plecaka kapownik - proszę tu napisać ten adres - po prostu pracuje w niebezpiecznym zawodzie, a kawałek zimnego metalu który potrafi zrobić dużo huku kilka razy uratował mi skórę – widząc jego minę powiedziałem – nikogo nie zastrzeliłem jeśli o to chodzi.
Bez słowa wrócił do pisania, później odwrócił się na pięcie i poszedł do samochodu. Po czym obrócił się i rzucił mi kopertę mówiąc że to na koszty własne. Wsiadł i odjechał. Patrzyłem jak odjeżdża i kiedy zniknął za zakrętem zacząłem liczyć pieniądze było tego kilka tysięcy , i tak nie wiedziałem ile są one warte.
W drodze do hotelu myślałem gdzie przyjedzie mi teraz mieszkać, spodziewałem się jakiegoś motelu, przypominającego raczej barak. Tu jednak spotkała mnie miła niespodzianka wprawdzie nie było gwiazdek ale kilkupiętrowy budynek przynajmniej z zewnątrz wyglądał na zadbany. W środku panował miły i przytulny półmrok i orzeźwiający chłód. Kobieta stojąca w recepcji była już posunięta w latach, jednak jej spojrzenie pełne było energii. Po krótkiej wymianie uprzejmości wynająłem pokój, okazał się on niewielki ale przytulny. Zaraz za drzwiami była niewielka sień z drzwiami do części mieszkalnej i łazienki. Część mieszkalna składała się z łóżka stojącego zaraz za drzwiami naprzeciwko którego stała duża ręcznie zdobiona szafa, dalej pod oknem znajdowało biurko z wazonem pełnym kwiatów. Obok stał stolik z telewizorem. Plecak rzuciłem na łóżko i udałem się zwiedzać łazienkę, była mała ale funkcjonalna. Wróciłem do właściwego pokoju i zacząłem się rozpakowywać miałem tu w końcu posiedzieć kilka dni. Po krótkich poszukiwaniach udało mi się znaleźć również gniazdko internetowe, po wstępnym rozpakowaniu, oczywiście internetowy przegląd wiadomości ze świata.
W pewnym momencie rozległo się pukanie do drzwi, po moim zaproszeniu do pokoju weszła kobieta z recepcji z pościelą i ręcznikami, powiedziała ze posiłki odbywają się z jednej z sal na dole i nie są dostarczane do pokojów prosiła też o punktualność w sprawie posiłków dodała jeszcze że można wieczorem zamówić drugie śniadanie do pracy. Podziękowałem i delikatnie aczkolwiek stanowczo odprowadziłem ją na korytarz. Wziąłem prysznic i przebrałem i akurat był już czas na kolacje. Kiedy dotarłem na stołówkę większość miejsc była już zajęta, do stolika zaprosiła mnie jakaś para oboje w mniej więcej moim wieku, chociaż kobieta wydawała się młodsza, na kolację podano jedzenie proste ale smaczne. Chwile rozmawiałem z nimi, jak się okazałą piszą prace na temat więzienia leżącego na jednej z wysp. Później zajęli się rozmową miedzy sobą, a ja dokończyłem jedzenie w ciszy.
Kiedy już wróciłem do pokoju napisałem sms’a do Szefa z poleceniem przesłania wiadomości o firmie i moim stanowisku, oraz nazwiska ludzi ze związków. Czekałem jakieś pół godziny na odpowiedź, po czym stwierdziłem że czas spać, padłem na łóżko i szybko zasnąłem
Oczywiście wieczorem zapomniałem nastawić budzik na śniadanie, obudziłem się koło południa ogarnąłem trochę i poszedłem pozwiedzać okolice i poszukać jakiegoś sklepu spożywczego w końcu śniadanie ważne rzecz. Okolica była zadbana i cicha, sklep był zaraz za rogiem, kupił potrzebne mi rzeczy i zapłaciłem śmiesznie mało równowartość zaledwie kilku pensów. Usiadłem na ławce i zająłem się konsumpcją. Następnie wróciłem do hotelu i sprawdziłem skrzynkę mailową już była wiadomość od Szefa. Był trochę mało istotnych wiadomości o firmie, sama praca okazała się prosta musiałem chodzić i wybiórczo sprawdzać pracowników i to co opuszcza ich ręce, nie zdziwiłem się że mojego „poprzednika” pobito. Później była jeszcze wiadomość że prace zaczynam za trzy dni.
Pierwszy dzień minął spędziłem na spacerowaniu po mieście odwiedziłem też jarmark. Drugiego dnia pokręciłem się po okolicy samochodem – muszę przyznać że coraz bardziej mi się podobał ten gazik. Trzeciego dnia uczyłem się zasad pracy i nazwisk osób ze związku, szło mi to dość opornie gdyż ludzie mieli tu strasznie dużo imion, ale przecież nie chodziło żebym na wyrywki znał nazwiska wszystkich pracowników w fabryce, tylko o to że jak się z kimś poznam żebym wiedział czy jest działaczem. Z drugiej strony połowa ludzi miała imię Raul, Horhe, Juan albo Paul niektórzy mieli nawet wszystkie te imiona tylko w różnej kolejności. Wieczorem zamówiłem drugie śniadanie do pracy i nastawiłem budzik.
Rano ubrałem się w miarę porządnie do małego plecaka wrzuciłem kanapki, kapownik i pistolet. Kiedy wychodziłem z hotelu zamieniłem jeszcze parę słów z kobietą z recepcji. Za wycieraczki samochodu znalazłem ulotkę night club’u postanowiłem ją zachować, zawsze mogą się przydać. Droga do fabryki była dobrze oznakowana prawdopodobnie dla kierowców ciężarówek, które często widać było w mieście. Pod bramą zakładu strażnikowi powiedziałem że przysłali mnie z centrali na miejsce pobitego technika, co niestety nie pomogło, następnie powiedziałem mu żeby zadzwonił do Szefa i mu powiedział ze pan Newman już przyjechał, po chwili zastanowienia poszedł zadzwonić po powrocie bez słowa otworzył mi brama zakładu i ręką wskazał biuro Szefa. Udało mi się znaleźć miejsce parkingowe koło jakiegoś magazynu. Udałem się do biura, kolejny ochroniarz widać już poinformowany przez kolegę z bramy tylko się ukłonił i powiedział jak trafić do gabinetu Szefa. Przed drzwiami do gabinetu za dużym biurkiem siedziała sekretarka, kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęła się i zaproponowała coś do picia. Była to bardzo ładna, z twarzy przypominała jedną z kobiet znajdujących się na ulotkach które rano znalazłem za wycieraczką gazika. Na przeciwko jej biurka były skromne drzwi, za którymi pewnie siedziała ta właściwa sekretarka odbierająca telefony umawiająca spotkania i robiąca temu podobne rzeczy. Poprosiłem o coś zimnego i bez gazu, ona otworzyła mi drzwi zapytała Szefa czy też chce coś do picia i wyszła. Kiedy zamknęła za sobą drzwi Szef wstał i podszedł do sporego okna, w tym czasie zdążyłem rozejrzeć się, pomieszczenie było pełne przedmiotów bez wątpienia pięknych i drogich, ale było ich tu za dużo i co najgorsze reprezentowały różne style, przez co pokój wydawał się chaotyczny i w pewien sposób nie pozwalał się skupić. Dziwną rzeczą było to ze na ścianach nie wisiała żadna broń, nie zauważyłem nawet noża do otwierania listów.
- Lubiłem to miejsce. Cisza, spokój – Powiedział Szef stojąc twarzą do okna – A teraz, będzie tu chaos… i to jeszcze taki za który sam płace, i wiesz co ci powiem ciągle się waham czy chce tego o co cie prosiłem.
- Pieniądze i tak mają być na koncie – Odpowiedziałem obojętnym tonem.
- Wiem, rozumiem sam też jestem człowiekiem interesu – znów zapanowała cisza. Po chwili weszła sekretarka z tacą na której stał dzbanek z mrożoną herbatą i dwie szklanki. Tace postawiła na stole w kącie pokoju i nalała do szklanek. Zapytała Szefa czy może coś jeszcze zrobić, odprawił ją niecierpliwym machnięciem ręki.
Nieproszony usiadłem w czarnym skórzanym fotelu stojącym przy stole i pociągnąłem solidny łyk z jednej ze szklanek. Szef usiadł w fotelu naprzeciwko i patrząc w ścianę trochę ponad moim lewym uchem powiedział:
- Proszę żeby tylko wszystko odbyło się bez niepotrzebnej przemocy.
- Tego nie mogę obiecać – Powiedziałem zgodnie z prawdą - ja tylko podburzam tłum a nie prowadzę go. Kiedy już ludzie zaczną wyładowywać swoją frustrację, wycofam się i będę obserwował i w razie potrzeby zainterweniuję.
- Rozumiem – zrezygnowany pokiwał głową i upił łyk mrożonej herbaty.
- Proszę mi teraz powiedzieć gdzie są kadry lub coś w tym stylu muszę w końcu jakoś się zarejestrować i dostać przydział, źle by to wyglądało gdybym poszedł z biura szefa prosto na hale do pracy nie sadzisz?
Znów pokiwał głowa, podszedł do biurka i nacisnął jakiś brzęczyk. Kilka chwil później do pokoju weszła sekretarka. Uśmiechnęła się do mnie i wyczekująco spojrzała na Szefa.
- Zaprowadź tego dżentelmena do kadr i odpowiedz na wszystkie pytania jakie Ci zada - powiedział normalnym już głosem, z którego udało mi się wyłapać jakby zniecierpliwienie. Widać że gra przed pracownikami.
Sekretarka uśmiechnęła się prezentując piękne białe zęby, dziwne ze wcześniej tego nie zobaczyłem. Po chwili namysłu już widziałem czemu, kiedy ją widziałem przy biurku siedziała co pozwalało lepiej zajrzeć w jej głęboki i jakże okazały dekolt, uśmiechnąłem się do własnych myśli i ruszyłem za nią. Prowadziła mnie jasnym korytarzem, czasem mijaliśmy drzwi do jakichś pomieszczeń na większości nie było tabliczek z nazwiskami. W całym budynku panowała głucha cisza, a odgłos naszych kroków odbijał się echem od pustych ścian. Po drodze wolałem się nie odzywać i nie pytać o firmę miałem nieodparte wrażenie ze nic się od niej nie dowiem, a jakoś szkoda mi było tej dziewczyny. Później windą wjechaliśmy na pierwsze piętro zaraz po lewej za drzwiami windy znajdowały się kadry, a raczej jedna kadra w postaci pani o słusznych gabarytach i wieku trudnym do określenia przez bardzo mocny makijaż. Kobieta siedziała przy okienku w ścianie zrobionej ze szkła. W odbiciu jej okularów dostrzegłem ze oddaje się ona ulubionej rozrywce wszystkich pracowników biurowych na całym świecie – gra w pasjansa.
- Dzień dobry pani Marqes, pan Newman jest naszym nowym pracownikiem i Szef przysyła żeby mógł dopełnić formalności – powiedziała do kadrowej, tonem kogoś kto jeśli by to od niego zależało wcale by tu nie przyszedł – trafi pan do wyjścia czy mam zaczekać? – teraz odwróciła się do mnie i zobaczyłem prośbę w jej oczach.
- Ależ oczywiście proszę już wracać jakoś sobie poradzę, z reszta sadze ze ma pani wiele ważnych obowiązków do spełnienia – powiedziałem z przekonaniem, na co pani Marqes prychnęła z dezaprobata.
- W takim razie do zobaczenia.
- Myślę że nawet w nie dalekiej przyszłości – uśmiechnąłem się, i uścisnąłem podaną dłoń.
Podeszła do windy i nie odwracając się zjechała na dół. Tym czasem na ladzie koło okienka wylądowały jakieś papiery do wypełnienia. Kobieta natomiast powróciła do przerwanej rozgrywki. Siadłem na kamiennej ławie przy kamiennym stole, niezbyt wygodnych ale za to bez wątpienia pasujących do wystroju wnętrza. Było tam kilka formularzy które musiałem uzupełnić, wpisać dane osobowe i jeszcze jakieś bzdety o sytuacji rodzinnej i finansowo-socjalnej. Kiedy już uporałem się ze sterta papierów czkała już na mnie następna porcja, tu znajdowały się formularze zawierające pytania o moje doświadczenie zawodowe i wykształcenie. Tu trochę popuściłem wodze fantazji, ale w granicach rozsądku. Kiedy podszedłem do okienka z uzupełnionymi formularzami czekała na mnie już umowa do podpisania, przeczytałem ja dokładnie i zadałem kilka pytań Pani Marqes o jakieś urlopy czy opiekę zdrowotną. Kobieta odpowiadała dokładnie i profesjonalnie, aczkolwiek nie chętnie. Udało mi się tez znaleźć kruczek o którym mówił Szef, nie był on nawet za bardzo ukryty pod prawniczym bełkotem ani napisany małym druczkiem. Kopie umowy schowałem do plecaka po czym zjechałem windą na dół, gdzie czekał jakiś mężczyzna który na mój widok w otwierających się drzwiach aż podskoczył. Uśmiechnąłem się do niego.
- Czy pan Newman ? – Potwierdziłem skinieniem głowy. Miał bardzo mocnym głos zupełnie niepasującym do jego wyglądu. Bardzo wysoki i trochę się garbił jakby chciał ukryć swój wzrost, to tego był szczupły chociaż bardziej pasowało określenie chudy, twarz poznaczona była głębokimi bruzdami zmarszczek, oczy zapadnięte i zapuchnięte jakby nie spał od tygodnia.
- Szef kazał mi pana oprowadzić po firmie i pokazać gdzie będzie pana biuro, tylko proszę sobie niczego nie wyobrażać to mała klitka w dobudówce do głównej hali, ja nazywam się Marques –wyciągnął rękę, spojrzałem w górę – Tak, wiem jak to babsko z kadr, ale to żadna rodzina. – powiedział ze zmieszaniem, a ja uścisnąłem jego dłoń, była ona twarda a uścisk mocny, trochę nawet za bardzo jak dla mnie.
Odwrócił się na pięcie i machnął ręką na znak żebym za min szedł, szedł dość szybko pomimo tego że utykał trochę na lewą nogę. Odezwał się dopiero kiedy stanęliśmy koło drzwi do szopy zbudowanej z nieotynkowanych pustaków. Wyciągnął z kieszeni duży pęk klucz pierwszym z brzegu spróbował otworzyć niestety mu się to nie udało spróbował drugi raz kolejnym kluczek z rzędu. Odziwo za trzecim razem udało mu się otworzyć drzwi. Wykonał zapraszający gest ręką.
- Zapraszam, oto pańskie biuro w środku nie wygląda nawet tak źle. Proszę się rozejrzeć a ja w tym czasie muszę załatwić pewną ważna sprawę
- dobrze dziękuje chętnie się rozejrzę po moim małym królestwie – odpowiedziałem z uśmiechem.
Pomieszczenie było małe, wszystko wewnątrz pokrywała cienka warstwa kurzu. Mebli było sporo głównie szafki na dokumenty, biurko z dwoma krzesłami naprzeciw siebie było wciśnięte w kąt. Jedno z dwóch okien było częściowo zasłonięte przez duży metalowy katalog, na ścianie za biurkiem wisiała korkowa tablica w całości przykryta przypiętymi kartkami papieru różnej wielkości i w różnych kolorach. Kiedy podszedłem bliżej okazało się na większości kartek pokrywają nagryzmolone daty i – chyba – nazwy działów, kiedy przeglądałem zawartość kartek przypiętych do tablicy pojawił się Marques, trzymał w reku jakąś teczkę. Coś mi mówiło ze warto byłoby zapoznać się z jej zawartością. Miałem nie wiele czasu wiec zrobiłem pierwsze co przyszło mi do głowy.
- pomógłby mi pan z ta szafką co zalania okno – poprosiłem podchodząc do mebla, i bardzo nie udolnie spróbowałem go podnieść.
- oczywiście, i proszę się do mnie zwracać Huan – powiedział również podchodząc do mebla.
- … skoro pan nalega – uśmiechnąłem się – w takim razie proszę mówić mi Greg – w końcu upraliśmy się z rzekomo ciężka meblem po raz drugi tego dnia podaliśmy sobie ręce, tym razem uścisk był lżejszy niż poprzednio, a ja poczułem ze pan Huan Marquez jest już urobiony.
Po uściski poszedłem i oparem się o biurko na które Huan rzucił teczkę pędząc mi z pomocą w ten sposób zasłaniając ja.
- dzięki bardzo za pomoc, może teraz mnie trochę oprowadzisz po firmie? – powiedziałem patrząc przez świeżo „odsłonięte” okno, Huan podszedł do drzwi i kiedy wychodził krzyknąłem ze tylko zabiorę plecak. Odkrzyknął ze poczeka. Ja już z teczka szedłem w stronę mojego biurka.
/ciach offtopa/
takie tam starocie.
Nic tak nie denerwuje, jak ludzie którzy nie przestają mówić, kiedy ty się wtrącasz.
M. Twain